Oto co się stało po finale Ligi Mistrzów. "Konflikt". Przykre obrazki

Jakub Seweryn
"Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywa Real Madryt" - tak, zmieniając słowa legendarnego Gary'ego Linekera, można powiedzieć o rozgrywkach Ligi Mistrzów. W sobotę na londyńskim Wembley nie było inaczej. Borussia Dortmund mogła czuć się jak u siebie, a "You'll never walk alone" śpiewał wspólnie z jej kibicami nawet obecny na trybunach Juergen Klopp. I nawet to nie pomogło na króla Ligi Mistrzów, jakim jest Real. Bo choć w pierwszej połowie Niemcy zagrali znakomicie i stworzyli sobie przynajmniej trzy świetne okazje do zdobycia bramki, to znowu wygrali "Królewscy". 15. Puchar Europy zapewnili im Dani Carvajal i Vinicius Junior.

I co z tego, że grali słabo z Lipskiem? I co z tego, że wyglądali gorzej od Manchesteru City? I na koniec - co z tego, że w pierwszej połowie finału na Wembley byli deklasowani przez Borussię Dortmund? Liga Mistrzów ma tylko jednego króla i jest nim Real Madryt. "Królewscy" nie muszą grać pięknie, by te najcenniejsze w Europie rozgrywki wygrywać raz za razem. Nie inaczej było w sobotni wieczór w Londynie. Bramki w drugiej połowie Daniego Carvajala i Viniciusa Juniora pozwoliły Realowi Madryt wygrać 2:0 i zdobyć 15. w historii Puchar Europy. 

Zobacz wideo Probierz zaskoczył wszystkich! "Chcieliśmy zrobić niespodziankę"

Klopp śpiewał z kibicami, Borussia pudłowała. Każdy wiedział, co nieubłaganie nadchodzi

Po wyeliminowaniu Manchesteru City i Bayernu Monachium, Real Madryt był zdecydowanym faworytem sobotniego finału Ligi Mistrzów rozgrywanego na londyńskim Wembley. Co do tego wątpliwości nie miał nikt. Wszak "Królewscy" Carlo Ancelottiego, którzy w Champions League włączają tryb "potwora" i pożerają kolejnych rywali, nawet gdy czasami ów "potwór" wydaje się nieco leniwy i ospały, mierzyli się z dopiero piątą drużyną Bundesligi. 

Ale gdy Borussia w tej edycji LM zrobiła i tak zdecydowanie więcej niż można było się spodziewać, w finale nagle okazało się, że drużyna Edina Terzicia ma wszystkie karty w swoich rękach! Grając przy wspaniałym dopingu "żółto-czarnej ściany", z którą "You'll never walk alone" śpiewał nawet będący na trybunach Juergen Klopp, mogła czuć się jak u siebie. W pierwszej połowie wydawało się, że kompletnie zaskoczyła przeciwnika, choć nie grała tak naprawdę niczego, czego nie można było się spodziewać. 

Jednak gdy piłkarze z Dortmundu marnowali sytuację za sytuacją, to mimo tego, że jak nikt inny potrafili zdominować przez 45 minut Real, tak z każdą marnowaną sytuacją wszyscy przeczuwali, co zaraz się wydarzy. Wszyscy czuli, co nadchodzi nieubłaganie. I nie pomylili się. 

Borussia Dortmund może sobie pluć w brodę, tak jak w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu Bundesligi, gdy wystarczyło jej pokonać u siebie Mainz do mistrzostwa i tego zrobić nie potrafiła. Dortmundczycy znów mogą płakać, a Edin Terzić prędko nie odklei od siebie łatki tego, którego Borussia w decydujących momentach walki o tytuły się wywraca w niezrozumiały sposób. 

Toni Kroos żegna się w wielkim stylu, ale pucharu wznieść nie chciał. Jego rodak może mu tylko zazdrościć

Dla Toniego Kroosa był to ostatni mecz w barwach Realu Madryt, ostatni w Lidze Mistrzów i ostatni w karierze klubowej. Ale jak kończyć, to właśnie w ten sposób! Doświadczony niemiecki pomocnik w pierwszej połowie finału nie grał najlepiej, ale w drugiej zaliczył idealną asystę z rzutu rożnego, która przyniosła kluczowe trafienie Daniego Carvajala. 

Gromkie "Tooooni! Tooooni"! wybrzmiewało po stadionie, gdy 34-latek opuszczał w końcówce boisko, zmieniany przez innego weterana Lukę Modricia. Już po końcowym gwizdku Niemiec był noszony przez kolegów z boiska i pożegnał się z kibicami "Królewskich", po czym mógł trzymać w rękach Puchar Europy. Choć wydawało się, że to właśnie Kroos wraz z kapitanem Nacho będzie wznosił w górę "uszate" trofeum, koniec końców uczynił to sam Hiszpan, podczas gdy Niemiec schował się daleko za kolegów. Można jednak śmiało przypuszczać, że była to tylko i wyłącznie jego decyzja. 

464 mecze, 28 goli i 98 asyst, do tego aż 23 trofea, w tym pięciokrotnie wygrana Liga Mistrzów - cóż to jest za dorobek Toniego Kroosa w barwach Realu Madryt!

Jego rodak, odchodzący z Borussii Dortmund Marco Reus mógł temu tylko przyglądać się z zazdrością. Tym bardziej że zastępował Karima Adeyemiego jeszcze przy bezbramkowym remisie. Puchar Niemiec - to najcenniejsze trofeum, jakie miał okazję zdobyć przez dwanaście lat gry w Borussii. Niedosyt - to mało powiedziane. 

Race, trzech intruzów na murawie - kibice zadrwili z fatalnej organizacji finału

O tym pisaliśmy szerzej już pod tym linkiem, ale pod względem organizacyjnym finał Ligi Mistrzów na Wembley był totalną pomyłką. Trzech intruzów swobodnie biegających między piłkarzami po murawie, cały arsenał rac odpalony przez kibiców z Dortmundu - gdyby coś takiego wydarzyło się na polskim stadionie, UEFA zamknęłaby go chyba na całą kolejną edycję europejskich pucharów. 

Choć uczciwie trzeba przyznać, że to właśnie kibice Borussii Dortmund, mimo rac i z zorganizowanym dopingiem, stworzyli na trybunach Wembley fantastyczną atmosferę. 

"Ceferin, sk....syn!". Konflikt UEFA - Superliga obecny nawet na Wembley

Jak dobrze wiadomo, mimo regularnych zwycięstw w Lidze Mistrzów, Real Madryt nie jest w najlepszych relacjach z UEFA. Wszystko za sprawą chęci stworzenia Superligi, której projektowi przewodzi sternik "Królewskich" Florentino Perez, za którego kadencji Real wygrał już ósmy Puchar Europy (ponad połowę!). 

W związku z Superligą trwa walka jej organizatorów z Perezem na czele przeciwko UEFA, na czele której stoi Aleksander Ceferin. Gdy Słoweniec wychodził na dekorację, został w związku z tym wygwizdany przez kibiców Realu, którzy zaśpiewali też: "Ceferin, hijo de puta!" ("Ceferin, sk....syn!"). 

Czy Real Madryt to najlepszy klub w historii futbolu?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.