Liga Mistrzów. Elastyczny Holender wygina sztywny Bayern

Bayern Louisa van Gaala wyrzucił Manchester United z LM. Jeszcze pół roku temu Bayern chciał wyrzucić van Gaala

Kiedy Louis van Gaal zaczął pięć lat temu pracę w AZ Alkmaar, wracał do zawodu po wielu miesiącach bezczynności. Jego wielkie sukcesy z Ajaksem poszły już w niepamięć, potem były niepowodzenia z Barceloną i reprezentacją Holandii. Nic więc dziwnego, że jego przyjście nie porwało kibiców Alkmaaru. 8-tys. stadion wypełniali zwykle w połowie. Kiedy jednak odchodził przed rokiem, nie można było ich pomieścić na 20-tysięcznym. Holender był tam ubóstwiany. Tak jak od środy w Monachium.

Historię o nagłym zakochaniu się Alkmaaru w zespole van Gaala trener przytacza często jako jeden ze swoich największych sukcesów - udało mu się stworzyć coś z niczego.

W Monachium chciał stworzyć nowy Bayern. A raczej podnieść go z kolan. Ale tu na początku miłość była chropawa. W grudniu van Gaal już miał szukać nowej pracy. Piłkarska Bawaria a priori domagała się jego głowy za nieuchronną porażkę Bayernu we wszystkich możliwych rozgrywkach. W kwietniu ta sama Bawaria ekscytuje się, że dzięki Holendrowi można zbudować drużynę silną przez całe lata.

Jeśli tak, to stanie się to głównie dzięki piłkarskiej bezczelności, nawet arogancji van Gaala. Żeby w Bayernie sprzeciwiać się temu, co mówi szef rady nadzorczej Karl-Heinz Rummenigge, trzeba być albo szalonym, albo wyjątkowo odważnym. Holender łączy obie cechy. Był ostatni tydzień marca, tuż przed pierwszym ćwierćfinałem Ligi Mistrzów z Manchesterem, kiedy Rummenigge powiedział, że monachijczycy obawiają się i meczu, i Wayne'a Rooneya. Wtedy Holender poprosił dziennikarzy o zacytowanie również jego opinii - że on i jego zawodnicy nie mają zwyczaju się nikogo obawiać. Nawet jeśli tak uważa szef klubu.

W Niemczech potraktowano to jak policzek dany szefowi, ale sam Rummenigge nie odpowiedział. Bardziej rozmowny był po tym, gdy przegrał zakład z prezesem Bayernu Uli Hoenessem o to, czy w środę zagra Rooney. Zagrał, więc Rummenigge będzie musiał zapłacić za wystawną kolację dla dziesięciu osób.

Będzie na niej również Van Gaal. Czasem oschły, chwilami kpiący, zapatrzony w nieodłączny notatnik - ma prostą zasadę: albo ktoś jest z nim, albo przeciw niemu. Nie zostawia miejsca na margines. Gdy Luca Toni wprowadzał do drużyny ferment, Holender rozstał się z nim bez żalu. Nie tęskniłby zapewne po nikim - poza Arjenem Robbenem, którego uwielbia. Prawdopodobnie mógłby mieć w drużynie same klony Ivicy Olicia - skromnych walczaków pamiętających jeszcze czasy, kiedy nie mieli znanego nazwiska i musieli prosić o kontrakt na Zachodzie. To widać - otoczył się ludźmi, którzy nie mają statusu wielkich gwiazd, nie zadzierają nosa zbyt wysoko i robią to, czego oczekuje od nich szkoleniowiec. Tak jak 21-letni obrońca Holger Badstuber. Rok temu był filarem rezerw Bayernu. Latem będzie dopiero świętował rocznicę pierwszego poważnego zawodowego kontraktu. Van Gaal nie obawia się jego braku doświadczenia. Mało że się nie obawia - Holger stał się graczem, który w sezonie zaliczył w drużynie najwięcej spotkań.

Holender wydobył talent Thomasa Mullera. O pierwszy skład Bayernu młody napastnik ocierał się przed van Gaalem, z van Gaalem eksplodował. Odkrycia trenera są idealnym wsparciem dla liderów. Tym właśnie Bayern van Gaala wygrywa ważne mecze. Także dwumecz z Manchesterem. Gwiazdy świecą - tak jak Robben po fantastycznej, drugiej środowej bramce - ale dzięki ciężkiej pracy rzemieślników. - To jest teraz zupełnie inny zespół - mówi legenda monachijczyków Oliver Kahn, wspominając czasy, kiedy w Bawarii zatrudniano największych gwiazdorów i czekajano, aż stworzą samograj.

Filozofia van Gaala trafiła na podatny grunt. Kiedy trener prowadził Barcelonę i próbował w gorącą katalońską piłkę wtłoczyć swoje pomysły taktyczne i dyscyplinę w grze, zniechęcił piłkarzy i kibiców. Ale w Niemczech ordnung muss sein, i van Gaal jest ubóstwiany. Przy czym oburza się na zarzuty, że Bayern gra schematycznie, że brak drużynie finezji i polotu. Nie chce, by mówić o "systemie van Gaala", a o "piłkarskiej filozofii". I przypomina, że w Ajaksie preferował ustawienie 4-3-3. W Barcelonie: 2-3-2-3. W Holandii z Alkmaar było 4-4-2. A w Monachium? - Tu stałem się jeszcze bardziej elastyczny - mówi szkoleniowiec.

Kierownictwo Bayernu snuje wizje o potrójnej koronie monachijczyków - w Niemczech i w Europie. Do tego, co działo się pół roku temu, nikt nie wraca.

Poza dziennikarzami. Kilka tygodni temu van Gaala zapytano o to, czy pamięta jeszcze, iż pół roku temu żegnał się z Bayernem.

Odpowiedział jak zawsze: - Interesuje mnie teraźniejszość i przyszłość.

Zobacz wszystkie gole - Ligi Mistrzów ?

Więcej o: