Demolka na Anfield! Liverpool prowadził w hicie LM, a potem... katastrofa

Gdy po 15 minutach na Anfield Road Liverpool prowadził z Realem Madryt 2:0, absolutnie nikt nie mógł się spodziewać tego, co wydarzy się później. Real nie tylko odrobił straty, ale zdołał nawet rozbić "The Reds" aż 5:2, wobec czego zespół Carlo Ancelottiego może być praktycznie pewien awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Fot. Jon Super / AP

To miał być wielki rewanż za ostatni finał Ligi Mistrzów w Paryżu, w którym Real Madryt po golu Viniciusa Juniora pokonał Liverpool 1:0 i sięgnął po 14. Puchar Europy. Tym razem jednak oba zespoły spotykają się już w 1/8 finału i faworytem przed rozpoczęciem dwumeczu był Real, ale Liverpool wierzył, że po dwóch zwycięstwach w Premier League swój najgorszy kryzys ma już za sobą.

Zobacz wideo Nadchodzi "last dance" Kamila Stocha? "Ten trend się odwraca"

Deklasacja na Anfield! Real Madryt jedną nogą w ćwierćfinale LM

Od pierwszych sekund Real i Liverpool narzuciły na Anfield kosmiczne tempo, a kibice na trybunach i przed telewizorami obserwowali prawdziwą "jazdę bez trzymanki". Wynik został otwarty już w 4. minucie gry, gdy po znakomitym dośrodkowaniu Mohameda Salaha, Darwin Nunez wyskoczył zza pleców Edera Militao i ślicznym strzałem piętą zaskoczył Thibauta Courtoisa. 

Dziesięć minut później belgijski bramkarz Realu musiał ponownie wyciągać piłkę z siatki, ale tym razem szczerze mówiąc, Courtois zaskoczył się sam. Belg w koszmarny sposób stracił piłkę we własnym polu karnym na rzecz Mohameda Salaha, a Egipcjanin z łatwością podwyższył wynik na 2:0.

Dwukrotnie "trafiony" Real Madryt zareagował jednak tak, jak na prawdziwych mistrzów przystało. Już w 21. minucie "Królewscy" mieli gola kontaktowego, po tym jak przepięknym uderzeniem z kilkunastu metrów, mimo opieki obrońców Liverpoolu, Alissona pokonał Vinicius Junior

W kolejnych minutach wydawało się, że Real będzie miał kłopoty. Raz, w wielkim zamieszaniu przed bramką Courtoisa, gola próbowali strzelić z bliska Salah i Nunez, ale piłkę na linii bramkowej zatrzymał Militao. Chwilę później na murawie usiadł kontuzjowany David Alaba, który nie był w stanie kontynuować gry i już w 27. minucie opuścił boisko. 

Real się jednak nie poddawał. Kilka minut później Vinicius Junior oddał podobny strzał, jak przy golu kontaktowym, jednak tym razem nie zdołał zaskoczyć dobrze interweniującego Alissona. Cóż jednak z tego, skoro w 36. minucie bramkarz Liverpoolu poszedł w ślady swojego "vis-a-vis" i sam podarował Viniciusowi jego drugą bramkę w tym meczu. Alisson tak wybijał piłkę po podaniu Joe Gomeza, że trafił w swojego rodaka i futbolówka wpadła do bramki Liverpoolu po raz drugi.

Tuż przed przerwą Real mógł strzelić jeszcze trzeciego gola, ale po znakomitym kontrataku gości jeszcze lepszą interwencją popisał się obrońca Liverpoolu Andrew Robertson, który wybił piłkę wślizgiem spod nóg Rodrygo, gdy Brazylijczykowi pozostawało skierowanie jej do pustej bramki. Dzięki temu, po szalonej pierwszej połowie na Anfield był remis 2:2.

W drugiej części gry na boisku rządził już jednak tylko Real Madryt. "Królewscy" skompletowali remontadę już w 48. minucie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Luki Modricia piłkę z bliska do siatki wbił głową Eder Militao.

Siedem minut później mistrzowie Hiszpanii podwyższyli na 2:4. Tym razem z bierności defensywy Liverpoolu skorzystał duet Rodrygo - Karim Benzema. Brazylijczyk z Francuzem rozegrali akcję dwójkową, po którym Benzema oddał szczęśliwy strzał z kilkunastu metrów - piłka po rykoszecie zmyliła Alissona i trafiła do siatki. 

Dla Realu to wciąż jednak nie był koniec. W 67. minucie zespół Carlo Ancelottiego rozstrzygnął najprawdopodobniej nie tylko to spotkanie, ale też cały dwumecz po znakomitym kontrataku, rozpoczętym przez Lukę Modricia. Vinicius Jr dograł piłkę w pole karne do Karima Benzemy, a Francuz ze spokojem minął wychodzącego z bramki Alissona i umieścił futbolówkę w siatce. 

Gol na 2:5 zabił wszelkie emocje oraz świetną atmosferę na Anfield. Przez pozostałe ponad 20 minut na stadionie w Liverpoolu już nic więcej ciekawego się nie wydarzyło. W końcówce Real dominował tak bardzo, że nawet przy długim rozgrywaniu piłki przez "Królewskich" z sektora gości rozlegało się głośne "Ole!".

Real Madryt w wielkim stylu rozbił na wyjeździe Liverpool 5:2 i może być praktycznie pewien awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Rewanż na Santiago Bernabeu, który odbędzie się 15 marca, powinien być już tylko formalnością.

Więcej o: