Normalnie jest tak, że przed rewanżem w dwumeczu zadajemy sobie pytanie "kto awansuje?". Jednak w przypadku dwumeczu Bayernu Monachium z Atalantą Bergamo nie było raczej większego sensu się nad tym zastanawiać. Niemiecki zespół tydzień wcześniej wygrał we Włoszech 6:1 i choć futbol widział już różne cuda, to raczej nie aż takie. To już bardziej można się było zastanawiać, czy Bayern... znajdzie kogoś, kto stanie w bramce.
Monachijczyków dopadła prawdziwa bramkarska plaga. Manuel Neuer i Sven Ulreich są kontuzjowani. Występ kolejnego bramkarza pierwszej drużyny Jonasa Urbiga stał pod dużym znakiem zapytania. Podstawowy golkiper zespołu do lat 19 Leon Klanac? Też kontuzjowany. Realny był scenariusz, w którym między słupkami musiałby stanąć 16-letni Leonard Prescott. Ostatecznie sztabowi medycznemu udało się jakimś sposobem doprowadzić do zdrowia Urbiga i to on pojawił się w pierwszym składzie. W przeciwieństwie do Nicoli Zalewskiego w Atalancie, który akurat zasiadł na ławce.
Pierwsza połowa nie miała może większej historii, ale dała się zapamiętać przez rzut karny dla Bayernu. Strzelany dwa razy. Bawarczycy otrzymali go po analizie VAR zagrania ręką jednego z obrońców Atalanty. W 24. minucie Harry Kane podszedł do piłki, ale zmarnował jedenastkę, gdyż Marco Sportiello wyczuł jego intencje i obronił! Przy czym po chwili do akcji znów wkroczył VAR. Okazało się, że Włoch za szybko oderwał stopy od linii bramkowej. Karny został powtórzony i tym razem Kane uderzył mocniej, po ziemi i prosto w dolny róg.
To było jedyne trafienie do przerwy. Atalanta wiele nie umiała zdziałać. Jeden celny strzał Mario Pasalicia odbity przez Urbiga. Tyle od nich. Po przerwie było niby ciut lepiej, ale za to defensywa znów się rozpadła. W 54. minucie Harry Kane wręcz upokorzył w polu karnym Isaka Hiena i Kamaldeena Sulemanę, których łatwo przedryblował, a potem uderzył ze skraju szesnastki prosto w okienko! Dwie minuty później było już 3:0. Szybka akcja Bayernu, Luis Diaz zagrywa w pole karne, a tam nadbiegający z prawego skrzydła Lennart Karl strzelił po ziemi, bardzo precyzyjnie.
Bayern w tamtym momencie prowadził już 9:1 w dwumeczu. Pragnęli jednak dwucyfrówki, którą osiągnęli w 70. minucie, gdy Diaz urwał się Odilonowi Kossounou i w sytuacji sam na sam ze Sportiello efektownie podciął piłkę, która wpadła do siatki. Na Atalancie zemściła się nieskuteczność Pasalicia. Kilka chwil wcześniej Chorwat z kilku metrów głową uderzył prosto w Urbiga.
Dużo lepiej poszło jego serbskiemu koledze Lazarowi Samardziciowi w 86. minucie. Przy czym on stał niepilnowany, tuż przy słupku, a dośrodkowanie (od Pasalicia swoją drogą) dostał na nos. Musiałby się naprawdę postarać, żeby tego nie trafić. Serb ocalił choć część honoru Atalanty i rozwścieczył Jonasa Urbiga, który zbeształ kolegów z obrony, że znów nie pomogli mu zachować czystego konta. Tak czy inaczej, Bayern wygrał ten mecz 4:1, a cały dwumecz aż 10:2. W wielkim stylu awansowali do ćwierćfinału, gdzie czeka nas wielki hit. Monachijczycy zawalczą o półfinał z Realem Madryt.