Choć Lech Poznań na drodze do decydującej rundy el. Ligi Mistrzów ma potężne wyzwanie w postaci Crvenej zvezdy, nie było wątpliwości, że niejedno poznańskie oko nieśmiało podpatrywało już potencjalnych rywali mistrzów Polski. Los wskazał na zwycięzcę ukraińsko-cypryjskiej rywalizacji Dynamo Kijów - Pafos. Nie było to ani najlepsze losowanie (para Skendija Tetowo - Karabach Agdam jednak jawiła się jako ciut prostsza potencjalnie), ani najgorsze (np. FC Basel). Choć i tak paradoksalnie lepsze niż to, co czeka przegranego rywalizacji Lech - Crvena w IV rundzie el. Ligi Europy (belgijski Genk).
Dynamo, urzędujący mistrz Ukrainy, rozpoczęło ligowy sezon od zwycięstwa 1:0 z Weres Równe. W ich składzie są m.in. były pomocnik West Hamu i Borussii Dortmund Andrij Jarmołenko oraz dwukrotny król strzelców ligi ukraińskiej Władysław Vanat. Pafos z kolei w minionym sezonie pierwszy raz w historii sięgnęło po mistrzostwo Cypru. Zresztą tam także nie brak ciekawych nazwisk. Na przykład Mislav Orsić w 2018 roku przechodził z Dinama Zagrzeb do Premier League (Southampton), a Szwed Ken Sema dla Watfordu w Premier League oraz Championship rozegrał ponad 170 spotkań.
Pierwsza połowa na stadionie w Lublinie (Dynamo nie gra u siebie z wiadomych, wojennych przyczyn) nieco rozczarowała pod kątem emocji. Zobaczyliśmy jedynie dwa celne strzały, oba autorstwa graczy Pafos. Choć paradoksalnie groźniejsze były niektóre niecelne Dynama. Jak np. uderzenie Władysława Dubinczaka z 36. minuty, które uderzyło w słupek. Albo Vanata z 42. minuty. Ukrainiec doszedł do strzału głową po wrzutce z rzutu wolnego i pomylił się o centymetry.
Po przerwie wiele się nie zmieniło, oba zespoły szczelnie trzymały gardę. Blisko trafienia był Andrij Jarmołenko, ale w 55. minucie uderzył z lewej nogi tuż obok słupka. Za to w 62. minucie Dynamo otrzymało... rzut karny! Sędzia Sandro Scharer uznał, że Derrick Luckaassen wyciął w polu karnym Władysława Vanata i wskazał na jedenasty metr. Jednak gospodarze jedenastki się nie doczekali, bo arbiter obejrzał to sobie jeszcze raz na monitorze VAR i zmienił decyzję, uznając, że Vanat jednak dołożył ciut za dużo od siebie.
Wynik meczu długo się nie zmieniał, zanosiło się, że może zdecydować jeden cios. Ten cios w 84. minucie zadało Pafos, które trafiło do siatki w wyniku rzutu rożnego... dla Dynama. Mianowicie wybili oni piłkę po dośrodkowaniu i popędzili z zabójczą, ekspresową kontrą, którą z dużym spokojem oraz precyzją wykończył Anderson.
To rzeczywiście okazał się cios nokautujący. Pafos obróciło sytuację bramkową Dynama przeciwko nim i odnotowało dzięki temu niezwykle cenne wyjazdowe zwycięstwo. Teraz mają rewanż u siebie i wszystko w swoich rękach.