Zastanawialiśmy się - Barcelona jest tak dobra czy jeszcze nie została poważnie sprawdzona? W środę wieczorem mieliśmy poznać ją lepiej. Bayern Monachium, jak surowy egzaminator, miał zadać trudne pytania, których nie zadali inni. Lewandowski i Barcelona odpowiedzieli śpiewająco. Wygrali aż 4:1.
Nowa Barcelona zdążyła już kilka razy zachwycić i zostać liderem w lidze hiszpańskiej. Nie ślimaczy się, a już przez fazy przejściowe pędzi jak ekspresowy pociąg. Przytłacza intensywnością, jest nienasycona, chce zdobywać jak najwięcej bramek. Ma skutecznego Lewandowskiego, świetnego Raphinhę, bardziej wydajnego Yamala niż w poprzednim sezonie. Ale też ta Barcelona potknęła się z AS Monaco i przegrała 2:4 z Osasuną. Nie były to najwygodniejsze mecze do wyciągania wniosków, bo w Lidze Mistrzów już od 10. minuty grała w osłabieniu, a przy jedynej porażce w lidze Hansi Flick wyraźnie przesadził ze zmianami w składzie. Widzieliśmy więc, że Barcelona od kilku tygodni rozkwita, ale też dostrzegaliśmy, że sprzyja temu terminarz. Bayern Monachium był dopiero pierwszym wielkim rywalem na jej drodze. Mógł ją uwiarygodnić albo nieco ostudzić zachwyty.