Choć wynik pierwszego spotkania PSG - Bayern Monachium działał na korzyść francuskiej ekipy (5:4), to statystyki wskazywały, że to jednak bawarczycy mogą wygrać w środowy wieczór. Nie przegrali bowiem ani razu w tej edycji Ligi Mistrzów, gdy grali na własnym stadionie. A to właśnie na Allianz Arenie miało dojść do rewanżu. Ostatecznie tej passy nie przerwali, ale też nie awansowali do finału. W Niemczech padł remis 1:1, co sprawiło, że to PSG zawalczy o tytuł, drugi z rzędu.
Może w rewanżu nie padło wiele goli, za to nie brakowało kontrowersji. - To była sytuacja, która zmieniła losy meczu. Miałem wrażenie, że nie chcieli pokazać drugiej żółtej kartki. Takie jest moje odczucie jako kibica. Mówię to całkiem otwarcie. Czasami szuka się sytuacji, które zapobiegną potoczeniu się meczu w jedną lub drugą stronę - mówił wprost Michael Ballack, doszukując się spisku.
Chodziło o sytuację z 28. minuty, kiedy to piłkę ręką odbił Nuno Mendes, co powinno poskutkować dla niego drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką. Sędziowie podjęli jednak inną decyzję. Dopatrzyli się, że podobne zagranie, ale we wcześniejszej fazie akcji, wykonał Konrad Laimer i to jego przewinienie odgwizdano. Teraz odniósł się do niej sam zainteresowany. Był oburzony całą sytuacją i tym, jak potoczyła się ta interwencja sędziowska.
- Od kiedy to czwarty sędzia interweniuje w spotkaniu? Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie doświadczyłem - grzmiał Laimer, cytowany przez bavarianfootballworks.com, odnosząc się do informacji, że to najpewniej arbiter techniczny dał znać głównemu rozjemcy o zagraniu ręką Austriaka. - To jednak nie jest moja sprawa. Nie mogę z tym już nic zrobić. To zmieniłoby obraz gry, gdyby PSG tak wcześnie zaczęło grać w "10". W takich meczach wszystko sprowadza się do kilku drobnych szczegółów - podkreślał.
Zobacz też: We Włoszech głośno o przyszłości Lewandowskiego. Piszą o "wielkiej tajemnicy".
A czy Laimer faktycznie zagrał piłkę ręką? Zdaniem wielu niemieckich mediów oraz ekspertów, nie. Piłka miała trafić go w inną część ciała. - Tego nie da się dokładnie wyczuć podczas spotkania. Sądziłem, że zagrałem futbolówkę brzuchem, a potem Mendes zrobił to ręką. Jednak arbiter dopatrzył się mojego przewinienia. To naprawdę dziwne - podkreślał. Niezależnie od kontrowersji wynik pozostanie ten sam. To PSG wygrało 6:5 w dwumeczu i awansowało do finału. Tam zmierzy się z Arsenalem. Przed rokiem rywalem paryżan był Inter Mediolan. Wówczas piłkarze Luisa Enrique dosłownie rozbili włoski klub - wygrali aż 5:0.