Dzieje się. UEFA znowu to zrobiła. "Najbardziej rewolucyjna zmiana od 30 lat"

Kacper Sosnowski
3 lata temu UEFA podjęła decyzję o reformie Ligi Mistrzów. Ta wchodzi w życie wraz z nowym sezonem. Motorem reform były większe pieniądze i odpowiedź na zapędy Superligi oraz uatrakcyjnienie rozgrywek. Jeden ważny dla kibiców aspekt został niezmieniony. Dlaczego hity tych rozgrywek wciąż będą na siebie nachodziły? To, że kibice muszą między nimi wybierać, denerwuje szczególnie teraz, gdy gra weszła w decydującą fazę.

Reforma Ligi Mistrzów nie była kosmetyczna. UEFA wraz z nowym pomysłem na te rozgrywki i inne europejskie puchary, wprowadziła spore zmiany. Dlaczego idąc tak daleko i uatrakcyjniając produkt tak odważnie, nie zdecydowano się na jeszcze jeden ważny element? Element, który na pewno zyskałby sporo zwolenników nie tylko wśród gorliwych fanów futbolu?

Zobacz wideo Robert Lewandowski znów zwycięzcą Ligi Mistrzów?

O połowę więcej meczów i rywalizacja stworzona przez komputer

Nie ma co się oszukiwać, że ten nowy pomysł na Ligę Mistrzów był przede wszystkim opcją skoku na większą kasę. UEFA, która zwiększyła liczbę meczów prawie o połowę (ze 125 na 189), liczyła też globalnie na znacznie większe wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych i kontraktów sponsorskich. Liga Mistrzów ma interesować więcej ludzi, więcej w niej też będzie drużyn (nie 32 a 36). Ciekawszy ma być też format rozgrywek. W tej fazie nie będzie już grup i dwóch meczów z jednym rywalem, a za to starcia z ośmioma różnymi przeciwnikami (po 4 w roli gospodarza i gościa). To dlatego powstanie jedna wielka tabela, gdzie dopisywane będą punkty i gole wszystkich drużyn. Po 8. kolejkach 8 najlepszych klubów zapewni sobie awans do 1/8 finału, a 16 kolejnych (miejsca 9 – 24) grę w play-off.

To, z kim zmierzy się dana drużyna w Lidze Mistrzów, rozstrzygnie losowanie komputerowe. Maszyna będzie miała zaprogramowanych wiele kryteriów, m.in. uniknięcie rywalizacji drużyny z jednego państwa, to, że najwyżej notowane drużyny mogą zagrać tylko dwa mecze z tymi najwyżej notowanymi (jeden u siebie, a jeden na wyjedzie). Co ciekawe kryteriów jest tyle, że gdyby UEFA zdecydowała się na ręczne losowanie, zajęłoby ono od 3 do 4 godzin! Atrakcyjną rywalizację wygeneruje więc komputer. UEFA projekt chwali następująco:

  • Nowy format pozwoli fanom zobaczyć więcej najlepszych europejskich meczów i zobaczyć je na wcześniejszym etapie rozgrywek.
  • Wprowadza równowagę w rywalizacji, by wszystkie drużyny już od pierwszej fazy miały spotkania z przeciwnikami podobnej klasy.
  • Gwarantuje emocje do ostatniego dnia meczowego i rozstrzygnięcia, na które fani będą czekać do końca.

Z częścią powyższych argumentów UEFA można się zgodzić, na inne uśmiechnąć, kolejne zweryfikuje nowy sezon. Giorgio Marchetti, zastępca sekretarza UEFA, komplementując zreformowany produkt stwierdził, że format będzie "najbardziej rewolucyjną lub ewolucyjną zmianą od 30 lat". Przy tej pięknej rewolucji z jedną rzeczą UEFA została jednak w średniowieczu. Może najważniejszą. Wciąż nie będzie się dało zobaczyć w całości i na żywo najciekawszych meczów tych rozgrywek.

Każdy mecz Ekstraklasy i Serie A, co trzeci Ligi Mistrzów

Nad problemem "zjadających się meczów" działacze lekko pochylili się w 2018 roku, gdy ogłoszono, że od tamtego sezonu, rezygnują z rozgrywania wszystkich spotkań o 20.45. Oczywiście godzina kojarząca się z Ligą Mistrzów (kiedyś w dodatku tylko w środy) była sentymentalna, ale była też reliktem przeszłości. Zupełnie blokowała możliwość zobaczenia na żywo więcej niż jednego spotkania danego dnia. Podział meczów na 21.00 i 18:55 (w fazie grupowej) cząstkowo rozwiązał problem. Na tę wcześniejszą godzinę programowano jednak zwykle mniej atrakcyjne spotkania i było ich tam mało (20 procent, spotkań z kolejki). Tak jest do dziś. To sprawiło, że w ciągu całego sezonu Ligi Mistrzów ze 125 meczów można w całości na żywo obejrzeć 39, czyli niecałą 1/3 spotkań. Oczywiście Liga Mistrzów ma swoje ograniczenia, bo jest w środku tygodnia, ale dla porównania niektóre ligi oferują swym kibicom możliwość zobaczenia wszystkich meczów na żywo (bez nakładania się), nie licząc ostatniej czy dwóch ostatnich kolejek. Tak robi choćby Ekstraklasa, Serie A, czy La Liga. 70 procent spotkań nie nakłada się na siebie w Premier League i Ligue 1, a połowa w Bundeslidze. Niektórzy uznają, że to przerost formy nad treścią, bo i tak nie ma kiedy tego oglądać, ale przynajmniej jest taka możliwość. Część fanów danej ligi z tej opcji korzysta i z pewnością ją lubi.

