- Sytuacja, w której się znaleźliśmy, jest jasna. Musimy triumfować w nadchodzącym starciu. W innym przypadku odpadniemy z rozgrywek - podkreślał Pep Guardiola przed meczem 8. kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów. Przed spotkaniem o "być albo nie być" Manchesteru City w europejskich pucharach. Anglicy znajdowali się na 25. lokacie, która nie gwarantowała im awansu do 1/16 finału. Czy ostatecznie udało się wspiąć nieco wyżej w tabeli?
Manchester był pod wielką presją w meczu z Club Brugge. I choć to zespół Guardioli dłużej utrzymywał się przy piłce, to brakowało zdecydowania. Kreowali akcje pod bramką rywali, ale zawodziła precyzja. Pierwszą dobrą okazję dopiero w 16. minucie miał Ilkay Guendogan. Ba, Niemiec umieścił nawet piłkę w siatce, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Kolejne szanse mieli Kevin de Bruyne czy Erling Haaland, ale zabrakło szczęścia.
Tego nie brakowało Club Brugge. Spore ostrzeżenie w 41. minucie Manchesterowi wysłał Ardon Jashari, ale Ederson był czujny i obronił strzał. Jednak jeszcze przed zejściem do szatni skapitulował. Pięknym uderzeniem popisał się Raphael Onyedika i wyprowadził gości na prowadzenie. Tak więc to Club Brugge prowadził po pierwszej połowie.
Spełniał się czarny scenariusz dla Manchesteru. Gospodarze nie mieli jednak zamiaru odpuszczać. I wykazali się dużym charakterem w drugiej partii. Piłkarze Guardioli wyszli wyraźnie skoncentrowani na murawę. Już po trzech minutach szansę miał John Stones, ale ją zmarnował, a piłka minęła słupek. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Wyrównanie wisiało w powietrzu, a jego autorem został Mateo Kovacić, który w 53. minuty uderzył skutecznie z krawędzi pola karnego.
W kolejnych minutach gra toczyła się od pola karnego do pola karnego. Drużyny oddawały cios za cios. Okazję miał de Bruyne czy też Christos Tzolis. Ale ostatecznie to Joel Ordonez trafił do siatki. I to do... własnej. Pechowo przeciął tor lotu piłki i w 62. minucie zaliczył gola samobójczego. To trafienie wyprowadziło Manchester na prowadzenie, co nieco dodało skrzydeł gospodarzom.
I w 77. minucie wbili kolejną bramkę. Tym razem piłkę w siatce umieścił Savinho, który wszedł na murawę dopiero w drugiej połowie. Dał więc dobrą zmianę. Takiej nie zaliczył z kolei Michał Skóraś. To właśnie on nie upilnował Brazylijczyka i nie był w stanie go zatrzymać. Ostatecznie więcej goli nie padło.
Tym samym Manchester uciekł spod topora i awansował do 1/16 finału Ligi Mistrzów. Zajął 22. miejsce w tabeli zbiorczej Ligi Mistrzów. A co z Club Brugge? Również wywalczył awans, ale dosłownie rzutem na taśmę. Zajął 24., a więc ostatnią lokatę, która gwarantuje dalszą grę w pucharach.