- Włosi wciąż uważają się za piłkarski pępek świata. Przed meczem Interu panowało przekonanie, że skoro gramy z norweską drużyną, to oczywiste, że awansujemy do kolejnej fazy Ligi Mistrzów - mówi Sport.pl włoski dziennikarz Alberto Bertolotto. A Jan Rusinek, współzałożyciel kanału Calcio Merito, pogłębia ciemny obraz włoskiej piłki: - Serie A traci swoją duszę.
Inter w rundzie wstępnej play-off Ligi Mistrzów odpadł z Bodo/Glimt (1:3 i 1:2), klubem-debiutantem zza koła podbiegunowego. Inne włoskie drużyny Juventus w dwumeczu z Galatasaray stracił aż siedem goli i też odpadł (2:5 i 3:2 - po dogrywce). Wcześniej Napoli przepadło w fazie ligowej LM i skończyło rywalizację za cypryjskim Pafos, a Milan nawet nie wziął udziału w tegorocznej LM.
Sezon 2025/26 w elitarnych rozgrywkach jest dla włoskich drużyn katastrofą. A przecież byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie szaleńcza pogoń Atalanty z Nicolą Zalewskim w składzie, która ostatecznie zakończyła się wyeliminowaniem Borussii Dortmund (0:2 i 4:1) i awansem do 1/8 finału LM. Nie ma jednak wątpliwości - to łyżka miodu w beczce dziegciu.
Norweski kompleks
- Kiedy Inter awansował do finału Ligi Mistrzów, z włoską piłką ani nie było ani lepiej, ani gorzej, niż jest dziś. Sezony jak ten obecny mogą się zdarzyć. Widać, że Inter skupia się na lidze. Priorytetem jest wywalczenie scudetto [mistrzostwa Włoch]. Widać to było też w rewanżowym meczu z Bodo, bo drużynie z Mediolanu brakowało sportowej złości - tłumaczy Sport.pl Alberto Bertolotto, który jest korespondentem "Przeglądu Sportowego".
Fakt, że zespół Cristiana Chivu został wyeliminowany akurat przez Bodo, idealnie łączy się z tym, co włoskiego kibica martwi znacznie dłużej niż wpadki w najważniejszym z europejskich pucharów. 2025 rok był dla tamtejszej reprezentacji kolejnym pasmem rozczarowań, naznaczonym dwoma bolesnymi porażkami z Norwegią w eliminacjach do MŚ (0:3 i 1:4).
- Włosi dwa razy z rzędu nie awansowali na mundial i jest realne zagrożenie, że nie awansują po raz trzeci. Jeżeli w barażach nie uda się pokonać Irlandii Północnej, a potem zwycięzcy meczu Walia - Bośnia i Hercegowina, to będzie koszmar - zauważa Bertolotto.
W podobnym tonie wypowiada się mój drugi rozmówca. - Taki sezon jak obecnie mógł się przytrafić każdej lidze - mówi Sport.pl Jan Rusinek, współzałożyciel kanału Calcio Merito, pasjonat włoskiej piłki, a prywatnie kibic Milanu. Dodaje jednak szereg kontekstów, które udowadniają, że na Półwyspie Apenińskim mogą i wręcz powinni bić na alarm.
Juventus jak Legia
Tegoroczny sezon Serie A, choć wyrównany, obrazuje różnicę pomiędzy Interem a resztą stawki. - Liga jest słabsza, nie ma mocnego Juventusu, nie ma mocnego Milanu. Gdy Napoli zostało mistrzem Włoch, źle zarządzało pieniędzmi i nie potrafiło utrzymać się na najwyższym poziomie - wylicza Bertolotto.
Kwestia pieniędzy i zarządzania nimi to kamień w bucie włoskiego futbolu. Według Deloitte Football Money League 2026, nowe umowy Serie A dotyczące praw do transmisji na żywo zanotowały spadek średniej wartości o ok 3 proc. sezon do sezonu.
Włoska liga, zresztą podobnie jak hiszpańska La Liga, doszła do wniosku, że pieniędzy poszuka poza krajem. Pomysł rozegrania meczu Milanu z Como w Australii zakończył się jednak fiaskiem.
- Liga traci swoją duszę. Staje się zbyt korporacyjna, a w gabinetach brakuje wyrazistych postaci. Wszystko sprowadza się do chłodnej kalkulacji i excelowych tabelek. To nie musi być zły trend, ale często nie idzie w parze z realną pasją właścicieli - przyznaje ze smutkiem Rusinek.
A Bertolotto dodaje: - To nie tak, że włoskie zespoły nie mają pieniędzy. Na przykład Juventus inwestuje, ale nie robi tego dobrze. Tacy piłkarze, jak Openda, Kelly czy Zhegrova, nie robią różnicy - tak włoskie kluby źle lokują pieniądze. Widzę tu coś wspólnego z polską piłką. Przecież Legia też ma pieniądze, ale je źle inwestuje.
Kupmy sobie Włocha. Pytanie: za co
Mój rozmówca nieprzypadkowo wymienia nazwiska trzech zagranicznych piłkarzy. Według wyliczeń portalu Transfermarkt, aż 67 proc. zawodników w Serie A to obcokrajowcy, co daje piąty wynik w całej Europie.
