- Nie będzie go jutro - zakomunikował Vincent Kompany przed sobotnim meczem Bayernu Monachium z Freiburgiem. Informacja dotyczyła występu Harry'ego Kane'a. I faktycznie Anglik nie pojawił się ani na murawie, ani na ławce rezerwowych. Zmaga się bowiem z kontuzją, a nagła absencja zmniejszyła jego szanse na pobicie rekordu Roberta Lewandowskiego. Chodzi o liczbę bramek zdobytych w jednym sezonie Bundesligi. Polak miał ich na koncie 41, a jego następca w drużynie z Bawarii ma ich obecnie 31. Jednak nie to jest najważniejsze dla kibiców, przynajmniej na ten moment. Ważne jest to, czy pojawi się na boisku w nadchodzącym spotkaniu.
Już we wtorek 7 kwietnia Bayern rozegra pierwszy ćwierćfinałowy mecz Ligi Mistrzów. I od razu stanie przed wielkim wyzwaniem, bo zawita na Santiago Bernabeu, by zmierzyć się z Realem Madryt. Czy szansę na występ będzie miał Kane? - Jestem pozytywnie nastawiony - mówił Kompany kilka dni temu i wydaje się, że faktycznie może pozwolić mu wyjść na boisko. Nie wiadomo jednak, czy od pierwszych minut, ale piłkarz już wrócił do treningów na murawie.
Natomiast pewne jest, że angielski napastnik poleci do Madrytu. W poniedziałek Bayern ogłosił kadrę na mecz z Realem i znalazło się w niej miejsce dla Kane'a. Oficjalnie więc wraca do składu. Jego ewentualny występ może okazać się kluczowy dla monachijskiego zespołu. Strzelił już w tym sezonie Ligi Mistrzów aż 10 goli. Co więcej, w przeszłości potrafił pokonać bramkarza Realu. W 2024 roku, wówczas na etapie półfinału, zdobył trafienie na 2:1 dla Bayernu. Ostatecznie ten mecz zakończył się wynikiem 2:2, a w rewanżu gola już nie strzelił, a jego zespół uległ 1:2.
Zobacz też: Hiszpanie już wiedzą. Oto co Flick zrobi z Lewandowskim w hicie LM.
Jak będzie tym razem? Czy Kane i spółka zrewanżują się Realowi za porażkę sprzed dwóch lat? Tego dowiemy się 15 kwietnia, kiedy to odbędzie się rewanż. Faworytem zbliżającej się rywalizacji w ćwierćfinale jest Bayern. W 1/8 finału dosłownie rozgromił Atalantę Bergamo (10:2 w dwumeczu). A jak zaprezentował się Real? Wygrał aż 5:1 w dwumeczu z Manchesterem City.