Stawka rewanżu w Baku jest olbrzymia. Jeśli Lech Poznań utrzyma prowadzenie z pierwszego meczu (1:0), zarobi miliony złotych, poprawi współczynnik UEFA do 7.500 pkt (co w tym sezonie gwarantowało rozstawienie w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów) i zapewni sobie grę w IV rundzie eliminacji Ligi Konferencji. Ale matematyka to nie wszystko.
Przed Lechem mecz, który wyznaczy drogę - bardzo pomoże albo bardzo utrudni negocjacje z piłkarzami. Lech wciąż potrzebuje wzmocnień (na razie sprowadził tylko nowego bramkarza - Artura Rudko, pomocnika Afonso Sousę i wypożyczył skrzydłowego - Giorgiego Citaiszwiliego), a znacznie łatwiej będzie mu negocjować z kolejnymi zawodnikami, mając już za sobą I rundę eliminacji Ligi Mistrzów. Co jednak istotniejsze, Lechowi trudniej będzie zatrzymać zawodników, których już ma u siebie, jeśli przekreśli swoje szanse na grę w Lidze Mistrzów i Lidze Europy, jednocześnie wydłużając drogę do fazy grupowej Ligi Konferencji. "To ambitni ludzie" - słyszymy w kuluarach o piłkarzach, którym został tylko rok kontraktu. Z Karabachem mistrzowie Polski grają więc o wewnętrzny spokój i zachowanie stabilizacji.
A umowy do czerwca 2023 r. ma kilku kluczowych i ważnych piłkarzy z zagranicy - Mikael Ishak, Lubomir Satka, Antonio Milić, Pedro Rebocho. Oni wszyscy skorzystali na przejściu do Lecha, w mistrzowskim sezonie imponowali formą i poprawili swoją pozycję na rynku transferowym. Słyszymy, że żaden z nich nie porzucił marzeń o powrocie do lepszej ligi. Od dawna wiadomo, że z zamiarem odejścia nosi się Satka, który kilka lat temu był w Newcastle United. Na taki poziom nie wróci na pewno, ale jego pozostanie w Lechu w dużej mierze wiąże się właśnie z wynikami w europejskich pucharach. W przypadku awansu i większej liczby meczów aż do mundialu, najpewniej zostanie w Poznaniu. Jeśli jednak Kolejorzowi zostanie tylko gra w ekstraklasie, rozejrzy się za nowym zespołem. Okno transferowe dopiero się otworzyło.
Podobnie jest z Rebocho i Miliciem. Mają odpowiednio 27 i 28 lat, wyprowadzili swoje kariery z zakrętu i znów mogą chcieć wskoczyć na wyższy poziom - Portugalczyk ma 57 meczów we francuskiej Ligue 1, a Chorwat uzbierał prawie sto występów w lidze belgijskiej i jeszcze cztery lata temu wystąpił w trzech sparingach reprezentacji. Obaj czują, że mogą znów rywalizować na wyższym poziomie. Nieco inna jest sytuacja Ishaka. Też czuje się mocny, ale spośród wymienionych zawodników jest najstarszy. Do tego jest kapitanem Lecha, cieszy się uwielbieniem kibiców, a jego pozycja w zespole jest niepodważalna. Trudno byłoby mu z tego wszystkiego zrezygnować. Dużo zależałoby od otrzymanej oferty.
Co na to sam Lech? Jeśli nie zarobi pieniędzy w pucharach, będzie musiał ich szukać gdzie indziej, a na każdym z wymienionych piłkarzy może zarobić przynajmniej milion euro. I będzie to właściwie ostatnia szansa na zarobek, bo od stycznia ci piłkarze będą mogli negocjować z innymi klubami, a latem odejść za darmo. Ich kontrakty można po drodze jeszcze przedłużyć - i Lech na pewno ma to w planach, ale znacznie łatwiej będzie zacząć rozmowy, mając zagwarantowaną grę w europejskich pucharach.
W tym kontekście bardzo dużo zależy od meczu w Baku. Lech spodziewa się, że będzie jeszcze trudniejszy niż wygrany 1:0 w Poznaniu, w którym to jednak Karabach miał inicjatywę i zdołał zepchnąć go do głębokiej defensywy. Trener John van den Brom cieszył się, że w drugiej połowie jego zespół grał już odważniej i nie bronił się tak blisko pola karnego. W rewanżu ma tak grać dłuższymi fragmentami, choć jednocześnie wszyscy mają świadomość, że rywal będzie chciał zmazać plamę z pierwszego spotkania (bo tak traktowana jest porażka w Poznaniu przez azerskich kibiców), a przy tym będzie bardziej wypoczęty, ponieważ w weekend nie rozgrywał meczu.
Mistrzowie Polski polecieli do Azerbejdżanu bez Adriela Ba Boui, Afonso Sousy i Daniego Ramireza, którzy po Superpucharze (0:2 z Rakowem Częstochowa) narzekali na urazy i przeziębienie. Początek meczu z Karabachem we wtorek o godz. 18.