- Po pierwszym gwizdku trudno jest od razu zupełnie się wyłączyć. Im mecz trwa dłużej, tym bardziej jednak jesteś na nim skupiony. Można powiedzieć, że futbol w pewien sposób pomaga zapomnieć o wojnie - mówi Sport.pl Bohdan Mychajliczenko, zawodnik Szachtara Donieck. Gdy setki tysięcy osób opuszczały Ukrainę, on do niej wrócił. Niebawem w Warszawie zagra z Realem Madryt w Lidze Mistrzów.
Kiedy jedni musieli z Ukrainy uciekać, inni chcieli do niej wrócić. Bohdan Mychajliczenko całe piłkarskie życie spędził w swojej ojczyźnie, ale w sierpniu 2020 roku atrakcyjny kontrakt zaproponował mu Anderlecht Bruksela. Piłkarz grający do tej pory w Dynamie Kijów, Stali Kamieńskie, czy Zori Ługańsk, propozycję przyjął. W Anderlechcie spędził dwa lata, ale ostatnie pół roku, było dla niego szczególnie trudne. Nie chodziło tylko o sport.
Tysiące kilometrów od domu. "Do rodziców dzwoniłem co 2 godziny"
- Gdy Rosjanie nas zaatakowali, sprawdzałem wszelkie informacje, które napływały z ojczyzny. Czytałem co się dzieje, oglądałem relacje telewizyjne, wszystkie te smutne obrazy zostawały mi w głowie. 24 lutego był jednym z najtrudniejszych dni w moim życiu. Najgorsza była niepewność, to trwało ze trzy tygodnie. Każdego dnia co dwie godziny dzwoniłem do rodziców - opisuje nam tamte smutne chwile.
Mychajliczenko urodził się i mieszkał w obwodzie kijowskim, tam też ma rodzinę. Gdy w marcu media na całym świecie obiegały informacje o otaczaniu stolicy Ukrainy przez rosyjskiego agresora, gdy dochodziły przerażające relacje z Irpienia, on słuchał tego, siedząc 2 tys. kilometrów od swych bliskich. Jego rodzinny dom znajduje się na wschód od Kijowa.
- Na szczęście wszystko było u nich w porządku. Wojna ich ominęła. Oczywiście na początku trochę się bali, ale ostatecznie nie zobaczyli na własne oczy rosyjskich żołnierzy - opisuje. Te dwa tysiące kilometrów między Brukselą i Kijowem coraz bardziej Mychajliczence ciążyło, ale futbol pomógł mu być bliżej rodziny. Próbujące szykować się do sezonu 2022/23 ukraińskie drużyny musiały mocno uzupełniać swoje składy. W wyniku wojny ligę opuściło sporo wartościowych graczy. Dlatego też doświadczeni ukraińscy piłkarze grający za granicą byli okazją do wzmocnień.
- Wróciłem na Ukrainę, bo stęskniłem się za bliskimi. Jak dowiedziałem się, że interesuje się mną Szachtar, to szybko podjąłem temat. To oznaczało możliwość powrotu do ojczyzny. W dodatku Szachtar to przecież mistrz kraju, to drużyna, która gra w Lidze Mistrzów, a to marzenie każdego gracza. W ostatnim czasie w Anderlechcie nie spędzałem za wielu minut na boisku - tłumaczy Mychajliczenko.
"Futbol w pewien sposób pomaga zapomnieć o wojnie"
25-letni piłkarz powrócił do Kijowa, bo Szachtar właśnie tam trenuje i rozgrywa swoje ligowe mecze. Sezon, który na Ukrainie zaczął się 23 sierpnia, jest jednak specyficzny. W najwyższej klasie rozgrywkowej startują nie tylko ci najlepsi, ale też ci, co po prostu mogą grać. Część ekip wycofała się bowiem z rywalizacji, a ich piłkarze odeszli do innych klubów lub poszli walczyć. Tak było choćby w przypadku Desny Czernihowa czy Mariupola, których w tym sezonie nie zobaczymy na boiskach.
Mecze Premier Ligi zaplanowano w kilku w teorii najbezpieczniejszych lokalizacjach, które zostały zaaprobowane przez ukraińskie władze wojskowe. Każdy klub na wypadek problemów ma zresztą rezerwową bazę i stadion. Mecze rozgrywane są bez publiczności, w dość wczesnych godzinach (o 13, 15, czy 17). To dlatego, że w niektórych regionach jest godzina policyjna, a spotkanie może trwać nawet cztery czy pięć godzin. Na przykład wtedy, gdy w i pierwszej, i w drugiej połowie rozlegną się półgodzinne alarmy rakietowe. Zawodnicy i wszyscy obecni na spotkaniu muszą być wówczas w bezpiecznym miejscu, przeważnie szatni czy podziemnych parkingach, które pełnią na stadionach funkcje schronów.
- Do tej pory w naszych meczach nie było przerw. Treningi też odbywają się normalnie. Chyba raz zawył alarm bombowy. Musieliśmy wtedy zejść do szatni i tam czekać. Są rzeczy dotyczące bezpieczeństwa, do których musimy się teraz dostosować i tyle. Tak obecnie wygląda u nas futbol i codzienność na Ukrainie – komentuje pomocnik Szachtara. Zaznacza, że wszyscy raczej cieszą się, że udało się ruszyć z ligą. Choć o wznowieniu rozgrywek myślano od maja, to jeszcze wtedy ten pomysł wydawał się trudny w realizacji. Zresztą do ostatniego momentu trwała rejestracja graczy na nowy sezon, zatwierdzanie lokalizacji rozgrywek i przedłużały się rozmowy o tym, kto i jak powinien je pokazać w telewizji.
