Nawet hiszpańscy dziennikarze, znający w Realu każdy kąt i od lat opisujący jego losy, nie potrafią wyjaśnić tego, co wydarzyło się w meczu z Manchesterem City. Piszą tylko: jeśli coś takiego dzieje się kolejny raz, nie może być przypadkiem. Manchester City znów był lepszy. I znów przegrał.
Nikt nie oddał siły Manchesteru City tak, jak przestraszony i schowany Real Madryt. Ale też nikt na świecie nie potrafi cierpieć i wygrywać jak Real. Można go zdominować, ale nie pokonać. Można go zdusić pressingiem, ale w końcu i tak złapie oddech. Można go zmęczyć, ale i tak zdoła wykrzesać resztki sił. Można mieć na niego dobry plan, ale on i tak jakoś się dostosuje. Można ponad trzydzieści razy uderzać na jego bramkę, ale strzelić tylko jednego gola. Można gwizdać i deprymować jego piłkarzy na tysiąc sposobów, ale w najważniejszym momencie i tak nie zadrżą im nogi. Real może nawet nie mieć do dyspozycji swojego najlepszego bramkarza, ale ten, który go zastąpi i tak zostanie bohaterem. Real może zagrać źle, a i tak mieć dobry wynik. Real bywa nieśmiertelny, dlatego tak często zdobywa Ligę Mistrzów.