To było popisowe 45 minut w rewanżowym starciu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów: Bayern Monachium - Real Madryt. W pierwszej połowie padło aż pięć goli, a Real Madryt prowadził 3:2 i przy takim wyniku odrabiał straty z Madrytu. Na pierwszego gola w Monachium kibice czekali zaledwie 34 sekundy! W drugiej części padły już tylko dwa gole. Najpierw w 89. minucie trafił Luis Diaz, a w piątej minucie doliczonego czasu gry zwycięstwo 4:3 Bayernowi Monachium dał Michael Olise. Gospodarze trafili już w momencie, jak grali w liczebnej przewadze, bo w 86. minucie drugą żółtą kartkę otrzymał Eduardo Camavinga.
Po meczu głos zabrał Alvaro Arbeloa, trener Realu Madryt. Był bardzo rozczarowany decyzją sędziego Slavko Vincicia o wykluczeniu Camavingi z gry.
- Nie można wykluczyć zawodnika z boiska za taką akcję. Myślę, że sędzia nie wiedział, że Camavinga miał żółtą kartkę. Sędzia zniszczył ten mecz - powiedział trener Realu Madryt.
- To był świetny mecz moich zawodników. Współczuję im - za ten wysiłek oraz kibicom Madrytu, którzy przyszli na stadion i tym, którzy oglądali w domu. To boli, bo w tym roku Madryt nie wygra 16. Ligi Mistrzów w historii, ale wracamy z podniesioną głową, bo dali z siebie wszystko - dodał Alvaro Arbeloa.
Zdradził też plany na przyszłość.
- Co robimy teraz? Idziemy dalej, bo to jest Real Madryt. Liga jest bardzo skomplikowana, ale będziemy musieli walczyć do ostatniego dnia. Mamy herb do obrony - przyznał trener Realu Madryt.
Bayern Monachium w półfinale Ligi Mistrzów zagra w hitowym starciu z obrońcą tytułu - PSG. W drugiej parze o finał Atletico Madryt zmierzy się z Arsenalem.
Zobacz także: Lizusostwo, jakiego świat nie widział. Sceny jak z "Misia"
Relacje na żywo z półfinałów Champions League na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.