- Przy starcie tegorocznego sezonu problem był taki, że długo nikt nie wiedział, jak ta liga będzie wyglądać, kto, gdzie i jak w niej zagra – przyznaje Mychajliczenko. Ukraińskie rozgrywki ruszyły jednak zgodnie z nowym planem w przeddzień Święta Niepodległości Ukrainy i w dniu Święta Flagi Państwowej. To był też pewien symbol niezłomności ukraińskiego narodu. Władze ligi pisały nawet wprost w swym komunikacie: "Zawody sportowe w czasie wojny to demonstracja tego, że się nie boimy. To symbol wiary w zwycięstwo i gotowości do dalszej walki! (...) Dlatego zorganizowanie przez nas rozgrywek piłkarskich będzie niosło ważną ideę, odgrywało ogromną misję społeczną, a także spełniało funkcję psychologicznego pocieszenia dla naszych obywateli".
Tę misję społeczną widać zresztą podczas samych spotkań.
- Rozgrzewamy się, wychodzimy w ukraińskich flagach, słuchamy hymnu, jest minuta ciszy – opisuje nasz rozmówca. - Jak sędzia pierwszy raz gwizdnie, trudno jest jednak tak od razu zupełnie się wyłączyć i zapomnieć o tym, co dzieje się wokół. Im mecz dłużej trwa, tym bardziej jesteś jednak na nim skupiony. Można zatem powiedzieć, że futbol w pewien sposób pomaga zapomnieć o wojnie - tłumaczy reprezentant Ukrainy.
Młodzi chłopcy vs. Real Madryt. "Królewscy" w Warszawie
Mecze Szachtara w Lidze Mistrzów będą kolejną okazją do zwrócenia uwagi na problem walczącego z okupantem kraju. Pomogą w tym flagi na boisku i trybunach, pomogłyby też zwycięstwa, o których pisałaby potem cała Europa. Jeszcze rok temu szanse ukraińskiego klubu w Europie byłyby ocenione wyżej. Teraz eksperci wróżą Szachtarowi ostatnie miejsce w grupie. Klub był zwykle budowany na dobrych graczach z zagranicy, którzy potem odchodzili za ogromne pieniądze. Teraz w drużynie jest trzech obcokrajowców.
- Nie wiem dokładnie, jak było w Szachtarze wcześniej, gdy grało tu wielu zagranicznych graczy. Mogę natomiast powiedzieć, że to byli bardzo dobrzy zawodnicy i to normalne, że będzie ich brakować. Oni podjęli jednak decyzje, by wyjechać z Ukrainy. Dla mnie chyba lepiej, że teraz mamy w drużynie niemal samych ukraińskich piłkarzy, bo dobrze się rozumiemy. Myślę, że będziemy dobrze funkcjonującym kolektywem - mówi nam Mychajliczenko. Rywalami Szachtara w Europie będą: RB Lipsk, Celtic i Real Madryt. Ukraińcy najpierw na wyjeździe zgrają z Niemcami.
- Na jakim jesteśmy poziomie, to pokaże już pierwszy mecz. Mam nadzieję, że sobie w tej Lidze Mistrzów poradzimy. Mamy samych mocnych rywali. To nie będą łatwe spotkania, tym bardziej że skład Szachtara w porównaniu z tamtym sezonem bardzo się zmienił i mamy sporo młodych chłopaków. Przygotowujemy się do tych meczów najlepiej, jak możemy, jesteśmy dobrej myśli - przekonuje nasz rozmówca. Wisienką na torcie będzie dla Szachtara możliwość rywalizacji z Realem. Również Mychajliczenko szykuje się na futbolowe święto.
- Grałem już z reprezentacją kraju przeciw Hiszpanii czy Francji, ale jeśli mówimy o futbolu klubowym, to będzie to jeden z najważniejszych meczów w dotychczasowej karierze – przyznaje gracz Szachtara.
"Mam nadzieję na świetny doping dla Szachtara od polsko-ukraińskiej publiczności"
Domowe mecze mistrza Ukrainy w Lidze Mistrzów odbędą się w Warszawie. Na stadionie Legii Szachtar zagra kolejno z Celtikiem Glasgow (14 września), Realem Madryt (11 października) i RB Lipsk (2 listopada).
Pomysł, by grać w Warszawie, od początku mieli działacze klubu. Nie tylko przez geograficzną bliskość naszego kraju, ale także dlatego, by uhonorować i swoich, i polskich fanów.
- Oczywiście, że najbardziej chcielibyśmy te spotkania grać na Ukrainie, ale wiemy, że to niemożliwe. Natomiast to, jak pomaga nam Polska i jakie są między nami relacje, to wspaniała rzecz. Mam nadzieję, że będzie pełny stadion i świetny doping dla Szachtara od polsko-ukraińskiej publiczności - mówi nam Mychajliczenko i szybko dodaje:
- Chciałbym bardzo podziękować Polakom, którzy na każdym kroku pomagają Ukrainie. Dziękujemy!