Koszmar Lewandowskiego się ziścił. Przepadł. "Dependencia" Barcelony pogłębia się

Dawid Szymczak
Nie było widać Roberta Lewandowskiego w przegranym 0:1 meczu z Interem, przez co na wiosnę możemy nie zobaczyć FC Barcelony w Lidze Mistrzów. To już "Lewandowskidependencia". Barcelona bardzo szybko uzależniła się od Polaka, a rywale dostrzegli, że jeśli go zatrzymają, zepchną pod ścianę całą drużynę. Interowi się to udało.

To jak zimny prysznic. Jak duży kamień na środku idealnie gładkiej drogi. Jak rysa na szkle. Znów Milan Skriniar zdołał okiełznać Roberta Lewandowskiego, znów Barcelona nie potrafiła pokonać silnego rywala i z dwunastu ostatnich meczów w Lidze Mistrzów wygrała tylko dwa z grupowymi popychadłami - Dynamem Kijów oraz Viktorią Pilzno. I znów, gdy Lewandowski nie strzelił gola, jego zespół nie wygrał - tak było z Rayo Vallecano (0:0) w 1. kolejce La Ligi i w spotkaniu z Bayernem Monachium (0:2). To już "Lewandowskidependencia". Bez goli Polaka nie ma zwycięstw Barcelony. Konsekwencje porażki z Interem są poważne - Barcelona zajmuje trzecie miejsce w grupie C i jeśli nie wygra wszystkich meczów do końca fazy grupowej, może znów - jak rok temu - spaść do Ligi Europy.

Zobacz wideo To będzie napędzać w Wiśle kolejne problemy. Zmiana trenera nie wystarczy

Akcja, jak soczewka

Była 66. minuta, gdy Robert Lewandowski z trzema rywalami tuż za plecami przebiegł w stronę bliższego słupka. Liczył na podanie od rozpędzonego z prawej strony Ousmane Dembele, który jednak dośrodkował dalej - za Polaka i jego trzech strażników, wprost do wbiegającego w pole karne Pedriego. Gdy niemal wszyscy obrońcy Interesu skoncentrowali się na Lewandowskim, Hiszpan wykorzystał to, że był wolny. Barcelona strzeliła wyrównującego gola, jej zawodnicy zdążyli się wyściskać i przybić piątki, ale w tle trwała już analiza VAR. Sędzia Slavko Vincić, po obejrzeniu powtórki, dostrzegł, że po drodze piłka odbiła się jeszcze od ręki Ansu Fatiego. Gola nie uznał. 

Hiszpańskie media: Robert Lewandowski został Hiszpańskie media: Robert Lewandowski został "anulowany"

Wyciągamy tę sytuację z kliku powodów. Po pierwsze - by pokazać, że jałowo grająca Barcelona była blisko wyrównania, ale jeszcze bardziej dlatego, że akcja ta, jak w soczewce pokazuje, jaki to był mecz dla Lewandowskiego. Nawet odrobinę nie przesadzili włoscy dziennikarze, którzy już w poniedziałek informowali, że Simone Inzaghi, trener Interu, który w spotkaniu z Barceloną ratował swoją posadę, od kilku dni kreślił plan "anty-Lewandowski". Podobnie jak ta jedna akcja wyglądał bowiem cały mecz. Polak był jak lokomotywa, która ciągnęła za sobą kolejne wagony - Milana Skriniara, Stefana de Vrija i Alessandro Bastoniego. Gdzie on, tam i oni. Nierozłączni, uważni, czujni, agresywni i dokuczliwi.

Tak osaczany Lewandowski po prostu przepadł. Raptem 30 razy miał kontakt z piłką, zaledwie 14 razy celnie podał piłkę, oddał tylko jeden celny strzał i przegrał 75 proc. pojedynków z obrońcami. Statystyki jedynie potwierdzają to, co widać było gołym okiem. Interowi udało się odciąć go od reszty zespołu i uczynić bezradnym. Uratować mogli go jeszcze koledzy z drużyny, gdyby obsłużyli go lepszymi podaniami i doprowadzili do sytuacji bramkowych, ale to nie był też ich dzień - Raphinha był niewidoczny, z kolei bardziej aktywnemu Dembele brakowało precyzji i ogłady. A Inter to nie Real Mallorca, by Lewandowski, jak w weekend, zrobił coś z niczego - wziął piłkę, efektownie minął obrońcę, perfekcyjnie uderzył i bez pomocy kolegów przesądził o wyniku.

