Rewanż pomiędzy Bayernem Monachium a PSG zapowiadał się kapitalnie. W pierwszym spotkaniu Paryżanie zwyciężyli 5:4. Bayern co prawda przegrał, ale i tak nie mógł bardzo narzekać, ponieważ podopieczni Luisa Enrique w pewnym momencie prowadzili już 5:2. W finale Ligi Mistrzów na zwycięzcę tego dwumeczu czekał już Arsenal. "Kanonierzy" w obecnej edycji Champions League wygrali fazę ligową i jeszcze ani razu nie schodzili z boiska pokonani.
W drugim spotkaniu pomiędzy Bayernem a PSG tylu emocji co przed tygodniem już nie było. Co prawda spotkanie rozpoczęło się rewelacyjnie, bo już w 3. minucie gola strzelił Ousmane Demble, ale później Paryżanie niemal do końca skutecznie się bronili. Bayern odpowiedział dopiero w doliczonym czasie drugiej połowy. Gol Harry'ego Kane'a na 1:1 niewiele jednak dał. W dwumeczu PSG wygrało 6:5 i to ono awansowało do finału. Kibice Bayernu po wszystkim mieli za to spore pretensje do sędziego.
Wszystko przez sytuację z 31. minuty. Wtedy to Vitinha wybił piłkę we własnym polu karnym tak, że ta trafiła w rękę jego kolegi z drużyny Joao Nevesa. Piłkarze Bayernu domagali się wówczas rzutu karnego, ale sędzia Joao Pinheiro pozostał niewzruszony. Mało tego, sędziowie VAR nie poprosili go, aby raz jeszcze obejrzał tę akcję na monitorze. Skąd takie zachowanie?
Przyczynę wskazał były sędzia międzynarodowy Rafał Rostkowski. Jak wyjaśnił w swoim artykule na tvp.sport.pl, zgodnie z treścią "Przepisów gry" ręka Nevesa rzeczywiście kwalifikowała się na rzut karny. Problem w tym, że ważniejsze od nich są oficjalne interpretacje i wytyczne Komisji Sędziowskiej UEFA. A te nie dawały arbitrowi podstaw do użycia gwizdka.
Roskowski przytoczył nawet konkretny ich zapis: "Zagranie piłki ręką nie jest przewinieniem, kiedy zawodnik: (…) zostanie uderzony w rękę/ramię piłką zagraną przez kolegę z drużyny (chyba że piłka wpadnie bezpośrednio do bramki drużyny przeciwnej lub zawodnik zdobędzie bramkę zaraz potem – w takim przypadku drużynie przeciwnej przyznawany jest rzut wolny bezpośredni)". A zatem gra zostałaby przerwana tylko wtedy, gdy któraś z drużyn bezpośrednio po tej akcji zdobyłaby bramkę.
Zobacz też: Trener Bayernu przemówił tuż po półfinale LM. Prawdziwa klasa
Do takiej sytuacji oczywiście nie doszło. A zatem sędzia nie popełnił błędu. PSG do finału awansowało zasłużenie, a w nim zmierzy się z Arsenalem. Spotkanie odbędzie się 30 maja na Puskas Arenie w Budapeszcie.