Liga Mistrzów. Kto obroni Puchar Europy

Pytanie pada co sezon, wymuszone urokiem Ligi Mistrzów, rozgrywek bogatszych w zaskakujące zwroty akcji od większości szeroko rozpoznawalnych turniejów futbolowych. Trofeum od 1990 roku nie obronił nikt

18 mundiali wyłoniło zaledwie siedmiu różnych mistrzów świata, Pucharu Europy w ostatnich 18 edycjach dotknęli piłkarze 12 klubów. W ligach krajowych dzieje się jeszcze przewidywalniej.

Champions League pasjonująco zmienna jest i pełna przygód, bowiem przyciąga więcej wybitnych graczy niż jakikolwiek inne rozgrywki, a zarazem zaprasza najwięcej superdrużyn z aspiracjami wspartymi na racjonalnych argumentach. Kiedy Jose Mourinho reklamował sobotni wieczór w Madrycie jako wyzwanie wspanialsze niż finał mistrzostw świata, nie manipulował dla zainspirowania piłkarzy i wywyższenia własnych zasług, lecz rzetelnie opisywał rzeczywistość. Klubów nie krępują kwestie paszportowe, dzięki opasłym budżetom są w stanie dążyć ku ideałowi - zagonieniu do jednej szatni wszystkiego, co w futbolu najgenialniejsze. Jeśli brakuje wirtuozów w sąsiedztwie, przeczesują każde boisko na Ziemi. Tegoroczni triumfatorzy doprowadzili tę tendencję niemal do granic, nie wystawiając w podstawowym składzie Włocha - żaden finalista nie obył się dotąd bez ani jednego piłkarza z kraju, który reprezentuje.

Żeby ktoś obronił trofeum, potrzebujemy niewyobrażalnego splotu okoliczności. Niezbędnej w fazie pucharowej odrobiny szczęścia; uniknięcia rujnujących wysiłek piłkarzy sędziowskich pomyłek; odporności na kontuzje; wpadania na najgroźniejszych przeciwników we właściwym momencie; następującego po triumfie lata transferowego, które nie osłabi drużyny; graczy wiecznie wygłodniałych, o obsesyjnym parciu na sukces. Popucharowa satysfakcja nieuchronnie obniża wolę zwycięstwa, demoralizujące zadowolenie jest reakcją naturalną, wręcz fizjologiczną. A w niesamowicie konkurencyjnej LM każdy szczególik bywa większy niż Santiago Bernabeu - nawet bezczynny, emerytowany Luis Figo, którego Mourinho zaciąga na mecz do Barcelony, by doprowadzić Katalonię do szewskiej pasji i wytrącić ją z pionu, może okazać się czynnikiem rozstrzygającym.

Obrońcom tytułu z lat minionych - Manchesterowi oraz Barcelonie - zabrakło niedużo. Gdyby wykonali na finiszu jeszcze jeden desperacki pad, dobiegliby pierwsi. Ale jeśli im się prawie powiodło, to nie znaczy, że do przełomu się zbliżamy, że pozostaje tylko wypatrywać dnia, w którym będziemy podziwiać czempionów tak bezdyskusyjnych, że zdolnych unieść Puchar Europy w dwóch kolejnych sezonach. Przeciwnie. Manchester i Barcelona zbudowały korporacje nadzwyczaj stabilne, wydajne, dające piłkarzom warunki pracy wręcz doskonałe. Wyspiarzom odporność na wstrząsy gwarantuje nieśmiertelny Alex Ferguson, mistrzowie Hiszpanii wychowali generację fenomenalną i wciąż młodą, egzystującą w codzienności organizowanej przez wierność barcelońskiej filozofii, która przenika wszystko - od akademii dla juniorów po styl gry seniorów.

Skoro tuż przed osiągnięciem celu padli pretendenci do przedłużonego panowania najpoważniejsi, to coraz trudniej uwierzyć, że ktokolwiek podoła zadaniu. Owszem, niezwyciężony dziś Inter wygląda na twór kompletny - kiedy trzeba, wznosi wały obronne wokół pola karnego; kiedy trzeba, oblega pole karne wroga i odrabia straty (Chelsea remisowała na San Siro 1:1, a Barcelona prowadziła 1:0, obie przegrały); wypuszcza na murawę wyłącznie graczy wybitnych i bardzo dobrych. Jutro mediolańska forteca jednak skruszeje. Utrata wodza o charyzmie Mourinho jest jak ścięcie głowy, a zanosi się na więcej zmian - Bayern stłukli trzydziestolatkowie (starszą drużynę w finale wystawił tylko Milan), bohater Diego Milito zaszokował Włochów wyznaniem, że spływają doń kuszące oferty, więc nie wie, jaką koszulkę założy jesienią.

Nawet Mourinho woli podbijać Madryt i być pierwszym zdobywcą najcenniejszego pucharu z trzema różnymi klubami, niż bronić go wraz z Interem. Też nie wierzy, że to ostatnie jest realne? A może planuje trofeum utrzymać samotnie - jako pierwszy trener - nie dzieląc sukcesu z nikim?

Podyskutuj o felietonie na blogu Rafała Steca

Spryt Interu. Żądają pieniędzy za transfer... Mourinho! ?

Więcej o: