To był spacerek dla piłkarzy PSG. I wcale nie jest tu mowa o kolejnym meczu w Ligue 1 czy Pucharze Francji, a o ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Dwumecz z Liverpoolem nie sprawił zawodnikom ze stolicy Francji najmniejszych problemów – zarówno przed własną publicznością, jak i na Anfield, Paryżanie wygrywali po 2:0, a katami "The Reds" byli Ousmane Dembele, Chwicza Kwaracchelia i Desire Doue.
Obrońcy tytułu zameldowali się w najlepszej czwórce rozgrywek u boku Atletico Madryt, które pokonało FC Barcelonę. W środę dołączą do nich zwycięzcy dwumeczów pomiędzy Bayernem Monachium a Realem Madryt oraz Arsenalem a Sportingiem. Wygrany z pierwszej pary zmierzy się z PSG, co zwiastuje kolejne hitowe starcie w tej edycji Ligi Mistrzów.
We wtorkowy wieczór po końcowym gwizdku starcia Liverpoolu z Paris Saint-Germain odbyła się konferencja prasowa z udziałem trenera Paryżan, Luisa Enrique. Hiszpan został zapytany o to, z którym rywalem wolałby zagrać o finał. Jego odpowiedź była rozbrajająca.
- Za każdym razem, gdy wybieram którąś z drużyn, wygrywa ta druga, więc nic nie powiem – zaśmiał się. - Usiądę i obejrzę mecz przy zimnym piwie - dodał.
Takie podejście Enrique pokazuje jasno – ani on, ani jego piłkarze nie obawiają się nikogo, kto może stanąć im na drodze do obrony trofeum. A rywalizacja Bayernu z Realem zapowiada się na tyle ciekawie, że jedno piwo może trenerowi paryskiej ekipy nie wystarczyć.
W pierwszym starciu na Estadio Santiago Bernabeu górą byli Bawarczycy, a bramki zdobywali Luis Diaz oraz Harry Kane. Dla "Królewskich" trafił Kylian Mbappe, który z pewnością chciałby zmierzyć się ze swoim byłym zespołem w półfinale. Pierwszy gwizdek na Allianz Arenie w Monachium wybrzmi o godz. 21:00, a arbitrem tego spotkania będzie owiany ostatnimi czasy złą sławą w Polsce Slavko Vincić.