Porażka 0:2 z Atletico Madryt na Camp Nou przed tygodniem postawiła FC Barcelonę w niezwykle trudnej sytuacji przed rewanżowym starciem w ramach ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. „Blaugrana" nie tylko musiała odrobić stratę, ale także radzić sobie bez pauzującego za czerwoną kartkę Pau Cubarsiego oraz kontuzjowanego Raphinhii.
Mimo tych kłopotów początek wtorkowego meczu należał do podopiecznych Hansiego Flicka. Już w 4. minucie wynik otworzył Lamine Yamal, a 20 minut później na 2:0 podwyższył Ferran Torres. Jeszcze przed przerwą gola dla „Rojiblancos" strzelił Ademola Lookman i, jak się okazało, ustalił wynik rywalizacji, wprowadzając Atletico do półfinału najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie.
Już w trakcie meczu jednak wrzało z powodu decyzji sędziowskich. Clement Turpin oraz zasiadający na wozie VAR Jerome Brisard i Willy Delajod nie dopatrzyli się przewinień na Ferminie Lopezie oraz Danim Olmo w polu karnym gospodarzy i nie podyktowali ani jednej jedenastki dla „Blaugrany". A te zdaniem wielu się po prostu należały. Raphinha zresztą stwierdził, że Barcelona została „obrabowana".
Sęk w tym, że Katalończycy sami sobie nie pomagali. W pierwszym meczu z boiska wyleciał Cubarsi, a w drugim - również słusznie - pod prysznic przedwcześnie odesłany został Eric Garcia. Podopieczni Hansiego Flicka bili głową w czerwono-biały mur, a „Los Colchoneros" rozgrywali bardzo solidne zawody.
Problem Barcelony wydaje się dużo głębszy, co podkreślał w pomeczowym studiu na antenie CBS Sports były napastnik katalońskiego klubu, Thierry Henry. Zdaniem Francuza w zespole „Blaugrany" potrzeba gruntownych zmian.
- Możemy rozmawiać o sędziach całą noc. Trzeba jednak spojrzeć w lustro. Granie tak wysoko ustawioną linią defensywną w tak wielkich meczach... Z takimi profilami obrońców... To przepis na katastrofę – zaczął cytowany przez portal transfery.info.
- Jeśli nic się nie zmieni, będziemy tu siedzieć i patrzeć na te same wyniki przez kolejnych dziesięć lat. Nie można oczekiwać, że przetrwasz na tym poziomie bez światowej klasy stabilności z tyłu. Przykro mi, ale ta drużyna desperacko potrzebuje elitarnych środkowych obrońców w następnym sezonie - dodał Francuz.
- Jeśli nie masz nóg ani świadomości, by pokryć tę przestrzeń, to po prostu prosisz się o kłopoty. To nie jest tylko jeden zły wieczór; to problem strukturalny, który trzeba naprawić już teraz - zakończył.
Nie da się ukryć - przed Joanem Laportą pracowity okres w czasie trwania kolejnej kadencji na stołku prezydenta klubu. Wraz z Deco bowiem musi zbudować Hansiemu Flickowi drużynę, która w końcu przywiezie do stolicy Katalonii upragniony, uszaty puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Na razie jednak Katalończycy muszą skupić się na rozgrywkach ligowych, gdzie walczą o przypieczętowanie mistrzowskiego tytułu. Kolejnym rywalem FC Barcelony na krajowym podwórku będzie Celta Vigo, a spotkanie to zaplanowano na środę 22 kwietnia o godz. 21:30.