Pierwsza połowa meczu z Atletico Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów nie była najlepsza w wykonaniu Roberta Lewandowskiego. Miał problem z uwolnieniem się od obrońców, a kiedy dochodził już do piłki, to niewiele z tego wynikało. Wymienił tylko sześć podań, oddał ledwie jeden celny strzał, co idealnie pokazuje, jak niewidoczny był w pierwszych 45 minutach. "Sporadyczny", "Zastały" - pisały o nim hiszpańskie media. I kolejnych szans w tym meczu mieć już nie będzie.
Barcelona schodziła na przerwę przy wyniku 0:1. A to za sprawą Juliana Alvareza. Argentyńczyk przymierzył idealnie z rzutu wolnego chwilę po tym, jak z boiska został wyrzucony Pau Cubarsi. Stało się jasne, że przez kolejne 45 minut Katalończycy będą musieli radzić sobie w "10" i Hansi Flick najpewniej dokona zmian.
Po powrocie na murawę okazało się, że nie zobaczymy już na niej polskiego napastnika. Został zmieniony. Podobnie jak i Pedri. Niemiecki trener postanowił wpuścić na boisko nowe siły. W miejsce Polaka i Hiszpana od 46. minuty weszli Fermin Lopez i Gavi. To oni mają pomóc odwrócić losy rywalizacji.
Zobacz też: Boniek kibicował im całym sercem. Tak zareagował po porażce.
Tym samym dorobek goli oraz asyst Lewandowskiego nie powiększy się w środowy wieczór. Na koncie ma 17 trafień w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach, a także trzy ostatnie podania. Kolejną szansę, by zdobyć bramkę przeciwko Atletico będzie miał najpewniej w najbliższy wtorek, w rewanżu. Teraz może jedynie trzymać kciuki, by jego koledzy wygrali jednak ten pierwszy mecz ćwierćfinałowy!