- Dziś młody włoski piłkarz jest dla klubu Serie A za drogi - tłumaczy Rusinek, a jako przykład podaje obrońcę Giovaniego Leoniego, który po zaledwie roku gry w barwach Parmy odszedł do Liverpoolu za 31 mln euro. W przypadku zainteresowania włoskich klubów, Parma zaczynała rozmowy od 35 mln.
Leoni to zresztą jeden z zaledwie 13 włoskich zawodników, którzy w sezonie 2024/2025 rozegrali w Serie A ponad 1000 minut. W komentarzach pod poniższym wpisem na portalu X znajdujemy wymowne opinie kibiców, którzy prześmiewczo piszą, że włoskim klubom brakuje odwagi w stawianiu na młodych. Ci często tułają się na wypożyczeniach i nigdy nie dostają prawdziwej szansy.
- Nie chodzi o to, że kluby preferują obcokrajowców, ale wolą stawiać na doświadczonych piłkarzy. Podam przykład Vergary z Napoli, który teraz bryluje. Ale czy grałby, gdyby nie kontuzje Politano i innych zawodników? Boisko weryfikuje, że jest w stanie grać na odpowiednim poziomie, ale generalnie klubom brakuje wiary w młodych zawodników. W porządku, Pio Esposito jest piłkarzem na dobrym poziomie, ale już taki Vergara znalazł miejsce w składzie tylko dzięki problemom innych graczy - podkreśla Bertolotto.
Czekając na Lewandowskiego
Wspomniany przez mojego rozmówcę Francesco Pio Esposito (rocznik 2006) to najnowsza nadzieja włoskiej piłki. Nadzieja na to, że Włosi w końcu doczekają się piłkarza klasy światowej w formacji ofensywnej.
- Włosi od wielu lat mają piłkarzy dobrych, bardzo dobrych, ale nie wybitnych. To, co jest największą bolączką, to brak "success story" pokroju Roberta Lewandowskiego. Włosi kogoś takiego nie mają - diagnozuje Rusinek. Analizując kolejne lata włoskiej piłki, cofa się bardzo głęboko, przywołując przykłady Alessandro Del Piero, Francesco Tottiego i Roberto Baggio, jako trzech ostatnich wielkich, ofensywnych gwiazd włoskiej piłki.
Problem widać na przykładzie drużyny, która w 2021 roku sięgnęła po mistrzostwo Europy. Końcówkę wybitnych karier przeżywali środkowi obrońcy: Giorgio Chiellini i Leonardo Bonucci, w znakomitej formie był bramkarz Gianluigi Donnarumma, a prym w środku pola wiódł Jorginho. A w ataku występował, wyklinany często za grę w Squadra Azzura, Ciro Immobile. Gwiazdą tamtego turniej był co prawda skrzydłowy Federico Chiesa, ale jego karierę wyhamowały problemy z kontuzjami.
Problemów piłki na Półwyspie Apenińskim, według moich rozmówców, można też doszukiwać się w mentalności piłkarzy.
- Na pewno niektórym drużynom brakuje tempa, podczas meczów jest za to dużo przerw, protestowania - zauważa Bertolotto, a po chwili wykłada gorzką prawdę na temat piłki w swojej ojczyźnie: - Włosi wciąż uważają się trochę za piłkarski pępek świata. Przed meczem Interu panowało przekonanie, że skoro gramy z norweską drużyną, to oczywiste, że awansujemy do kolejnej fazy Ligi Mistrzów. Tak się nie stało, bo piłka wszędzie się rozwija, nie tylko w Norwegii, a Włosi zdają się ten fakt lekceważyć.
Zlekceważyli też polski zespół z Białegostoku, z którym w pierwszym meczu fazy play-off Ligi Konferencji wygrali 3:0, a pomimo tego do ostatnich minut rewanżu drżeli o awans. Czwartkowe spotkanie Fiorentiny z Jagiellonią zakończyło się zwycięstwem drużyny prowadzonej przez Adriana Siemieńca (4:2), a do rzutów karnych zabrakło jej tylko jednego gola. To kolejna lekcja pokory dla Włochów.
Europa poszła do przodu, Włosi zostali w latach 90.
Włochy za sześć lat będą wraz z Turcją współorganizatorem mistrzostw Europy. To ogromne wyzwanie także dlatego, że włoskie stadiony nie należą do najnowocześniejszych w Europie. W tym aspekcie Italia wciąż tkwi w XX wieku.
- Większość włoskich stadionów wymaga renowacji. Kandydatem do goszczenia Euro 2032 jest np. Stadio San Nicola w Bari, który powstał z myślą o mundialu w 1990 roku. Turcy tego problemu nie mają. Trzy stadiony w Stambule są gotowe i nowoczesne, powstaje też stadion w Ankarze - wymienia Rusinek.
Jego pogląd podziela sam szef europejskiej federacji piłkarskiej UEFA, Aleksandar Ceferin. - Uważam, że infrastruktura we Włoszech jest powodem do wstydu. Jesteście jednym z największych krajów piłkarskich świata, zdobyliście tytuły mistrzów świata i Europy, ale wasze stadiony są zdecydowanie najgorsze spośród dużych państw - mówił rok temu Ceferin, cytowany przez SportMediaset.
Czas pokaże, czy Włochy zdadzą egzamin z organizacji Euro. To turniej, który będzie dla nich szansą na nadrobienie zaległości i "wejście w XXI wiek". W iście włoskim stylu, do którego pasuje jedno słowo: lento - powoli.