Real Madryt pokonał Borussię Dortmund w finale Ligi Mistrzów 2:0 po golach Daniego Carvajala oraz Viniciusa Juniora. Tym samym zdobył 15. w historii tytuł, a ponadto zarobił gigantyczną kasę. Wzruszenia nie krył zarówno szkoleniowiec Carlo Ancelotti, jak i Toni Kroos, dla którego był to ostatni występ w klubowej karierze.
Po pierwszej niezwykle intensywnej połowie druga odsłona wygląda dużo słabiej. Choć piłkarze Realu Madryt kontrowali to, co dzieje się na boisku, to nie mieli zbyt dużo okazji, by objąć prowadzenie. Biorąc pod uwagę tak bierną grę, będący na stadionie kibice mogli się nudzić. Ale nic z tych rzeczy.
Fani niemieckiej drużyny przedstawili wyjątkową oprawę, która wywołała ogromne poruszenie wśród wszystkich widzów. "Jeździmy walczyć i zwyciężać Dortmundzie" - brzmiał napis, wokół którego powiewało mnóstwo flag oraz świeciło się bardzo dużo rac. "No pyro, no party czy jakoś tak" - oznajmił Jakub Seweryn ze Sport.pl. Doczekać nie mógł się również wiceprezydent UEFA oraz były prezes PZPN Zbigniew Boniek, który był obecny na stadionie. "Nareszcie" - stwierdził.
Zanim odsłonięto arcydzieło, na stadionie działy się niecodzienne zdarzenia. Tuż po rozpoczęciu spotkania na murawie pojawiło się trzech kibiców, którzy bezkarnie uciekali służbom porządkowym. Na portalu X jeden z użytkowników podał, że rosyjski streamer rzucił przed meczem wyzwanie do każdego, kto zdecyduje się wbiec na boisko i wyznaczył nawet absurdalną nagrodę.
Borussia Dortmund mimo porażki w finale może mieć powody do zadowolenia. Dlaczego? Ano dlatego, że na jej konto wpłynie niebawem 20 milionów euro. Wszystko dlatego, że uruchomiony został właśnie jeden z bonusów zawartych podczas odejścia Jude'a Bellinghama do Realu Madryt (4,5 mln). Organizacja UEFA musi również wypłacić drużynie 15,5 mln jako premie za udział w finale.