Ćwierćfinał Ligi Mistrzów to zazwyczaj okazja, by zmierzyli się ze sobą giganci światowej piłki, którzy nie mają tak często okazji tego robić. Ale to nie jest ten przypadek. Barcelona i Atletico Madryt grały ze sobą raptem cztery dni wcześniej w La Liga. Katalończycy wygrali na wyjeździe 2:1, a zwycięskiego gola strzelił Robert Lewandowski. Dzisiejsze starcie było już piątym meczem tych drużyn w bieżącym sezonie. Jeszcze wcześniej w lidze Barcelona wygrała u siebie 3:1. W dwumeczu w Pucharze Króla lepsze było Atletico, które zwyciężyło u siebie 4:0 i nawet porażka w rewanżu 0:3 nie zabrała zespołowi z Madrytu awansu.
Podsumowując, we wcześniejszych starciach tych drużyn w tym sezonie, rozgrywanych w Katalonii, Barcelona strzeliła sześć goli, a straciła jednego. Była więc faworytem również w środę w Lidze Mistrzów. W pierwszym składzie mistrzów Hiszpanii znalazł się Robert Lewandowski.
Początek zwiastował dobry mecz. Minęło ledwie pięć minut, a już świetne okazje mieli Marcus Rashford i Julian Alvarez. Ich problem polegał na tym, że obaj strzelili prosto w bramkarza. To generalnie była dolegliwość piłkarzy na początku spotkania, bo w 10. minucie to samo zrobił Joao Cancelo. Za to gdy w 18. minucie Rashford trafił do pustej bramki po podaniu od Lamine'a Yamala, wtrącił się sędzia liniowy, który wychwycił spalonego, na którym był Yamal, gdy dogrywał mu Pedri.
Po intensywnym początku mecz trochę się uspokoił i wydawało się, że do przerwy goli nie ujrzymy. Atletico miało jednak inne plany. Pod koniec pierwszej połowy Barcelonę spotkał podwójny dramat. W 44. minucie Giuliano Simeone wyprzedził Pau Cubarsiego i został przez niego sfaulowany. Sędzia najpierw pokazał Katalończykowi żółtą kartkę, lecz po analizie VAR uznał, że zawodnik gości wyszedłby sam na sam z bramkarzem, przez co zmienił decyzję, wyrzucając piłkarza Barcelony z boiska! Chwilę później było jeszcze gorzej dla gospodarzy. Wywalczony przez Simeone rzut wolny z ok. 20 metrów pięknym strzałem w okienko na gola zamienił Julian Alvarez! W mgnieniu oka sytuacja Barcelony stała się niezwykle trudna.
Można było się spodziewać, że Hansi Flick dokona w przerwie zmian i wpuści na boisko obrońcę. Trener Barcy miał jednak inny plan. Wycofał Erica Garcię do defensywy i wprowadził dwóch pomocników. Niestety, kosztem m.in. Roberta Lewandowskiego, którego zastąpił Fermin Lopez. Polak nie był zbyt widoczny do przerwy, więc aż tak dziwić to nie mogło. Zszedł też Pedri, co byłoby dziwne, gdyby nie jego żółta kartka w pierwszej połowie.
Mimo osłabienia to Barcelona częściej była przy piłce. Katalończycy starali się znaleźć drogę do bramki Atletico, a najbliżej byli po strzale Rashforda z rzutu wolnego - z bardzo podobnej pozycji do tej, z której trafił Alvarez. Uderzenie Anglika bramkarz zbił na poprzeczkę. Atletico? Przyczaiło się na własnej połowie i wyczekiwało swojej szansy. Co więcej, doczekało się.
Madrytczycy zaatakowali zupełnie znikąd. Po kwadransie, w trakcie którego nie oddali ani jednego strzału. W 70. minucie Ruggeri dośrodkował w pole karne, a tam Alexander Sorloth wyprzedził kompletnie zdezorientowanego Gerarda Martina i z bliska wbił piłkę do siatki! Atletico powiększyło prowadzenie na Camp Nou.
Barcelona znalazła się w koszmarnej sytuacji. Dwie bramki straty na własnym stadionie, w dodatku grając w osłabieniu. Lamine Yamal dwoił się i troił, by rozmontować szyki defensywne Atletico. Na próżno. Madrytczycy dowieźli wynik do końca, wygrali na Camp Nou 2:0 i są w doskonałej sytuacji przed rewanżem.