Rywalizację Bayernu z PSG nazywano przed jej rozpoczęciem "przedwczesnym finałem". Jednak po pierwszym meczu półfinałowym każdy mógł się cieszyć, że to nie był finał. Dlaczego? Bo finał byłby tylko jeden, a tak to czekał nas jeszcze rewanż. Natomiast po wręcz ikonicznym boju, jaki te zespoły stoczyły w Paryżu (5:4), chyba każdy fan piłki nożnej miał ochotę na dokładkę. Może poza tymi, którzy narzekali wtedy, że tamten mecz wcale nie był taki dobry, bo co to za futbol bez bronienia? Choć dla fanów sztuki bronienia Liga Mistrzów miała o wiele mniej obfitującą w gole rywalizację Arsenalu z Atletico Madryt (1:1, 1:0).
Dla PSG powrót do Monachium oznaczał powrót na stadion, na którym rok temu wygrali finał, niszcząc Inter Mediolan 5:0. Było wręcz pewne, że tym razem będzie znacząco trudniej. Przy czym Paryżanie postanowili się nie przejmować. Dali tego wyraz już w 3. minucie gdy wyszli na prowadzenie! Chwicza Kwaracchelia popędził lewym skrzydłem, dograł idealnie w pole karne do niepilnowanego Ousmane Dembele, a Francuz potężnym strzałem pod poprzeczkę rozpoczął zabawę w rewanżu.
Bayern dał się szybko zaskoczyć, a na ich błędzie nauczyli się obrońcy PSG. Bo gdy w 15. minucie Luis Diaz zrobił coś bardzo podobnego do Kwaracchelii, defensorzy Paryżan przypilnowali i zablokowali w polu karnym Michaela Olise. Monachijczycy mieli problem, by się wstrzelić, bo zarówno Olise, jak i Diaz po efektownych rajdach uderzali minimalnie nad poprzeczką. Za to w 31. minucie cały Bayern wpadł w furię. Sędzia nie podyktował bowiem rzutu karnego po zagraniu ręką Joao Nevesa. Portugalczyk został trafiony w nią przez kolegę z drużyny i to uratowało PSG w tej sytuacji.
Mimo usilnych prób Bayern nie dał rady wyrównać do przerwy. Nie pomógł nawet tercet strzałów Jamala Musiali między 43. a 45. minutą. Pierwsze uderzenie pięknie wybronił Safonow, drugie było niedokręcone, a trzecie poleciało bardzo wysoko nad bramką. To był największy kłopot gospodarzy w pierwszej połowie. Mnóstwo strzałów, lecz tylko jeden celny.
Bayern po przerwie ruszył z pressingiem i atakiem. Ich ofensywna maszyna jednak szwankowała, a prawdziwie groźny strzał zobaczyliśmy dopiero w 57. minucie i to ze strony PSG, gdy Neuer wybronił płaskie uderzenie Kwaracchelii, po kolejnym pięknym rajdzie Gruzina. Czas gonił nieubłaganie, a Bayern miał duże problemy z wypracowaniem sobie dobrej sytuacji do strzału. Bliżej byli goście, którzy prowadziliby 2:0 po mocnym strzale Doue, pięknie obronionym przez bramkarza.
PSG wyciągnęło każdy możliwy właściwy wniosek po pierwszym meczu. Byli gotowi na wszystko, czym Bayern chciał ich zaskoczyć. Zresztą, nawet gdy gospodarzom udało się przedrzeć, to zazwyczaj pudłowali. Im bliżej końca meczu było, tym trudniej grało się Bayernowi. Rajdy Diaza, dośrodkowania z obu stron, prostopadłe piłki... nic nie działało dla gospodarzy. PSG zamknęło własne pole karne i nawet mysz by się nie przecisnęła.
Aż do 94. minuty! Kane dostał w końcu podanie w polu karnym, obrócił się i huknął w okienko! Gol nadziei dla Bayernu, ale nadziei zbyt później. Na drugiego gola zabrakło czasu, a PSG dzięki remisowi awansowało do finału Ligi Mistrzów!