Raków groźniejszy od Bayernu. Trudno o bardziej frustrujący wieczór dla Polaka

Dawid Szymczak
Z perspektywy bramkarza trudno o bardziej frustrujący wieczór. Kamil Grabara przeciwko Bayernowi Monachium długo nie wychodził poza podstawy - tu wyłapał dośrodkowanie, tam bez problemu obronił strzał z dystansu, raz przytomnie zatrzymał Sane, aż nagle został pokonany dwa razy. I nawet nie mógł temu zapobiec, bo strzały Musiali i Tela ocierały się o perfekcję. W brodę pluje sobie cała FC Kopenhaga, która zasłużyła na więcej niż porażka 1:2.

Dla Kamila Grabary ten mecz miał dodatkowy smaczek. Nie dość, że mecze Ligi Mistrzów są w Kopenhadze świętem, to jeszcze rywalem był Bayern Monachium, który miał go na liście potencjalnych następców Manuela Neuera. To mistrz ligi, do której po tym sezonie dołączy. Jeśli miała to być dla Polaka pierwsza lekcja, to zgłębił na niej najważniejszą zasadę rządzącą Bundesligą od lat: Bayern nie musi grać dobrze, by wygrywać. Jego rywalom co jakiś czas wydaje się, że są blisko, ale od 2013 r. na koniec sezonu i tak cieszą się w Monachium. Gdy grasz przeciwko Bayernowi, przyzwyczaj się do frustracji.

Zobacz wideo W takim składzie powinna grać reprezentacja Polski Michała Probierza

Raków Częstochowa zagrażał bardziej niż Bayern

Tego wieczoru Bayern znów był co najwyżej przeciętny. Nie zagrażał bramce Grabary bardziej niż Raków Częstochowa, który grał na tym stadionie miesiąc temu (liczba oczekiwanych goli - xG Rakowa była o 0,09 wyższa). Kopenhaga tak samo przyjęła zespół Harry’ego Kane’a, jak drużynę Fabiana Piaseckiego, a jej obrońcy ograniczyli grę obu napastników głównie do zgrywania piłki głową i fizycznej walki. Gospodarze znów byli świetnie zorganizowani taktycznie i niezwykle zdeterminowani. Przez godzinę pozwolili Bayernowi oddać raptem dwa celne strzały, z którymi Grabara bez problemu sobie poradził. Te, które wyglądały na groźniejsze, obrońcy Kopenhagi zawczasu blokowali. Im bardziej Bayern dociskał, tym gospodarze tworzyli swoim w polu karnym szczelniejszy mur. Do 67. minuty mecz układał się wręcz perfekcyjnie, a prowadzenie po golu Lukasa Leragera trudno było nazwać przypadkowym. Do tego momentu Grabara najwięcej pracy miał, gdy pomagał zbierać serpentyny, które kibice z Monachium rzucili tuż przed jego bramkę.

Wspominanego muru nie dało się zburzyć siłą ani obejść żadną ze stron. Potrzeba było szczypty magii Jamala Musiali, który oszukał zwodami obrońców, znalazł w nim niewielką dziurę i uderzył idealnie przy słupku. Gdy Grabara wyciągał piłkę z siatki na jego twarzy malowało się rozczarowanie. Nie musiał wykazywać się przy wcześniejszych strzałach, a przy tym nie mógł zrobić nic więcej. A najgorsze dopiero nadchodziło: Thomas Mueller, Mathys Tel i Leon Goretzka weszli na boisko w 77. minucie, a już w 83. Mueller asystował przy golu Tela. W tej akcji zawiedli obrońcy Kopenhagi, którzy przegrali walkę o piłkę, a w dodatku jeden z nich stracił równowagę. Polak natomiast znów nie bardzo mógł pomóc swojemu zespołowi, bo piłka po bardzo mocnym strzale wpadła do bramki tuż pod poprzeczką. Wyszło w tej akcji całe doświadczenie Muellera, który zanim oddał piłkę Telowi, zamarkował strzał i położył Grabarę na ziemi. Ale który bramkarz by się na to nie nabrał? Ilu jeszcze zawodników dostrzegłoby w tej sytuacji lepiej ustawionego kolegę?

Cenna informacja dla Kamila Grabary przed przejściem do Bundesligi

Grabara mógł przed meczem kreślić różne scenariusze, ale raczej nie wyobrażał sobie, że będzie miał tak mało pracy, a jednocześnie zostanie pokonany dwa razy i niewiele będzie mógł z tym zrobić. Bayern oddał tylko cztery celne strzały. Dwóch nie wypadało przepuścić, dwóch nie dało się obronić. Kopenhaga była jednak bardzo blisko wywalczenia remisu: najpierw, jeszcze przy stanie 1:1, tuż po dobrej interwencji Grabary, który zatrzymał strzał z ostrego kąta Leroya Sane, niecelny strzał z pola karnego Bayernu oddał Mohamed Elyounoussi, a w ostatniej minucie doliczonego czasu gry bliski zdobycia bramki był Jordan Larsson. Jego strzał głową, mimo rykoszetu, zdołał odbić Sven Ulreich. Jeśli szukać bohatera wśród bramkarzy, należy wskazać na Niemca. Grabara gratulował mu zresztą tuż po ostatnim gwizdku. Tego wieczoru dostał cenną informację przed dołączeniem do Wolfsburga: Bayern będzie go frustrował jeszcze nie raz.

Więcej o:
Copyright © Agora SA