Luis Enrique już czeka na Barcelonę? Te słowa mówią wszystko

Paris Saint-Germain zremisował z AS Monaco 2:2 w rewanżowym meczu fazy play-off Ligi Mistrzów. W pierwszym starciu Paryżanie wygrali 3:2, co pozwoliło im awansować do 1/8 finału najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie. W następnej rundzie podopieczni Luisa Enrique mogą zmierzyć się z jego byłym klubem - FC Barceloną. - To zaczyna być klasykiem - stwierdził hiszpański szkoleniowiec w rozmowie z "Movistar Plus".
Fot. Albert Gea / REUTERS

Za nami faza play-off Ligi Mistrzów. Do drużyn, które już po fazie ligowej zapewniły sobie awans do 1/8 finału we wtorek i środę dołączyły Atletico Madryt, Bayer 04 Leverkusen, Bodo/Glimt, Newcastle United, Atalanta, Juventus, Real Madryt i PSG. Swoich rywali na kolejnym etapie rozgrywek te ekipy poznają w piątkowym losowaniu, które odbędzie się w szwajcarskim Nyonie.

Zobacz wideo Kosecki tłumaczy się ze swoich słów: Posypuję głowę popiołem, jest mi głupio

Monaco postawiło się PSG. "Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni"

PSG awans wywalczyło po trudnym i wymagającym dwumeczu przeciwko AS Monaco. Przed tygodniem Paryżanie wygrali 3:2, choć przegrywali już 0:2 po dwóch trafieniach Folarina Baloguna. Świetne wejście zanotował jednak Desire Doue, a ponadto niemal całą drugą część spotkania Monakijczycy musieli grać w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Aleksandra Gołowina.

W rewanżu ponownie to Monaco objęło prowadzenie - z tym, że do przerwy podopieczni Sebastiena Pocognolego prowadzili jednym golem autorstwa Maghnesa Akliouche'a. Po przerwie jednak powtórzył się scenariusz z pierwszego starcia - tym razem przed upływem godziny gry z boiska wyleciał Mamadou Coulibaly, a PSG wbiło dwie bramki, które zdobyli Marquinhos i Chwicza Kwaracchelia. W doliczonym czasie gry na 2:2 trafił Jordan Teze i ustalił wynik dwumeczu na 5:4 dla Paryżan.

- Nie jesteśmy przyzwyczajeni do gry przeciwko rywalom, którzy grają w podobnym stylu do nas. W pierwszej połowie byliśmy mało precyzyjni i mecz był wyrównany. W drugiej części meczu doszło do zmian i myślę, że byliśmy bardziej zdecydowani, więc zasłużyliśmy na awans - przyznał na konferencji prasowej po środowym starciu trener PSG Luis Enrique.

Los znów skojarzy Enrique z Barceloną? "To zaczyna być klasykiem"

Kolejnym rywalem mistrzów Francji będzie ktoś z dwójki Chelsea / FC Barcelona. A "Barca" to oczywiście szczególny rywal dla hiszpańskiego szkoleniowca paryskiego klubu. Enrique w latach 1996-2004 był piłkarzem katalońskiego zespołu, a w latach 2014-2017 pełnił funkcję pierwszego trenera "Blaugrany". To właśnie on po raz ostatni przywiózł puchar Ligi Mistrzów na Camp Nou (sezon 2014/15).

- Nie ode mnie zależy, z kim zagramy, więc się dostosujemy do wszystkiego. Z nikim nie będzie łatwo. To dwie wspaniałe drużyny. "Barca" jest dla mnie szczególnym rywalem i powoli zaczyna to być klasykiem. Trochę jak w przypadku pojedynków Manchesteru City z Realem Madryt. Barcelona to niepowtarzalne miasto, a klub jest szczególny. Natomiast jeśli zagramy z Chelsea, mamy trochę rzeczy do poprawy - przyznał Enrique w rozmowie z "Movistar Plus" cytowany przez "Mundo Deportivo". 56-latek od 2023 roku mierzył się ze swoim byłym zespołem już trzykrotnie.

10 kwietnia 2024 roku obie ekipy grały przeciwko sobie na etapie ćwierćfinałów. W pierwszym meczu na Parc des Princes górą była Barcelona, która zwyciężyła 3:2. Sześć dni później w rewanżu jednak już w 29. minucie gry z boiska wyleciał Ronald Arajuo, a PSG rozpoczęło kolejną pamiętną remontadę, wygrywając 4:1 i pieczętując awans do półfinału. Ostatni bezpośredni pojedynek pomiędzy "Barcą" a klubem ze stolicy Francji miał miejsce w ubiegłym sezonie. W fazie ligowej w starciu na Estadi Olimpic Lluis Companys górą ponownie był Enrique - PSG wygrało 2:1.

- W tym roku pokazaliśmy naszą odporność i zdolność do pokonywania problemów. Teraz poziom wzrośnie i ważne jest, byśmy robili postępy - stwierdził hiszpański trener.

PSG to ubiegłoroczny triumfator Ligi Mistrzów. Wówczas w finałowym spotkaniu Paryżanie rozbili Inter Mediolan aż 5:0. Barcelona z kolei odpadła wtedy z włoską ekipą w półfinale po szalonym dwumeczu. W tym roku Inter nie stanie już na drodze ani jednych, ani drugich, gdyż niespodziewanie odpadł w fazie play-off, przegrywając dwumecz z norweskim Bodo/Glimt.

Zobacz też: Dramat piłkarza Realu. Na noszach opuścił murawę. "Ścisnęło nam żołądki"

Więcej o: