Liga Mistrzów. Lech za słaby na Spartę

Lech Poznań nie strzelił bramki w czwartym kolejnym meczu, po raz drugi przegrał ze Spartą Praga 0:1 i odpadł z walki o Ligę Mistrzów. Mecz w Poznaniu lechici kończyli w dziesiątkę, a prażanie w dziewiątkę.

Serwis Lecha Poznań na Sport.pl ?

Rewanż z mistrzem Czech wywołał w Poznaniu ogromne zainteresowanie. Wszystkie bilety rzucone do otwartej sprzedaży skończyły się po kilku godzinach. Niektórzy próbowali jeszcze zdobyć wejściówki tuż przed meczem. Ludzie idący na stadion mijali mężczyznę, który miał kartkę z napisem "Kupię 2 bilety, 800 PLN". To sześć-siedem razy tyle, ile kosztowały w kasach. Chętnych do oddania biletów nawet z taką przebitką nie było. Na widowni był komplet - 13,5 tys. osób.

Lech sam jest sobie winien. Skandalicznie zaniedbał wzmocnienia - Co was tak mało? - czystą polszczyzną śpiewali kibice Sparty, którzy zobaczyli dwie puste trybuny poznańskiego stadionu, które jeszcze nie zostały oddane do użytku. Wojna nerwów trwała na sektorach, trwała też w najlepsze od pierwszej minuty meczu. Sparta potwierdziła, że gra bardzo niewygodny futbol dla rywali: agresywny, blisko przeciwnika. Lech, który do gry przeciwko tak nastawionym zespołom jest zmuszony zaledwie kilka razy w sezonie ekstraklasy, długo przyzwyczajał się do warunków narzuconych przez gości. Pierwszą akcję zakończoną groźną sytuacją mistrzowie Polski przeprowadzili dopiero w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Po wymianie kilku podań Sławomir Peszko zagrał z prawej strony wzdłuż linii końcowej - najpierw Artur Wichniarek nie trafił w piłkę, a po chwili sprzed nosa sprzątnął ją Manuelowi Arboledzie Libor Sionko. Przed nimi była już tylko pusta bramka.

Na całą pierwszą połowę ta jedna okazja to było stanowczo za mało dla Lecha, który musiał odrobić bramkę straty z poprzedniego tygodnia. Co prawda już w 4. min poznaniacy mogli wyrównać rachunki, gdy po dośrodkowaniu Siergieja Kriwca Erich Brabec samobójczym strzałem trafił piłką w słupek! Potem przez długi minuty to Sparta miała kontrolę nad meczem.

Lechowi nie pomógł nawet zaskakujący manewr kadrowy trenera Jacka Zielińskiego. Wycofał on ze składu rozgrywającego Semira Stilicia i ustawił tam Siergieja Kriwca, w Lechu dotychczas lewoskrzydłowego. -Nasz Forlan - mówili o Kriwcu poznańscy kibice. Fakt, może i Białorusin ze swoimi długimi blond włosami przypomina gwiazdę reprezentacji Urugwaju, ale nie porwał lechitów tak jak Urugwajczyk swoich rodaków na niedawnym mundialu. Zresztą na nierównym, fatalnym wręcz boisku w Poznaniu o grę w piłkę było trudno. Swoje dołożyła też Sparta ze swoim niewygodnym dla rywali pressingiem i grą na granicy faulu, narzuconej przez kapitana prażan, doświadczonego Tomasa Repkę.

Mimo to, nadzieja na emocje w tym meczu mogła potrwać dłużej niż do 49. min, kiedy to Bartosz Bosacki stracił wygraną już piłkę w polu karnym i po chwili włożył nogę między nogi Vaclava Kadleca. Zdolny czeski 18-latek padł na boisko, a sędzia przyznał gościom rzut karny. Kibice skandowali nazwisko Krzysztofa Kotorowskiego, który dwa tygodnie wcześniej był bohaterem serii jedenastek z Interem Baku. Tym razem wylądował w lewym rogu bramki, a piłka kopnięta przez Jiriego Kladrubskiego - w prawym.

Było 1:0 dla Sparty, co oznaczało, że Lech do awansu potrzebował trzech goli. Zieliński wpuścił szybko drugiego napastnika Joela Tshibambę, a także Stilicia. Gospodarze zaatakowali, ale groźniejsze od ich akcji były kontrataki Sparty. Nie mogło być inaczej, skoro w zagrywkach Lecha sporo było chaosu i niezrozumienia. W 57. min Wichniarek w trakcie akcji gestykulował i pokazywał Tshibambie, gdzie ten ma pobiec, żeby dostać piłkę. Nic dziwnego, ten drugi trenuje w Poznaniu niespełna trzy tygodnie... Spóźnione transfery na dodatek piłkarzy niewystarczającej jakości to jedna z ważniejszych przyczyn tego, że mistrz Polski pożegnał się z marzeniami o Lidze Mistrzów. - Zarząd, gdzie te wzmocnienia!? - pytali wczoraj kibice. Krzyczeli też: - Chcemy wyników!

Lech pożegnał się na dodatek z Ligą Mistrzów po miernym widowisku, które w końcówce zepsuł jeszcze francuski sędzia. Kilkoma niejasnymi decyzjami wprowadził chaos na boisku. Zdenerwowani piłkarze obu zespołów zamiast grać w piłkę faulowali się nawzajem, odpychali i uderzali łokciami. W 80. min za przepychanki wylecieli z boiska Matejovsky i Bosacki, choć Francuz powinien raczej wyrzucić agresywnego Peszkę. Cztery minuty później Sparta straciła jeszcze jednego ze swoich lepszych graczy Libora Sionkę, który ostro zaatakował Seweryna Gancarczyka. Czesi kończyli więc mecz w dziewięciu, poznaniacy w dziesięciu.

Po odpadnięciu z walki o Champions League Lecha czeka teraz czwarta runda eliminacji do Ligi Europejskiej. Losowanie w piątek, mistrzowie Polski nie będą rozstawieni.

Czytaj relację Z czuba z meczu Lech - Sparta ?

Więcej o: