Tylko jeden gol w Lipsku, ale jaki! Bramkarz bohaterem Realu

Real Madryt zrobił duży krok w kierunku ćwierćfinału Ligi Mistrzów. We wtorkowym meczu 1/8 finału "Królewscy" pokonali na wyjeździe niemiecki RB Lipsk 1:0. "Królewscy" wygraną zawdzięczają przepięknej bramce Brahima Diaza z 49. minuty, a także interwencjom Andrija Łunina, który aż dziewięciokrotnie zatrzymywał piłkarzy z Lipska.

Bez Jude'a Bellinghama i całego środka obrony, ale z fantastyczna formą z ostatnich tygodni jechał na mecz 1/8 finału do Lipska Real Madryt, z pewnością jeden z głównych faworytów do końcowego zwycięstwa w Lidze Mistrzów. "Królewscy" liczyli przede wszystkim na fantastycznego w sobotnim hicie La Liga z Gironą Viniciusa Juniora oraz na pracę zespołową, która przy duecie "stoperów" Nacho - Tchouameni pozwoli zatrzymać siłę ofensywną Lipska z Loisem Opendą, Danim Olmo, Xavim Simonsem i Benjaminem Sesko.

Zobacz wideo Probierz odpowiada na głośne słowa Lewandowskiego

Lipsk atakował, Real strzelił. "Królewscy" blisko ćwierćfinału Ligi Mistrzów

I ta ofensywa RB Lipsk od pierwszego gwizdka dawała się Realowi we znaki. Już w trzeciej minucie gry po rzucie rożnym i nieczystym strzale z dystansu Xavera Schlagera do siatki celnie główkował Benjamin Sesko. Sędziowie jednak tego gola nie uznali, bo na spalonym był odpychający bramkarza Andrija Łunina Benjamin Henrichs.

Sesko miał jednak kolejne dobre sytuacje do strzelenia gola. Tuż po nieuznanym golu nie zdołał jednak czysto trafić w piłkę, będąc przed Łuninem i bramką Realu. W 10. minucie z kolei Słoweniec wyszedł po kontrataku sam na sam z Ukraińcem, ale przegrał ten pojedynek. 

Real przed przerwą był bardzo niewyraźny i bardzo niedokładny. Wprawdzie raz nieźle uderzył głową Aurelien Tchouameni, a kilkakrotnie został zablokowany Rodrygo, jednak ogólnie rzecz biorąc zespół Carlo Ancelottiego w pierwszej połowie mocno rozczarowywał. A że impet Lipska też z minuty na minutę był coraz mniejszy, to do przerwy w Niemczech było 0:0.

Tuż po przerwie również pierwszy próbował atakować RB Lipsk, ale już w 49. minucie zrobiło się... 1:0 dla Realu Madryt. Wszystko za sprawą błysku geniuszu Brahima Diaza. Hiszpan, który w wyjściowym składzie zastąpił kontuzjowanego Jude'a Bellinghama, w doskonałej akcji indywidualnej ściął z piłką z prawego skrzydła do środka, po drodze nie dając się zatrzymać trzem obrońcom rywala, a następnie ślicznym technicznym strzałem z kilkunastu metrów zaskoczył Petera Gulacsiego. 

Po straconym golu Lipsk został zmuszony do gry w ataku pozycyjnym i nie mógł już tak bardzo poszaleć, jak dotychczas. Dwa groźne uderzenia Daniego Olmo wprawdzie obronił Andrij Łunin, ale tak naprawdę znacznie groźniej było po świetnym kontrataku Realu Madryt w 72. minucie, gdy Vinicius Junior doskonale ograł obrońcę w polu karnym, a następnie w pojedynku z Gulacsim trafił w słupek. Chwilę wcześniej Vinicius w innej kontrze świetnie wyłożył piłkę swojemu rodakowi Rodrygo, ale ten koszmarnie przestrzelił.

Nie wszystko jednak tego wieczoru było dla Realu pozytywne. Wszystko dlatego, że w ostatnich dziesięciu minutach gry kontuzji doznał strzelec jedynej bramki - Brahim Diaz, który dołączył do licznego grona kontuzjowanych w zespole Carlo Ancelottiego. 

W końcówce spotkania Lipsk szukał wyrównania, ale Andrij Łunin bezbłędnie odbijał kolejne, zbyt mało precyzyjne uderzenia piłkarzy RB. Próbowali Xavi Simons czy Benjamin Sesko, ale Ukrainiec bronił jak w transie i nie dawał się pokonać. W ostatniej akcji spotkania z kolei szansy na podwyższenie wyniku nie wykorzystał Joselu. 

Real Madryt, głównie dzięki bezbłędnemu w bramce Łuninowi i cudownej akcji Brahima, pokonał na wyjeździe RB Lipsk 1:0 i przed rewanżem na Santiago Bernabeu, który odbędzie się za trzy tygodnie, jest bardzo blisko ćwierćfinału Ligi Mistrzów. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.