Niemcy w histerii. Chcą rozszarpać Marciniaka, a powinni mu dziękować

Histeria ogarnęła Niemcy. Właściwie nikogo nie obchodzi, jak potoczył się mecz między Realem a Bayernem. Znakomita większość mediów za Odrą skupia się na jednej jedynej akcji w meczu, gdy Szymon Marciniak gwizdnął zbyt wcześnie. A prawda jest taka, że piłkarze Bayernu mogą polskiemu sędziemu podziękować - pisze Michał Kiedrowski.

Amok, czyli stan niekontrolowanych emocji, dopadł Niemców tuż po meczu. Trener Thomas Tuchel grzmiał: - To jest absolutna katastrofa. Naruszenie wszelkich zasad. Te są takie, że akcja musi być dograna do końca i tyle. Sędzia liniowy popełnił pierwszy błąd, a następnie główny poszedł w jego ślady, bo nie musiał jeszcze wtedy używać gwizdka. 

Zobacz wideo

Zawodnik Bayernu Matthijs de Ligt też się wściekł na Szymona Marciniaka: - Nie mogę tego zrozumieć. Powinien pozwolić akcji biec dalej. Zasada jest bardzo jasna. Nie chcę powiedzieć, że Real zawsze ma sędziów po swojej stronie. Ale to zrobiło różnicę. 

Bramkarz Manuel Neuer też nie przebierał w słowach: - Sędzia dał się ponieść temu, że sędziuje mecz na Bernabeu. Powinien trzymać się na uboczu i panować nad sobą. To nieakceptowalne na takim poziomie. 

Niemal wszystkie niemieckie media poszły tym tropem. A magazyn "ran", robiąc przegląd tytułów po meczu, napisał na portalu X: "Nawet Hiszpanie rozszarpują sędziego Marciniaka". 

Najdalej poszedł w oskarżeniach "Bild", który dał tytuł: "Skandaliczne sceny w 104. minucie. Wszystko było na korzyść niemieckiego finału z wyjątkiem sędziego" 

Marciniak niechcący zrobił dużo dobrego dla Bayernu

Jak widać, wszyscy chcą rozszarpywać Marciniaka, ale jakoś nikt nie napisze, że Bayern po prostu przegrał ten mecz. I zrobił to właściwie na własne życzenie. Natomiast sam Neuer to powinien posłać polskiemu sędziemu butelkę dobrego szampana. A to z tej racji, że gdyby nie kontrowersyjna sytuacja z końcówki meczu, to bramkarz byłby głównym winowajcą klęski Bayernu. Po jego katastrofalnym błędzie Real uzyskał wyrównanie i nadzieję na co najmniej dogrywkę. To był przełomowy moment tego meczu. Real odzyskał wiarę, Bayern stracił pewność siebie. 

Marciniak spadł więc Bawarczykom jak manna z nieba. Dzięki niemu znaleźli kozła ofiarnego. Już nie muszą się czuć jak frajerzy, którzy wypuścili triumf z ręki. Nie muszą się obawiać, że media będą z nimi "jechać" za błędy w najważniejszym momencie. Mają winnego. Mogą snuć teorię o spisku i dzięki temu łatwiej im znieść porażkę. To bardzo ludzkie, lepiej bić w cudze piersi niż we własne. A jeszcze w ten sposób jednoczą kibicowski naród, który wybaczy im nieudany sezon. Bo przecież wszystko byłoby inaczej, gdyby nie jeden jedyny błąd sędziego.  

Błąd był, ale jego waga jest wyolbrzymiona

A Marciniak? Oczywiście popełnił błąd. Gwizdnął za wcześnie. Powinien pozwolić na dogranie akcji do końca. Ale waga tego błędu jest zdecydowanie wyolbrzymiona. Nie wiadomo, co orzekłby VAR. Większość analiz mówi, że prawdopodobnie był spalony. Nie wiadomo też, czy padłby gol, bo przecież w momencie gwizdka gracze Realu przestali grać, a gdyby przerwania akcji nie było, to mieliby jeszcze szanse na skuteczną interwencję. Jednym zdaniem: "na dwoje babka wróżyła". 

To był prezent dla obu drużyn: dla Realu, bo gola nie stracił; dla Bayernu, bo znalazł fantastyczne wytłumaczenie bardzo bolesnej porażki. 

Czy Szymon Marciniak wypaczył wynik meczu w Real - Bayern?
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.