Są pośmiewiskiem tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. "Co ty robisz?!"

Manchester United prowadził na gorącym terenie w Stambule już 2:0 i 3:1, lecz i tak nie zdołał wywieźć stamtąd zwycięstwa, co mocno komplikuje ich sytuacje w grupie przed ostatnią kolejką Ligi Mistrzów. Podział punktów jest w dużej mierze wynikiem błędów ich bramkarza Andre Onany, który przepuścił dwa strzały Hakima Ziyecha z rzutu wolnego. "W piekle największym grzesznikiem był Andre Onana" - błyskotliwie określił to "The Telegraph", nawiązując do oprawy przedmeczowej.

"Welcome to hell" - taki napis utworzony przez kibiców witał piłkarzy wychodzących na murawę w Stambule. Galatasaray podejmował Manchester United w kluczowym meczu w walce o wyjście z grupy. Piłkarze obu drużyn na boisku podtrzymali poziom oprawy wypełnione po brzegi ponad 50-tysięcznego obiektu w stolicy Turcji.

Zobacz wideo Policjant, piłkarz, skoczek. Wszystkie oblicza nowego trenera Polek

"Andre Onana, co ty robisz?!"

Szybko dwubramkowe prowadzenie objęli goście po trafieniach Alejandro Garnacho i Bruno Fernandesa. Podopieczni Okana Buruka zdołali odpowiedzieć po półgodzinie gry. Hakim Ziyech strzałem z rzutu wolnego zaskoczył Andre Onany. Golkiper Manchesteru United powinien zachować się lepiej, lecz to i tak nie była jego największa wpadka tego wieczoru. Ta przydarzyła się w 62. minucie, gdy ponownie Ziyech wykonywał rzut wolny, lecz tym razem było to dośrodkowanie. Nikt nie przeciął podania Marokańczyka, ale Onana nieporadnie złożył się do interwencji i piłka prześlizgnęła się pod pachą, wpadając do siatki. To był gol kontaktowy na 2:3, który dał nadzieję gospodarzom. Zdołali wyrównać kilka minut później po kapitalnej akcji Kerema Akturkoglu.

"Andre Onana, co ty robisz?! Świetność Bruno Fernandesa została zniweczona przez ostatnie gafy bramkarza" - pisze portal goal.com. "Czerwone Diabły" po raz kolejny wypuściły świetną szansę, aby zdobyć trzy punkty, kluczowe w kontekście awansu, gdyż podopieczni Erika ten Haga przed ostatnią kolejką fazy grupowej nie są już zależni od siebie. Mają na koncie cztery punkty - jeden mniej od Kopenhagi oraz Galatasaray. Co więcej, obie te ekipy zagrają w szóstej serii gie przeciwko sobie. Z kolei Manchester zmierzy się u siebie z Bayernem. 

Manchester United znów jest pośmiewiskiem. "Scena jak z horroru"

"Piętą achillesową United jest niezdolność do sfinalizowania zwycięstwa, gdy kontroluje mecze w Lidze Mistrzów w tym sezonie" - czytamy na łamach BBC, gdyż nie jest to pierwszy przypadek, gdy angielski zespół wypuszcza prowadzenie. Tak było już w pierwszym spotkaniu na Old Trafford pomiędzy tymi ekipami. Gospodarze prowadzili wówczas 1:0 oraz 2:1, lecz ostatecznie przegrali 2:3. Absurdalny przebieg miało także starcie Manchesteru w Kopenhadze. Prowadzili 2:0 i 3:2, aby ostatecznie przegrać 3:4.

- Byłem zadowolony z naszej gry, ale jednocześnie muszę skrytykować zespół, ponieważ obrona nie jest wystarczająco dobra. Prowadzimy 3:1 i nie możemy sobie pozwolić na błędy, bo to robi różnicę - powiedział po meczu Erik ten Hag. - Jeśli chcesz pozostać w Lidze Mistrzów, musisz wygrywać te mecze - podkreślił. Bardzo surowy w ocenie utraty prowadzenie był natomiast Paul Scholes. - To nie jest dla mnie zespół. Nie grają jak zespół. Nic się nie zmienia, nie robią nic, aby to zatrzymać - powiedział w studiu TNT Sports.

"Jeśli Manchester United zostanie wysłany do Ligi Europy lub w ogóle nie będzie grać w europejskich pucharach w nowym roku, wówczas duża część winy zostanie zrzucona na występ Onany przeciwko Galatasaray. Bramkarz sprawiał wrażenie niepewnego i bezbronnego" - pisze BBC. "Jeśli fani Galatasaray chcieli przywoływać obrazy koszmarów, z pewnością zadziałało to w przypadku Onany, który wyprodukowała horror, który podważał większość dobrej pracy United". Dodają, że żal straconych punktów jest tym większy, że większość meczu w wykonaniu United była "godna pochwały", a wszystko zniwelowały błędy bramkarza. "W piekle największym grzesznikiem był Andre Onana" - błyskotliwie określił to "The Telegraph", nawiązując do oprawy przedmeczowej.

Nieco bardziej krytyczne wobec samego Manchesteru United są brytyjskie media. "Jeśli United nie zakwalifikują się do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, nie stanie się tak tylko z powodu wydarzeń, które miały miejsce w deszczową i pulsującą noc tutaj, w Stambule" - podkreśla "Daily Mail". "Nie można stracić 14 bramek w pięciu meczach w Europie i oczekiwać postępu. Największą wstydem jest to, że United było tak blisko zapewnienia sobie tutaj zwycięstwa" - kontynuują, określając wydarzenia na boisku jako "sceny z horrory", które są tylko zwierciadłem dla tego sezonu United w Europie.

Więcej o:
Copyright © Agora SA