Dziś punktem wyjścia każdego trenera na świecie, który będzie chciał zatrzymać Barcelonę i jak najbardziej utrudnić jej grę, będzie wyłącznie z gry Lewandowskiego. To plan prosty w założeniu, ale arcytrudny w realizacji. Ale dla ułatwienia - Simone Inzaghi opublikował we wtorek wieczorem podręcznik, jak to robić. Jeśli inni trenerzy będą mieli w składzie tak doskonałych obrońców, jak Inter, mogą skopiować część rozwiązań. To spotkanie pokazało bowiem, czego Polak nie lubi, kiedy gra mu się trudno i jak można ograniczyć jego wpływ na zespół.

Dumfries zagrywa ręką w meczu Inter - BarcelonaBarcelona w fatalnej sytuacji po trzech meczach. Wielka kontrowersja w 92. minucie

Barcelona 50 razy dośrodkowała piłkę w pole karne. Wszystko na nic

Real Madryt takich obrońców ma. A to właśnie kolejny wielki rywal, z którym zmierzy się Barcelona. Do tego czasu potrwają w Hiszpanii dyskusje, czy Barcelona potrafi ogrywać tylko słabsze zespoły, a pęka z równymi sobie. Ale zanim Klasyk (16 października), to najpierw ligowe przedbiegi z Celtą Vigo i bardzo ważny rewanż z Interem na Camp Nou. Barcelona właściwie nie ma marginesu błędu. Musi wygrać i zrównać się z nim punktami, a później jeszcze rzucić wyzwanie Bayernowi Monachium. Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów wciąż jest możliwy, ale patrząc na grę Barcelony w ostatnich meczach - przede wszystkim w Europie, w których pokonuje tylko ewidentnie słabsze zespoły, a w ostatnich trzech wyjazdowych spotkaniach nawet nie strzeliła gola - może o ten awans drżeć.

W lidze hiszpańskiej sytuacja jest zupełnie inna - w weekend potknął się Real Madryt, więc roztrwonił dwupunktową przewagę z początku sezonu, a lepszy bilans bramkowy - ocierający się o doskonałość 19:1 - ma Barcelona, więc to ona po ponad dwóch latach wróciła na szczyt tabeli. Ale, mimo zwycięstwa, już z Mallorką widać było zwiastun meczu z Interem. W sobotę drużyna Xaviego Hernandeza grała wolniej niż dotychczas i była bardziej przewidywalna w ataku pozycyjnym. Inter bronił równie głęboko, także zagęszczał boki boiska - Barca odpowiedziała aż 50 dośrodkowaniami, a przy tym był skuteczniejszy w ataku. Świetny strzał z dystansu Hakana Calhanoglu z końcówki pierwszej połowy ostatecznie dał mu zwycięstwo. Mecze Barcelony w Lidze Mistrzów - z Bayernem i Interem - nie są znacząco oderwane od tych ligowych, jednak klasa rywali w Europie jest nieporównywalnie wyższa, więc wszelkie niedociągnięcia, uchodzące płazem w Hiszpanii, nie pozostają bez konsekwencji.

Xavi Hernandez narzekał na sędziów. Miał rację - byli tego wieczoru równie słabi, jak Barcelona

- Jestem wkurzony. Kompletnie tego wszystkiego nie rozumiem. Sędzia nie odgwizdał ręki Denzela Dumfriesa. Powinien wytłumaczyć się ze swoich decyzji. Sędziowie w ogóle powinni to robić, bo pomogłoby zrozumieć jego pracę. Niech to będzie powszechne. Jestem oburzony, bo to niesprawiedliwość. Przed nami trzy finały, każdy będzie bardzo ważny i w każdym musimy zagrać lepiej niż w tym spotkaniu - mówił na pomeczowej konferencji Xavi. Odnosił się do sytuacji z doliczonego czasu gry, gdy piłka w polu karnym trafiła w rękę Holendra. Sytuacja była poddana analizie VAR, ale sędzia nie podyktował rzutu karnego. Trudno zrozumieć taką decyzję. Nie tylko kibicowi, ale też ekspertom. Byli sędziowie w Hiszpanii i w Polsce w większości zgadzają się, że Barcelonie należał się rzut karny.

