Sporting Lizbona to bodaj najbardziej nieoczekiwany uczestnik ćwierćfinałów tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Ekipa Ruiego Borgesa z dobrej strony pokazała się jednak już w fazie ligowej, w której zajęła wysokie 7. miejsce. Z kolei w 1/8 finału potrafiła odrobić trzybramkową stratę w starciu z Bodo/Glimt i rewanżu wygrać po dogrywce 5:0. Teraz o kolejną sensacja chciała się pokusić w rywalizacji z niepokonanym w tym sezonie Ligi Mistrzów Arsenalem.
We wtorek oba zespoły spotkały się w pierwszym meczu na Estadio Jose Alvalade. I początek rzeczywiście był ze strony gospodarzy bardzo zaskakujący. To Sporting stworzył sobie w pierwszych minutach kilka dogodnych okazji. Najlepszą zmarnował już w szóstej minucie Maximiliano Araujo. Po kapitalnym podaniu od Diomande wyszedł na czystą pozycję, ale huknął tylko w poprzeczkę. Chwilę później nieznacznie pomylił się po rzucie wolnym, a zaraz potem Raya wybronił uderzenie z ostrego kąta Geny'ego Catamo.
Po intensywnych 10 minutach ataki Sportingu zdecydowanie osłabły. Arsenal nie zdołał jednak samemu odpowiedzieć. Najgroźniej pod bramką Ruiego Silvy zrobiło się, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Noniego Madueke piłka odbiła się od poprzeczki. Poza tym portugalski bramkarz nie miał wiele pracy. Anglicy oddali w pierwszej połowie w sumie tylko trzy strzały, z czego jeden celny Odegaarda. Do przerwy utrzymał się więc bezbramkowy remis.
Zobacz też: Jagiellonia zatrzymuje swój największy skarb. "Doskonała informacja"
Po zmianie stron obraz gry bardzo się nie zmienił. Pod obiema bramkami działo się niewiele. Dopiero po upływie godziny cudownym uderzeniem z dystansu popisał się Martin Zubimendi i trafił do siatki. Piłkarze Arsenalu z bramki cieszyli się jednak krótko, bo okazało się, że chwilę wcześniej na spalonym był Viktor Gyokeres. Gol został więc anulowany.
Od tamtej pory wyraźnie dominował Arsenal. Nie miało to wielkiego przełożenia na sytuacje bramkowe. Swoich sił spróbował Gyokeres, ale strzelił za słabo i to w sam środek. Bliżej gola byli za to gracze Sportingu. W 83. minucie dośrodkowanie posłał Luis Suarez, a główką przy bliższym słupku uderzał Catamo. Gości uratował jedynie czujny w bramce David Raya. Hiszpan zaledwie cztery minuty później interweniował raz jeszcze. Po raz kolejny wybronił uderzenie Catamo, a potem dobitkę Suareza.
Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem 0:0, Arsenal zadał decydujący cios w doliczonym czasie gry. Sprytną wrzutkę w pole karne posłał wówczas Gabriel Martinelli, piłkę znakomicie opanował Kai Havertz i przymierzył idealnie w dolny róg.
Tym samym rzutem na taśmę Anglicy zwyciężyli 1:0. Rewanż odbędzie się w środę 15 kwietnia w Londynie. Zwycięzca dwumeczu w półfinale zmierzy się z lepszym zespołem z konfrontacji FC Barcelona - Atletico Madryt.
Sporting CP 0:1 Arsenal