Wybiła 91. minuta meczu Arsenalu w LM. To musiało się tak skończyć

Sporting był dosłownie o krok od sprawienia sensacji w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Po 90 minutach meczu z Arsenalem na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis, a bliżej strzelenia gola wydawali się Portugalczycy. Wtedy jednak wybiła 91. minuta i Arsenal zadał decydujący cios. W ostatniej chwili strzelił gola na 1:0 i jest w lepszej sytuacji przed rewanżem.
Arsenal - Sporting
screen: Canal + Sport Extra 2

Sporting Lizbona to bodaj najbardziej nieoczekiwany uczestnik ćwierćfinałów tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Ekipa Ruiego Borgesa z dobrej strony pokazała się jednak już w fazie ligowej, w której zajęła wysokie 7. miejsce. Z kolei w 1/8 finału potrafiła odrobić trzybramkową stratę w starciu z Bodo/Glimt i rewanżu wygrać po dogrywce 5:0. Teraz o kolejną sensacja chciała się pokusić w rywalizacji z niepokonanym w tym sezonie Ligi Mistrzów Arsenalem.

Zobacz wideo To koniec Roberta Lewandowskiego w kadrze? "Time to say goodbye"

Sporting był o włos od sensacji. Poprzeczka uratowała Arsenal

We wtorek oba zespoły spotkały się w pierwszym meczu na Estadio Jose Alvalade. I początek rzeczywiście był ze strony gospodarzy bardzo zaskakujący. To Sporting stworzył sobie w pierwszych minutach kilka dogodnych okazji. Najlepszą zmarnował już w szóstej minucie Maximiliano Araujo. Po kapitalnym podaniu od Diomande wyszedł na czystą pozycję, ale huknął tylko w poprzeczkę. Chwilę później nieznacznie pomylił się po rzucie wolnym, a zaraz potem Raya wybronił uderzenie z ostrego kąta Geny'ego Catamo. 

Po intensywnych 10 minutach ataki Sportingu zdecydowanie osłabły. Arsenal nie zdołał jednak samemu odpowiedzieć. Najgroźniej pod bramką Ruiego Silvy zrobiło się, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Noniego Madueke piłka odbiła się od poprzeczki. Poza tym portugalski bramkarz nie miał wiele pracy. Anglicy oddali w pierwszej połowie w sumie tylko trzy strzały, z czego jeden celny Odegaarda. Do przerwy utrzymał się więc bezbramkowy remis.

Zobacz też: Jagiellonia zatrzymuje swój największy skarb. "Doskonała informacja"

Po zmianie stron obraz gry bardzo się nie zmienił. Pod obiema bramkami działo się niewiele. Dopiero po upływie godziny cudownym uderzeniem z dystansu popisał się Martin Zubimendi i trafił do siatki. Piłkarze Arsenalu z bramki cieszyli się jednak krótko, bo okazało się, że chwilę wcześniej na spalonym był Viktor Gyokeres. Gol został więc anulowany.

Gol w 91. minucie zdecydował o wszystkim. Co za rozstrzygnięcie!

Od tamtej pory wyraźnie dominował Arsenal. Nie miało to wielkiego przełożenia na sytuacje bramkowe. Swoich sił spróbował Gyokeres, ale strzelił za słabo i to w sam środek. Bliżej gola byli za to gracze Sportingu. W 83. minucie dośrodkowanie posłał Luis Suarez, a główką przy bliższym słupku uderzał Catamo. Gości uratował jedynie czujny w bramce David Raya. Hiszpan zaledwie cztery minuty później interweniował raz jeszcze. Po raz kolejny wybronił uderzenie Catamo, a potem dobitkę Suareza.

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem 0:0, Arsenal zadał decydujący cios w doliczonym czasie gry. Sprytną wrzutkę w pole karne posłał wówczas Gabriel Martinelli, piłkę znakomicie opanował Kai Havertz i przymierzył idealnie w dolny róg.

Tym samym rzutem na taśmę Anglicy zwyciężyli 1:0. Rewanż odbędzie się w środę 15 kwietnia w Londynie. Zwycięzca dwumeczu w półfinale zmierzy się z lepszym zespołem z konfrontacji FC Barcelona - Atletico Madryt.

Sporting CP 0:1 Arsenal 

  • 91' Havertz
Więcej o: