Real Madryt najprawdopodobniej zakończy ten sezon bez ani jednego trofeum. Ostatnią szansą pozostaje jeszcze LaLiga, ale w niej traci aż 9 punktów w tabeli do liderującej FC Barcelony. Większą uwagę ekipa koncentrowała więc na Lidze Mistrzów, ale odpadła z niej w ćwierćfinale. Choć niewiele brakowało, by odrobiła straty z pierwszego meczu z Bayernem (1:2), ostatecznie przegrała w środę 3:4. - Odpadnięcie Realu Madryt z Ligi Mistrzów przyniesie duże zmiany na Bernabeu - ogłosiło po spotkaniu "The Athletic".
Zdaniem portalu zapoczątkuje ono: "kolejny okres wstrząsów, począwszy od utraty stanowiska trenera przez Alvaro Arbeloę". - Porażka z Bayernem po chaotycznym rewanżu na Allianz Arenie oznacza, że najprawdopodobniej zostanie on zwolniony, choć będzie mógł kontynuować swoją pracę do końca sezonu - podano.
Dziennikarze przypomnieli, że pozycja Alvaro Arbeloi od początku jego pracy była bardzo słaba. 43-latek objął posadę w połowie stycznia po zwolnieniu Xabiego Alonso. W mediach od razu spekulowano, że jest to rozwiązanie tymczasowe, bo Arbeloa wcześniej prowadził jedynie rezerwy i drużyny młodzieżowe tego klubu. Już w pierwszym meczu pod jego wodzą piłkarze Realu odpadli z Pucharu Króla z drugoligowym Albacete. Później sytuacja się ustabilizowała. Trener nie dał jednak mocnych argumentów, by kontynuować z nim współpracę.
Zobacz też: Trener Realu wściekły po tym, co zrobił sędzia. "Zniszczył ten mecz"
"The Athletic" zauważyło, że Real nigdy nie określił jasno, jak długo będzie obowiązywał kontrakt z Arbeloą. Źródła "związane z samym szkoleniowcem" miały twierdzić, że do końca czerwca 2027. Inne były przekonane, że do końca tego sezonu. - W tej chwili w ogóle o tym nie myślę. Powtórzę to jeszcze raz: to decyzja klubu, a ja jestem jego lojalnym kibicem. Chcę tylko, żeby Real Madryt wygrał, niezależnie od tego, kto będzie trenował - mówił sam trener zapytany o swoją przyszłość na konferencji prasowej.
Wspomniany portal wymienił już nawet potencjalnych następców Arbeloi. Jak zaznaczył, w ostatnim czasie najczęściej wymieniany był w tej roli Juergen Klopp. Problem w tym, że Niemiec pełni teraz dyrektorską funkcję w Red Bullu i w licznych wywiadach zaznaczał, że nigdzie się nie wybiera. Drugim kandydatem był Zinedine Zidane, tyle że ten po mistrzostwach świata ma zastąpić Didiera Deschampsa na stanowisku selekcjonera reprezentacji Francji. W tej sytuacji jedną z opcji jest właśnie Deschamps. "The Atheltic" twierdzi jednak, że większa szanse ma Mauricio Pochettino.
Były trener Tottenhamu miał "zawsze cieszyć się dużym uznaniem Florentino Pereza (prezesa Realu - red.)". Obecnie Argentyńczyk jest selekcjonerem reprezentacji USA. Po mistrzostwach świata jego kontrakt jednak wygaśnie i nie będzie przeszkód, by dołączył do Realu.