Co ciekawe w opublikowanych w maju 2022 roku badaniach wśród polskich kibiców przeprowadzonych na zlecenie Canal+ wyszło, że widzom podoba się obecny układ meczów Ekstraklasy i możliwość obejrzenia każdego spotkania o innej porze (zadeklarowało tak 75 proc. badanych). Widz skoro płaci, to lubi mieć poczucie, że ma szansę zobaczyć to, za co wyłożył.

Więcej dylematów, co wybrać?

Wracając do Ligi Mistrzów, przy grupowej fazie tych rozgrywek nakładanie się na siebie meczów tak bardzo nie przeszkadza, bo zwykle nie ma tam jednego dnia wielu hitów, a przez to dylematów co wybrać? Może taki dylemat będzie dopiero teraz, skoro będzie więcej spotkań i od razu grać między sobą będą ci najwięksi? Największe zakłopotanie w Lidze Mistrzów było zawsze przy 1/8 finału i ćwierćfinałach tych rozgrywek, bo tu "poza okiem widza" była połowa spotkań i to czasem tych, na które czeka się cały sezon.

Jak wynika z przytoczonych już badań Canal+ 42 proc. widzów Ekstraklasy ogląda ją tylko i wyłącznie na telewizorze. To pokazuje, że ciągle jest spora grupa ludzi, dla której mecz to odpalony kanał telewizora. Takich badań dla Ligi Mistrzów publicznie dostępnych nie ma, ale można przyjąć, że wypadłyby podobnie. Liga Mistrzów w najciekawszych momentach traci zatem sporą grupę widzów, która na telewizorze wybiera jeden mecz. Reforma tego faktu nie rozwiąże, choć warto zwrócić uwagę, że przyszłosezonowe rozgrywki rozpoczną się tzw. ekskluzywną kolejką Champions League, która potrwa 3 dni (17,18,19 września) i nie będzie w tym czasie żadnych innych europejskich pucharów. W te dni przez wydłużony kalendarz będzie można zobaczyć live więcej spotkań.

To nie rozwiąże jednak problemu "zjadających się" meczów w fazie pucharowej, bo tam tak rozciągniętego kalendarza nie ma.

Oczywiście znajdzie się ktoś, kto ma w pokoju dwa telewizory, ktoś, kto w jednym czasie będzie śledzić jeden mecz na tablecie, a inny na telewizorze (jeśli pozwala na to usługa, abonament, czy warunki techniczne), kolejni będą przełączali się pomiędzy jednym a drugim widowiskiem, skacząc po kanałach, ale to zawsze półśrodki, kombinatoryka, czy w tym ostatnim przypadku jeden mecz kosztem drugiego. Zresztą przy tym co ostatnio działo się podczas starcia Arsenalu z Bayernem Monachium (2:2) i Realu Madryt z Manchesterem City skakanie po kanałach tylko potęgowało frustracje. 4 gole strzelone w tych dwóch starciach już w pierwszym kwadransie i mnogość akcji i sytuacji dobitnie pokazywały, że oglądając jedną rzecz, coraz bardziej ciekawił ten drugi.

Faza pucharowa na dwie różne godziny?

Podobnie było zresztą drugiego dnia rozgrywek. Tu zresztą przeciętny hiszpański fan piłki, który kibicuje drużynom z Półwyspu Iberyjskiego, musiał decydować, czy podglądać Barcelonę w starciu z PSG (3:2), czy Atletico Madryt w rywalizacji z BVB (2:1).

Dlaczego UEFA obstaje przy tym, by kluczową fazę rywalizacji prezentować w jednym momencie? Jej dział marketingu kiedyś tłumaczył to chęcią utrzymania atrakcyjniejszej telewizyjnie godziny i nierozdrabnianiem produktu premium. Być może jednak układ jeden super mecz ćwierćfinału o 19.00 drugi o 21.00 wcale na gorszą widownię by się nie przełożył? A inne możliwości? Może rozpocząć wieczór z Ligą Mistrzów meczem o 20:15, przy drugim starciu o 21:00 tak by "zjadały się" tylko ich fragmenty? A może jeszcze przeorganizować kalendarz, by każdy z ćwierćfinałów odbywał się innego dnia?

Czy chciałbyś różnych godzin dla ćwierćfinałów Ligi Mistrzów?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.