"Złota Piłka dla Benzemy". Real zagrał w Warszawie. "Dziękujemy, Polsko!"

Kibice Realu efektowną sektorówką domagali się przyznania Złotej Piłki Karimowi Benzemie, ale zarówno Francuz, jak i cały Real we wtorkowy wieczór zawiedli. Remis 1:1 z Szachtarem Donieck uratował w doliczonym czasie gry Antonio Ruediger, jednak przed niedzielnym El Clasico również w obozie ze stolicy Hiszpanii z pewnością pojawią się wątpliwości.

Po sześciu latach Real Madryt ponownie zawitał do Warszawy. W 2016 roku "Królewscy" zremisowali z Legią Warszawa 3:3, tym razem mierzyli się z mistrzem Ukrainy Szachtarem Donieck. Z Legią aktualni obrońcy tytułu najlepszej klubowej drużyny w Europie grali przy pustych i cichych trybunach stadionu przy ulicy Łazienkowskiej, teraz z kolei pękały one w szwach. I tylko wynik - uratowany w końcówce remis - się zgadza. 

Zobacz wideo Lewandowski jak duch. Ta sytuacja mówi wszystko

"Dziękujemy, Polsko!". Efektowna oprawa meczu w Warszawie

Jeszcze zanim rozpoczęły się piłkarskie emocje, mecz Szachtaru z Realem poprzedziła efektowna kartoniada - podczas wyjścia piłkarzy i hymny Ligi Mistrzów pół stadionu Legii obrał biało-czerwone barwy Polski, drugie pół z kolei żółto-niebieskie barwy Ukrainy. Oprawa ta była symbolem wdzięczności strony ukraińskiej dla Polski za nieocenione wsparcie podczas haniebnej rosyjskiej agresji na naszych południowo-wschodnich sąsiadów.

"Dziękuję, Polsko! Nigdy nie zapomnimy Twojego wsparcia w trudnym dla naszego kraju czasie" - napisał oficjalny profil Szachtara Donieck. 

Kibice Realu chcą Złotej Piłki dla Benzemy. Francuz i Real jednak zawiedli

Na sektorze Realu Madryt pojawiła się za to sektorówka, którą stworzyła polska grupa kibiców Realu "Aguila Blanca". 

GrabaraGrabara zatrzymał Manchester City. Bohater z Polski. Obronił rzut karny

Nie minęła minuta meczu, a fani Realu zaprezentowali swoją pierwszą przyśpiewkę. Nie była ona jednak wsparciem dla drużyny Carlo Ancelottiego, lecz obrażała największego rywala Realu - FC Barcelony. Z sektora gości można było usłyszeć hasło "Puta Barca" ("Barca, k...a"), podczas gdy z drugiej strony pojawiły się wulgarne przyśpiewki o rosyjskiej pani lekkich obyczajów. 

Karim Benzema, jak i cały Real, przez długi czas jednak zawodzili. Bez Viniciusa, Modricia czy Alaby, ale mimo wszystko z większością podstawowych piłkarzy na boisku mistrzowie Hiszpanii starali się wygrać ten mecz jak najmniejszym nakładem sił. Nie podkręcali tempa, a to powodowało, że stosunkowo rzadko udawało się im przedostać przez świetnie zorganizowaną obronę Szachtara. Gospodarze za to grali piłkę niezwykle prostą, ale za to skuteczną - skupili się na szczelnej defensywie i starali się ukłuć Real kontratakami z udziałem trzech zawodników: szybkiego jak błyskawica Michajło Mudryka, dynamicznego lecz nieokrzesanego Lassiny Traore, a także wyglądającego dość nieporadnie Oleksandra Zubkowa, który swego czasu był bohaterem Ukrainy w meczu 1/8 finału Euro 2020 ze Szwecją, a niedługo później został skreślony przez Stanisława Czerczesowa i węgierski Ferencvaros. 

Zszokowany tuż po przerwie Real wyszarpał remis w doliczonym czasie. Szaleństwo na ławce

Tuż po przerwie jednak ten niepozorny Zubkow pokazał, że i na tym poziomie może być zawodnikiem niezwykle przydatnym. Kibice jeszcze nie zdążyli wrócić na swoje siedzenia po przerwie, a ukraiński napastnik po dośrodkowaniu Bohdana Michajliczenki precyzyjnym uderzeniem głową pokonał swojego rodaka w bramce Realu Andrija Łunina i wywołał największą tego dnia euforię na trybunach. Bo choć wydawało się, że to kibice Realu z całej Polski będą mieli tego dnia przewagę na stadionie Legii, szybko okazało się, że głośniejsze wsparcie z trybun otrzymują gospodarze, a hasło "Szachtar, Szachtar!" było śpiewane zdecydowanie głośniej niż jakiekolwiek przyśpiewki mające na celu wesprzeć Real Madryt. 

Carlo Ancelotti szybko zareagował i posłał na boisko tych, których chciał tego dnia oszczędzić pod kątem niedzielnego El Clasico. Na murawie zameldowali się Vinicius Junior i Luka Modrić. Obaj spotkali się z zupełnie skrajnymi reakcjami warszawskiej publiczności. Podczas gdy Brazylijczyk został przez nią wybuczany, wejście Chorwata spotkało się z ogromną owacją.

Niedługo później włoski szkoleniowiec Realu dokonał kolejnych trzech zmian, ale jego zespół nie był w stanie podkręcić tempa. Mało tego, to Szachtar był bliski zdobycia kolejnego gola. Lassina Traore może sam sobie zadać pytanie, dlaczego po minięciu Andrija Łunina trafił tylko w poprzeczkę, a przy strzale z dystansu Oleksandra Zubkowa świetnie zachował się sam Łunin, odbijając piłkę na rzut rożny.

W końcówce Real nareszcie doszedł do głosu, ale choć świetne sytuacje zmarnowali Vinicius Junior i Antonio Ruediger, nie można było powiedzieć, że Szachtar został zepchnięty do rozpaczliwej defensywy. Wręcz przeciwnie - wydawało się, że dobrze zorganizowani Ukraińcy zdołają dowieźć jednobramkowe prowadzenie do końca, aż przyszła ostatnia, piąta minuta doliczonego czasu gry. 

Real zrobił to, co umie najlepiej. Nawet wtedy, gdy gra mu się nie układa, bardzo często jest w stanie osiągnąć swój cel. Tym razem był nim ostatecznie remis, ale gdy po dośrodkowaniu Toniego Kroosa i główce Antonio Ruedigera piłka powoli wleciała do bramki, odbijając się po drodze od słupka, cała ławka rezerwowych "Królewskich" z radości wyskoczyła ze swojej strefy, co tylko pokazywało, jak bardzo Real chciał uniknąć w Warszawie niekorzystnego wyniku. Tym bardziej, że remis gwarantuje drużynie z Madrytu awans do 1/8 finału Champions League

Sam Ruediger, podobnie jak bramkarz Szachtara Anatolij Trubin, swojego gola okupił rozbitą głową, ale to on ostatecznie był bohaterem całego Realu. Ciężko wywalczony remis 1:1, który daje Realowi pewne prowadzenie w swojej grupie Ligi Mistrzów, jednak z pewnością wleje w serca kibiców "Królewskich" sporo niepewności przed niedzielnym El Clasico z Barceloną, bo okazało się, że nie tylko dyspozycja Barcy w ostatnim czasie pozostawia wiele do życzenia. 

Więcej o: