Wtorek z Ligą Mistrzów nie rozpoczął się od żadnego hitu. W ramach przystawki piłkarscy kibice dostali starcia austriackiego Red Bulla Salzburg z hiszpańskim Realem Sociedad oraz niemieckiego Unionu Berlin z portugalską Bragą. Polskiego kibica bardziej interesowało raczej to pierwsze spotkanie, w którym po stronie gospodarzy mógł wystąpić Kamil Piątkowski (spędził cały mecz na ławce rezerwowych), a dodatkowo było ono prowadzone przez polskiego sędziego Bartosza Frankowskiego.
Mecz w Austrii rozstrzygnął się już w pierwszej połowie, która była prawdziwym koncertem ze strony Realu Sociedad. Goście już w 7. minucie objęli prowadzenie, po tym jak zaskakującym, technicznym strzałem z 15 metrów popisał się Mikel Oyarzabal.
20 minut później było już 2:0 dla gości po błyskawicznym kontrataku, który zamienił się w indywidualną akcję Braisa Mendeza. Zawodnik Realu sam z piłką popędził na bramkę rywala i płaskim strzałem podwyższył prowadzenie swojej drużyny.
W drugiej połowie Salzburg szukał gola kontaktowego, ale kończyło się to głównie na kontrowersjach, które musiał rozstrzygać Bartosz Frankowski. Polski sędzia w 50. minucie pierwotnie podyktował nawet rzut karny dla gospodarzy po starciu bramkarza Alexa Remiro z Roko Simiciem, ale powtórki pokazały, że napastnik Salzburga nadepnął na stopę golkipera rywali i po interwencji VAR karny został słusznie odwołany.
Później mistrzowie Austrii dwukrotnie też sygnalizowali zagranie ręką obrońców z Hiszpanii w ich polu karnym, ale Frankowski w tych przypadkach prawidłowo nie dopatrzył się przewinienia. Real Sociedad ostatecznie pokonał Red Bull Salzburg 2:0 i zrobił ważny krok w walce o awans do 1/8 finału.
Więcej emocji było w Berlinie. Union, który Ligę Mistrzów musi rozgrywać nie na swoim stadionie, lecz na olbrzymim Stadionie Olimpijskim, przegrał ze Sportingiem Braga 2:3, mimo że prowadził już 2:0, po tym jak dwa gole, w 30. i 37. minucie strzelił Sheraldo Becker.
Jeszcze przed przerwą jednak Braga zdołała zdobyć bramkę kontaktową po stałym fragmencie gry, wykorzystanym przez Sikou Niakate w 41. minucie. Z kolei już po zmianie stron, w 51. minucie, fenomenalnym strzałem zza pola karnego popisał się Bruma i było 2:2.
Wszystko wskazywało na to, że ten mecz zakończy się remisem i Union zdobędzie pierwszy punkt w Lidze Mistrzów w swojej historii. Tymczasem w czwartej minucie doliczonego czasu gry decydujący cios zadał płaskim strzałem zza pola karnego Andre Castro i komplet punktów zostanie zabrany przez gości do Portugalii.