Trener Benfiki grzmi po porażce z Barceloną. "Ogromny błąd sędziego"

Co to był za mecz! We wtorkowy wieczór FC Barcelona zagrała na wyjeździe z Benfiką Lizbona. Choć jeszcze w 77. minucie drużyna Hansiego Flicka przegrywała 2:4, to ostatecznie w szalonych okolicznościach zwyciężyła 5:4! Podczas pomeczowej konferencji prasowej swojego rozgoryczenia nie ukrywał Bruno Lage. Trener gospodarzy skrytykował również pracę sędziów, która jego zdaniem była fatalna.
Bruno Lage
screen https://www.abola.pt/futebol/noticias/e-um-erro-tremendo-do-arbitro-2025012122442478053

W siódmej kolejce fazy ligowej Ligi Mistrzów FC Barcelona zmierzyła się z Benfiką w Lizbonie. Hansi Flick kolejny raz w tym roku dał szansę Wojciechowi Szczęsnemu na występ od pierwszej minuty. Niestety polski bramkarz popełnił dwa wielkie błędy, które kończyły się bramkami gospodarzy. Po pierwszej połowie Barcelona przegrywała 1:3.

Zobacz wideo

Trener Benfiki wściekły po porażce. Tak ocenił sędziów

W drugiej części gry kuriozalnego gola dla gości zdobył Raphinha. Piłka po wybiciu bramkarza dosłownie odbiła się od jego głowy i wpadła do siatki. Chwilę później wicemistrzowie Hiszpanii znów przegrywali dwoma bramkami po samobójczym golu Araujo. Tym samym na 15 minut przed ostatnim gwizdkiem Benfica prowadziła 4:2. Wówczas nikt nie spodziewał się, że goście zdobędą się jeszcze na remontadę.

A dokładnie tak się stało. Najpierw trafienie na 3:4 z rzutu karnego zanotował Robert Lewandowski, a następnie do remisu po strzale głową doprowadził Eric Garcia. Ostatecznie spełnił się najczarniejszy ze scenariuszy dla ekipy z Lizbony. W ostatnich sekundach meczu do sytuacji sam na sam doszedł Raphinha. Brazylijczyk sprytnym dryblingiem ograł obrońcę, po czym pokonał bramkarza gospodarzy płaskim strzałem w kierunku bliższego słupka i został bohaterem Barcelony.

Nie należy jednak zapominać, że kilkanaście sekund wcześniej dużo działo się pod bramką gości. W polu karnym Hiszpanów zapanował wielki chaos, kilku piłkarzy Benfiki padło na murawę, a w tle unosiły się gwizdy portugalskich kibiców, którzy domagali się rzutu karnego dla swojego zespołu. Mimo to arbiter nie miał zamiaru analizować tamtych wydarzeń na monitorze VAR. Puścił akcję, z której Raphinha zdobył zwycięską bramkę dla Barcelony.

Nic dziwnego, że w trakcie pomeczowej konferencji prasowej trener gospodarzy nie był w najlepszym humorze. W końcu jego drużyna przez większość spotkania miała zwycięstwo w garści. - Towarzyszy mi uczucie ogromnej frustracji z powodu wyniku, ale i ogromnej dumy z występu mojej drużyny. Wspieramy się od początku do końca... ale kiedy strzelimy cztery gole i  gramy w taki sposób, a potem spojrzymy na stracone bramki, pojawia się uczucie frustracji i cierpienia - mówił Bruno Lage.

Portugalczyk miał również pretensje do sędziów, którzy nie zainteresowali się incydentami, jakie działy się w polu karnym Barcelony tuż przed końcowym gwizdkiem. - Muszę przeanalizować mecz i przyjrzeć się, co się stało w 94. minucie... Uważam, że to ogromny błąd sędziego - powiedział rozgoryczony.

Zobacz też: W Hiszpanii wrze po meczu Barcelony. Oto co piszą o Szczęsnym i Lewandowskim

- Nie mówię za siebie czy za kibiców, ale zauważyłem, że wszyscy eksperci jednoznacznie mówią o rzucie karnym. Faktem jest, że sędzia w takich sytuacjach musi mieć podobne kryterium w odniesieniu do rzutów karnych Barcelony, ale jeśli sprawdzał inne sytuacje, to koniecznie musiał zobaczyć też tą. Wpadliśmy w ekscytację, prosząc o rzut karny, a powinniśmy przerwać akcję faulem. Nie możemy pozwolić, aby zawodnik Barcelony wbiegł do środka pola i strzelił gola. Muszę zwrócić uwagę sędziemu za ten moment - dodał. Przed ostatnią kolejką Ligi Mistrzów Benfica Lizbona zajmuje 18. miejsce z dziesięcioma punktami na koncie.

Więcej o: