Gdy Lamine Yamal trafiał do siatki w 4. minucie rewanżowego starcia z Atletico, kibice Barcelony uwierzyli w to, że mogą napisać historię i wrócić do dwumeczu w wielkim stylu. Wiara urosła jeszcze bardziej po bramce zdobytej przez Ferrana Torresa.
Gdy jednak gola na 1:2 strzelił Ademola Lookman, sektor zajmowany przez fanów "Blaugrany" ucichł. Cisza pogłębiła się jeszcze bardziej po czerwonej kartce dla Erica Garcii, a po końcowym gwizdku wielu kibiców - podobnie jak część piłkarzy - zalało się łzami. To kolejna sromotna klęska "Barcy" w Lidze Mistrzów w ostatnich latach.
Świadomość powagi sytuacji ma również prezydent klubu Joan Laporta, który we wtorkowy wieczór wraz z Deco udał się do szatni, w której siedzieli zdruzgotani zawodnicy i sztab szkoleniowy. Według relacji Javiego Bisusa z "Carpetas Blaugranas", Hansi Flick oraz piłkarze mieli poczucie, że przegrali coś więcej, niż mecz.
"Celem Laporty i Deco było uspokojenie zespołu i podniesienie piłkarzy na duchu. Przesłanie było jasne: muszą się podnieść i kontynuować rywalizację o wciąż wysoką w tym sezonie stawkę. Chodziło o wzmocnienie jedności zespołu i zapobieżenie wpływowi porażki na bieżące wyniki. Utrzymanie stabilności jest teraz priorytetem" - czytamy.
"Obecność Laporty i Deco w szatni nie była przypadkowa. To nie była błaha, pobieżna wizyta. To była bezpośrednia interwencja w bardzo delikatnym momencie. W klubie zrozumiano, że trzeba działać natychmiast. Teraz czas zareagować na boisku. "Barca" musi przekuć frustrację w kompetytywną reakcję i pokazać, że potrafi się podnieść po porażce" - dodaje Bisus.
FC Barcelona wciąż walczy o mistrzostwo Hiszpanii. Na siedem kolejek przed końcem sezonu Katalończycy mają dziewięć punktów przewagi nad Realem Madryt. Kolejny mecz "Blaugrana" rozegra przeciwko Celcie Vigo w środę 22 kwietnia o godz. 21:30 na Camp Nou.