Kosmiczny mecz Realu z Bayernem. Co tam się stało?

Oni znowu to zrobili! Oni znowu to zrobili!!! Do 88. minuty Real Madryt był poza finałem Ligi Mistrzów, przegrywając 0:1 z Bayernem Monachium na Santiago Bernabeu, ale raptem 180 sekund potrzebowali, aby wyjść na prowadzenie za sprawą dwóch trafień rezerwowego napastnika Joselu! Przy pierwszym golu dla "Królewskich" sporo zasług miał Manuel Neuer. Golkiper Bawarczyków przez cały mecz był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, ale w najważniejszym momencie zawiódł.

We wtorek z awansu do finału Ligi Mistrzów cieszyli się gracze Borussii Dortmund, który mogli już tylko czekać na wyłonienie rywala. Wiadomo było, że faworytem na Wembley będzie drużyna, która zwycięży w środę, albowiem wtedy na Santiago Bernabeu Real rywalizował z Bayernem. Faworytem po remisie 2:2 w Monachium byli gospodarze, ale Bawarczycy udowodnili już w tej edycji Champions League, że potrafią zmotywować się na najważniejsze starcie. W dodatku mieli na ławce Thomasa Tuchela, który 11-krotnie rywalizował w pucharowych półfinałach. Zawsze awansował dalej. Niemiec mógł także stać się pierwszym szkoleniowcem, który do finału Ligi Mistrzów wprowadził trzy różne zespoły.

Zobacz wideo Jastrzębski Węgiel przegrywa finał Ligi Mistrzów. Jakub Popiwczak: Ogromny ból

Do przerwy dominował respekt

Do 13. minuty musieliśmy czekać na pierwszy strzał w tym spotkaniu, ale od razu było to potężne zagrożenie pod bramką Manuela Neuera. Z boku pola karnego po wyrzucie z autu znalazł się Vinicius. Kąt był ostry, ale oddał mocne uderzenie po ziemi w słupek. Dobijał jeszcze Rodrygo, ale prosto w Neuera. Piłkarze Bayernu mieli pretensje do Szymona Marciniaka, że aut został wykonany w nieprawidłowym momencie, albowiem druga piłka wciąż była na murawie.

"Królewscy" mieli większą kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi, lecz można było odnieść wrażenie, że jedna i druga drużyna chce zaprosić rywala na swoją połowę, aby móc wyprowadzać kontry. Odbywało się pewnego rodzaju przeciągnie liny, ale nikt nie chciał zaryzykować. Bawarczycy swój pierwszy strzał oddali dopiero w 30. minucie, ale kapitalny wolej Kane'a zza pola karnego minimalnie minął bramkę Łunina po jego interwencji palcami. Bardzo mało było w ofensywie graczy Thomasa Tuchela w pierwszej połowie. Ale pod ich bramką też nie działo się zbyt wiele. Na murawie w poczynaniach obu drużyn dominował respekt do rywala.

Vinicius zaczął show, ale Neuer utrzymał Bayern

Po zmianie stron ruszył żwawiej Vinicius, który aż trzykrotnie w ciągu kilku minut z łatwością ograł Kimmicha. Dochodził do linii końcowej, a tam brakowało odpowiedniego wsparcia w centralnej części pola karnego przed bramką Neuera. Za czwartą próbą piłka w końcu znalazła Rodrygo, ale ten nie oddał czystego strzału. "Królewscy" podkręcali tempo, ale goście mieli w swoich szeregach 38-letniego Manuela Neuera, który dał bramkarski popis przy strzałach Rodrygo i Viniciusa, utrzymując Bayern w grze.

W momencie coraz większej przewagi Realu potężny cios zadali Bawarczycy. Ponownie zbyt koronkową akcję rozgrywali Carvajal z Rodrygo. Brazylijczyk stracił piłkę w banalny sposób i z kontrą ruszył Bayern. Harry Kane posłał doskonałe podanie na lewą stronę do Daviesa, a ten wszedł w drybling, złamał akcję do środka i huknął z prawej nogi! Łunin był bez szans, a na Santiago Bernabeu zapanowała konsternacja.

Gospodarze odpowiedzieli natychmiast. Po wstrzeleniu piłki w pole karne przez Lukę Modricia, ta wpadła do siatki po odbiciu się od gracza Bayernu, ale Szymon Marciniak po obejrzeniu powtórek na monitorze VAR stwierdził, że Nacho faulował Kimmicha. To było ewidentnie popchnięcie w twarz. Decyzja polskiego arbitra nie mogła być inna.

Real próbował za wszelką cenę wyrównać i doprowadzić minimum do dogrywki, ale podopieczni Thomasa Tuchela skutecznie zaburzali płynność gry. Zaczęły łapać ich skurcze. Przerw w grze było bezliku. Nikt jednak nie powinien zapominać, że to rozgrywki Realu Madryt, o czym Bawarczycy przekonali się w samej końcówce.

Najpierw w 88. minucie Vinicius oddał strzał. Celny, jednakże dość łatwy, ale Neuer popełnił fatalny błąd, wypuszczając piłkę na tyle daleko, że zdążył dobiec do niej Joselu! Rezerwowy napastnik, którego Carlo Ancelotti wprowadził na boisko kilka minut wcześniej, wpakował piłkę do siatki. To był dopiero początek wielkich emocji. W 91. minucie w wielkim zamieszaniu w polu karnym Bayernu chłodną głowę zachował Nacho, dogrywając do niepilnowanego Rudigera. Niemiec podał wzdłuż bramki, a tam ponownie czekał Joselu, finalizując całą akcję. Asystent Szymona Marciniaka zasygnalizował spalonego, ale analiza systemu VAR potwierdziła, że bramka padła zgodnie z przepisami! Gospodarze prowadzili 2:1!

Z siedmiu minut doliczonego czasu gry zrobił się ponad kwadrans, a na sam koniec doszło do kontrowersyjnej sytuacji z udziałem Szymona Marciniaka. Polski sędzia odgwizdał spalonego w momencie dośrodkowania w pole karne. Sekundę po gwizdku piłkę do siatki skierował Thomas Muller, ale nie mogło dojść do analizy VAR, albowiem Marciniak wcześniej przerwał grę. Kilka minut później zakończył to spotkanie.

To znów się wydarzyło! Znów do wszystkich kibiców wróciły wspomnienia z sezonu 2021/2022, gdy podopieczni Carlo Ancelottiego w dwumeczach z PSG i Manchesterem City oszukiwali przeznaczenie i w samej końcówce wywalczali awans do dalszej fazy rozgrywek! Teraz to oznacza wielki finał na Wembley, gdzie przeciwnikiem będzie Borussia Dortmund, a Santiago Bernabeu przeżyło kolejny wieczór, którego nigdy nie zapomni... "Królewscy" znów są galaktyczni.

Kto wygra finał Ligi Mistrzów?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.