"Z Wembley do nieba" - tytuł sobotniej okładki dziennika "AS" idealnie opisywał cel zarówno Realu Madryt, jak i Borussii Dortmund w sobotni wieczór. Real stanął przed szansą, by wygrać Ligę Mistrzów po raz 15. w historii, natomiast Borussia chciała to osiągnąć po raz drugi, po 27 latach przerwy. Mimo gorszych wyników na krajowym podwórku BVB jest pewna gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów dzięki obecnej kampanii. Real ma już mistrzostwo Hiszpanii i krajowy Superpuchar.
- Zmierzymy się z drużyną, która ma doświadczenie w grze i wygrywaniu finałów, która wie, jak to jest wygrać Ligę Mistrzów. Jaka jest ich największa siła? Nie widzisz, że nadchodzą - mówił Edin Terzić przed finałem na Wembley (cytat za: realmadryt.pl). - Finał Ligi Mistrzów to najważniejszy mecz, ale także może być najgroźniejszy. Trzeba maksymalnie cieszyć się faktem bycia tutaj - dodał Carlo Ancelotti podczas przedmeczowej konferencji prasowej.
Sobotni finał na Wembley był też okazją do pożegnania legend obu klubów. Po raz ostatni w barwach Realu Madryt zagrał Toni Kroos, natomiast z ławki rezerwowych pojawił się Marco Reus. Kroos grał dla Realu od 2014 r., a Reus dla BVB - od 2012 r.
Finał zaczął się od kompromitacji służb porządkowych, ponieważ trzy osoby wbiegły na murawę Wembley. "Trzech gości jeden po drugim wbiegło na murawę. Na pierwszego nawet nie zareagowano, reszta też sobie biegała" - relacjonował Jakub Seweryn ze Sport.pl. Później gra obu zespołów stopniowo zaczęła się rozkręcać. Pierwszy strzał pojawił się w dwunastej minucie, ale Federico Valverde uderzył wysoko nad poprzeczką. Dwie minuty później w pole karne Realu wbiegł Julian Brandt, natomiast jego strzał też nie był celny.
W 21. minucie Real mógł zostać skarcony. Mats Hummels zagrał długą piłkę w kierunku Karima Adeyemiego. Niemiec skorzystał ze złego ustawienia rywali i minął Thibauta Courtoisa. Dani Carvajal zdążył wrócić w pole karne i zablokował strzał Adeyemiego wślizgiem. Dwie minuty później Niclas Fullkrug trafił w słupek, ale, jak pokazały powtórki, napastnik BVB był na spalonym.
Na tym nie skończyły się próby Borussii w pierwszej połowie. W 29. minucie Courtois odbił piłkę do boku po strzale Adeyemiego, a później nie było dobrej dobitki ze strony Fullkruga. Chwilę później BVB ruszyło z kontratakiem po rzucie rożnym, ale gdy Adeyemi upadł w polu karnym, to sędzia nie dopatrzył się tam przewinienia. W 41. minucie Marcel Sabitzer oddał strzał sprzed pola karnego, a Courtois sparował piłkę na rzut rożny.
Real Madryt nie oddał żadnego celnego strzału w pierwszej połowie, co może być swego rodzaju zaskoczeniem. Grał jednak mądrze w fazie posiadania i częściej utrzymywał się przy piłce. Borussia mogła mieć spory niedosyt w przerwie, bo przy lepszej finalizacji mogła strzelić Realowi więcej niż jednego gola. Statystyka expected goals po stronie zespołu Terzicia wynosiła 1,68.
Real zaczął się stopniowo rozkręcać w drugiej połowie. Najpierw Kroos spróbował strzału z rzutu wolnego, a Kobel wybił piłkę na rzut rożny. Po nim do strzału doszedł Carvajal, ale piłka po jego próbie poleciała tuż nad poprzeczką. W 70. minucie Vinicius zagrał długą piłkę w kierunku Bellinghama, ale Anglik nie był w stanie jej skontrować. Cztery minuty później kibice Realu byli już w ekstazie, bo Carvajal strzelił gola po rzucie rożnym. W tej sytuacji błąd popełnił Fullkrug, który nie zdążył do krycia defensora Realu.
Borussia jednak też miała swoje okazje w drugiej połowie, ale było ich dużo mniej. W 63. minucie Adeyemi dośrodkował piłkę w głąb pola karnego, w kierunku Fullkruga. Napastnik BVB uderzył piłkę głową, natomiast trafił w dobrze ustawionego Courtoisa. W 87. minucie Fullkrug zdołał pokonać Courtoisa, ale w momencie strzału znajdował się na spalonym, więc ten gol nie mógł zostać uznany.
W 78. minucie Real mógł trafić po raz drugi, gdy Bellingham otrzymał piłkę w polu karnym od Camavingi. Schlotterbeck zdążył jednak zablokować strzał Anglika. Później Kobel zanotował serię interwencji po strzałach Nacho czy Eduardo Camavingi. Pięć minut później Ian Maatsen popełnił kardynalny błąd przy rozgrywaniu piłki. Gracz BVB zagrał wprost pod nogi Bellinghama. Anglik odegrał piłkę od razu w kierunku Viniciusa, a Brazylijczyk pokonał Kobela bez większych problemów.
Tegoroczny finał na Wembley przypominał do bólu ten sprzed dwóch lat w Paryżu między Realem Madryt a Liverpoolem. Wtedy Anglicy też mieli więcej sytuacji bramkowych, prezentowali się lepiej od Realu, ale w ostatecznym rozrachunku to zespół Carlo Ancelottiego triumfował w tych rozgrywkach. W sobotę Real świętował 15. tytuł Ligi Mistrzów w historii.
I w takiej sytuacji można by było opublikować takie stwierdzenie - Liga Mistrzów to rozgrywki, w których grają 32 zespoły, ale na końcu wygrywa Real Madryt. Zwłaszcza w ostatnich latach.