Dziesięć - tyle goli w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów łącznie strzeliły PSG oraz Bayern Monachium. W dodatku nie byle komu, bo Paryżanie pokonali w dwumeczu 4:0 Liverpool, za to niemiecki zespół ograł 6:4 Real Madryt. O ile druga półfinałowa rywalizacja, czyli Atletico Madryt - Arsenal, zapowiadała się bardziej na taktyczną potyczkę, tak w tym wypadku można było oczekiwać ofensywnej batalii. PSG marzyło się postawienie kolejnego kroku do zostania pierwszym klubem od czasów Realu Madryt (2016-18), który w LM obronił tytuł. Bayern mógł zaś awansować do swego pierwszego finału od 2020 roku, gdy wygrali trofeum w starciu z... PSG (1:0).
Można było się spodziewać, że to PSG tutaj ruszy od pierwszej minuty i rzuci się Bayernowi do gardła. Lecz Bayern dobrze wiedział, iż ogień najlepiej zwalczyć ogniem. To oni przejęli kontrolę, za co dostali nagrodę. Nagrodę, która wyniknęła z prezentu. Tenże prezent dał im Willian Pacho, który wyciął w polu karnym Luisa Diaza. Sędzia podyktował rzut karny, a VAR nawet tego długo nie analizował. W 17. minucie do piłki podszedł Harry Kane i pewnym, płaskim strzałem dał Bayernowi prowadzenie!
Niewiele zabrakło, a goście szybko podwyższyliby w Paryżu. W 20. minucie Michael Olise wyszedł z piłką sam na sam z Safonowem, ale to rosyjski bramkarz okazał się lepszy. Fani Bayernu mogli się zmartwić, że to się zemści. Tak było, choć najpierw Dembele przegrał sam na sam z Neuerem (choć w sumie sam ze sobą, bo po prostu nie trafił), ale w 24. minucie litości już nie było. Chwicza Kwaracchelia ograł na skrzydle Stanisicia, zszedł na prawą nogę i tak podkręcił swój strzał, że Neuer nie miał szans, a piłka wpadła idealnie tuż przy słupku!
To był dopiero początek kosmicznych rzeczy w tym meczu. Te gole napędziły to spotkanie go gwiezdnych prędkości! Kolejny cios zadało PSG w 33. minucie ze stałego fragmentu gry. Dość paradoksalnie, bo oba zespoły pokazywały tyle jakości w akcjach, a tu taki gol. Co nie znaczy, że nie był jakościowy. Był i to bardzo, bo dośrodkowanie Dembele na głowę Joao Nevesa było idealne, a strzał... strzał też, bo poza zasięgiem bramkarza, prosto do siatki! PSG potem mogło podwyższyć na 3:1, lecz minimalnie pomylił się Doue. Efekt? 2:2! W 41. minucie Paryżanie w przedziwny sposób nie przeszkadzali Michaelowi Olise, a ten jak wjechał z piłką w pole karne i huknął pod poprzeczkę, to Safonow mógł tylko ręce rozłożyć.
Koniec strzelania w pierwszej połowie? Nie ma mowy! Doliczony czas gry i Alphonso Davies blokuje dośrodkowanie Ousmane'a Dembele. Problem w tym, że ręką. Sędzia po analizie VAR dyktuje jedenastkę, a Dembele uderza tak mocno i precyzyjnie, że choć Neuer wyczuł kierunek, nie mógł nic zrobić! Zatem jednak do przerwy 3:2 dla PSG. Najlepsza połowa w historii Ligi Mistrzów? Na pewno poważny kandydat!
Szalony rollercoaster ani myślał się zatrzymać. Druga połowa tego nie zmieniła. Już w 56. minucie było 4:2. Dembele nie trafił w polu karnym w piłkę zagraną przez Hakimiego, ale żadna strata, bo akcję zamknął Kwaracchelia, który zbiegł z lewego skrzydła! Bayern dostał cios, a zanim się otrząsnął, było już 5:2. Kontra PSG i strzał Dembele, który odbił się od słupka, ale do siatki wpadł.
Monachijczycy znaleźli się na deskach, ale ten mecz nie był normalny. Tu musiało się jeszcze wiele wydarzyć. W 65. minucie było już tylko 3:5. Dayot Upamecano strzelił gola... najprawdopodobniej. Bo trudno było ocenić, czy on faktycznie dotknął piłki, czy dośrodkowanie Kimmicha wpadło do siatki bez pomocy. Przypadkowy nieco gol, ale gol! A niedługo później padł kolejny. W 68. minucie Luis Diaz dostał świetne podanie od Kane'a, ograł Marquinhosa i trafił tuż przy słupku. Na radość musiał chwilę poczekać, bo pierwotnie sędzia pokazał spalonego, jednak VAR skorygował tę decyzję. Kolejne trafienie w tym meczu i 5:4!
W tamtym momencie można było się zastanawiać nie nad tym, czy padnie gol nr 10, a kto go strzeli. Jednak tym razem już tak łatwo nie poszło. Bayern dominował, ale paradoksalnie najlepszą okazję miało PSG, gdy Senny Mayulu trafił w słupek ze skraju pola karnego. Goście atakowali do samego końca, by znaleźć gola na 5:5. To była jednak ta jedna rzecz, która się w tym meczu nie wydarzyła. PSG przetrwało i ma zaliczkę przed rewanżem! Rewanżem, który już w środę 6 maja o 21:00 w Monachium.