Italy Soccer Champions LeagueXavi nie wytrzymał po skandalu. "Jestem oburzony. Niech sędzia przyjdzie i to wyjaśni"

O błędzie sędziego huczą wszystkie katalońskie dzienniki, natomiast "El Pais", choć zgadza się, że arbiter popełnił błąd, apeluje, by dyskusja o niepodyktowanym karnym nie przysłoniła całego meczu, w którym Barcelona pozostawała absolutnie bezradna, mimo że Inter w ostatnich tygodniach jest bez formy, zajmuje dopiero 9. miejsce w Serie A, a ostatnie porażki z Udinese i Romą sprawiły, że za pracą na San Siro zaczął rozglądać się Paulo Sousa, który według mediolańskich dzienników mógłby zastąpić Simone Inzaghiego. Wydaje się jednak, że zwycięstwo nad Barceloną kończy jakąkolwiek dyskusję. 

Milan Skriniar - obrońca z koszmarów Lewandowskiego

Liga Mistrzów - na gorąco - psuje humory kibicom Barcelony, ale - już na chłodno - weryfikuje moment odbudowy, w którym aktualnie znajduje się Xavi Hernandez. Najpierw Bayern, a jeszcze bardziej dobitnie Inter, wskazali mu szereg problemów, które wciąż ma jego zespół. Zresztą, musi je mieć, patrząc na kalendarz i skalę letnich zmian. To naturalne.

W lidze hiszpańskiej dotychczas Barcelona nie spotkała drużyny, która tak zręcznie ograniczałaby wpływ jej środkowych pomocników na budowanie akcji. Inter wykorzystał do tego swoich napastników, którzy wielokrotnie ustawiali się bardzo głęboko i właściwie wnikali w linię obrony. Żaden zespół nie potrafił jeszcze tak spychać akcji Barcelony do boku boiska, a jednocześnie bardzo skrupulatnie zabezpieczać tych stref boiska. Do Dembele za każdym schodziło przynajmniej dwóch piłkarzy Interu. Raphinha traktowany był w podobny sposób i tlenu szukał w środku boiska, ale kompletnie nie mógł się tam odnaleźć. Wchodził innym w paradę. Z kolei Lewandowski nawet przez sekundę nie był w tym meczu sam. Starzy znajomi - Skriniar, który zatrzymywał go już na Euro i powoli staje się obrońcą z jego koszmarów, a także De Vrij, z którym mierzył się pod koniec września na Stadionie Narodowym - naprzemiennie pełnili przy nim wartę. I obaj znów dali mu radę.

A że Barcelona w niemal każdym meczu dopuszcza rywali do sytuacji bramkowych, nie jest już żadną nowością. W lidze na razie rzadko prowadzi to do straty goli - ratuje Marc-Andre ter Stegen lub nie trafiają rywale, ale Inter i Bayern pozwolili Barcelonie dominować, a później z zimną krwią wykorzystali swoje sytuacje. Oba te zespoły miały też sporo szczęścia - w Monachium doskonałe okazje marnowali Pedri i Lewandowski, a w Mediolanie klarownych sytuacji było wprawdzie mniej, ale doszła bardzo kontrowersyjna decyzja VAR-u. Barcelona - patrząc na całokształt - ewidentnie się odbudowuje, ale jednocześnie rośnie jej zależność od Roberta Lewandowskiego, a końca prac nawet nie widać.

agencja Wyborcza/screen InstagramMichniewicz pokazuje kulisy MŚ w Katarze. I zwraca uwagę na ważny szczegół

Więcej o: