Trener Lecha zaskoczył wszystkich. Wymowny obrazek meczu z Karabachem

Bartłomiej Kubiak
Tego właśnie oczekujemy od Lecha w Europie. Że będzie skuteczny i pragmatyczny. Będzie grał na wynik, jak zagrał we wtorek, kiedy w meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Mistrzów pokonał na własnym stadionie faworyzowany Karabach Agdam (1:0).

- Chcemy grać ofensywnie - zapowiadał John van den Brom, który dwa tygodnie temu na stanowisku trenera Lecha niespodziewanie zastąpił odchodzącego po mistrzowskim sezonie, mającego rodzinne problemy, Macieja Skorżę. Na odważnych zapowiedziach nowego szkoleniowca na razie się skończyło, bo we wtorek w oficjalnym debiucie Holendra w ogóle nie zobaczyliśmy Lecha, który atakuje, gra ofensywnie i z polotem.

Zobacz wideo Arcytrudna droga Lecha Poznań do LM. Potrzebuje wręcz cudu, by grać w fazie grupowej

Trener Lecha załamany, zrezygnowany, kręcił głową. Mistrzowie Polski zmazali plamęTrener Lecha załamany, zrezygnowany, kręcił głową. Mistrzowie Polski zmazali plamę

Od razu jednak zaznaczamy, że to nie jest żaden zarzut z naszej strony, bo od mistrza Polski oczekujemy, by w Europie był skuteczny i pragmatyczny. By grał przede wszystkim na wynik. Jak właśnie we wtorek zagrał Lech, który na własnym stadionie pokonał faworyzowany Karabach Agdam. Czyli najwyżej rozstawionego i zdecydowanie najsilniejszego rywala, na którego mógł trafić w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Takiego, który w przeciwieństwie do Lecha, w ostatnich latach regularnie gra w europejskich pucharach.

Początek meczu wskazywał inaczej

Wymowna w tym spotkaniu była 88. minuta. Środkowy obrońca Karabachu Kevin Medina wyprowadzał wtedy piłkę, a rezerwowy napastnik Lecha Filip Szymczak, zamiast go atakować, zaczął cofać się w kierunku środkowej linii boiska. Był tym pierwszym, który powinien ruszyć do pressingu. Ale Szymczaka wtedy bardziej niż to, co przed piłką, interesowało to, co za piłką. A więc jego koledzy z drużyny ustawieni na własnej połowie, którzy pozwolili Karabachowi swobodnie wymienić aż 16 podań w środkowej strefie, ale to ostatnie - prostpopadłe i przyspieszające akcję - Qary Qarayeva do Torala Bayramova było już niedokładne.

To też była zasługa ustawienia Lecha, ale w ogóle dobrej gry w obronie, gdzie poznaniacy we wtorek byli agresywni, nieustępliwi, skoncentrowani, zdyscyplinowani. I właśnie za to należy ich chwalić. Choć początek meczu w ogóle nie wskazywał, że mogą to spotkanie wygrać. To Karabach grał w piłkę, a Lech za nią biegał. Dość nerwowo i całą drużyną. Włącznie z napastnikiem, ale też ze skrzydłowymi, których głównym zadaniem w pierwszej fazie meczu było pomaganie bocznym obrońcom w defensywie.

Ten obraz zmienił się w drugiej połowie, kiedy Lech zaczął grać odważniej i wyżej. A przy tym rozsądniej, bo przestał wybijać piłki na oślep sprzed własnego pola karnego i zaczął konstruować akcje od tyłu. A to siłą rzeczy sprawiło, że gra przesunęła się znaczenie dalej od bramki Lecha.

Jasur Jakszibojew cieszy się z gola w meczu Ligi Mistrzów Real Madryt - Sheriff TyraspolNiewypał transferowy odchodzi z Legii. Jakszibojew już nie wróci

"Tutaj wszystko rządzi się innymi prawami"

Ale zmiany w sposobie gry Lecha chyba nawet należy doszukiwać się wcześniej. A przynajmniej tak widział to po meczu trener van den Brom, który przyznał wprost, że kluczowa była 41. minuta. A więc gol Mikaela Ishaka, jedyny w tym spotkaniu, który zapewnił Lechowi skromną zaliczkę przed rewanżem w Baku. - To był bardzo ładny i ważny gol, który dał nam więcej pewności siebie - stwierdził holenderski szkoleniowiec po meczu, kiedy w ogóle nie widział problemu w tym, że jego zespół we wtorek skupiony był przede wszystkim na defensywie i przeszkadzaniu rywalom.

- Normalnie będziemy grać inaczej, więcej piłką. Ale to są europejskie puchary. Tutaj wszystko rządzi się innymi prawami. Najważniejszy jest wynik i to, że mentalność zespołu jest nastawiona na zwycięstwa. A nasza właśnie taka jest. Widziałem to już w poprzednich dniach i dzisiaj, kiedy też zrobiliśmy wszystko by wygrać. No i wygraliśmy, a mogliśmy przecież wygrać wyżej, bo po przerwie mieliśmy doskonałą okazję [w 67. zmarnowali ją do spółki Filip Szymczak i Michał Skóraś], Karbach wtedy takiej nie miał - zwrócił uwagę van den Brom.

"Umiarkowany optymizm"

Trener Lecha po meczu z Karabachem nie chciał wyróżnić żadnego piłkarza. Słusznie, bo to było zwycięstwo zespołowe. Mecz, w którym Lech długo cierpiał. Dopiero pierwszy w tym sezonie, ale nie ostatni, bo jeśli mistrz Polski jesienią chce grać w fazie grupowej europejskich pucharów, musi takich meczów przecierpieć jeszcze kilka.

Gurban GurbanowSprzeczka na konferencji po meczu Lech - Karabach. Gurbanow wypalił: Mniej agresji

"Umiarkowany optymizm" - tak najdelikatniej można było określić nastroje w Poznaniu przed spotkaniem z Karabachem, czyli z mistrzem Azerbejdżanu, który w minionych latach eliminował z pucharów inne polskie kluby: Legię Warszawa, Wisłę Kraków czy Piasta Gliwice. Z Lechem niewykluczone, że też sobie poradzi, bo we wtorek pokazał, że jest dobrą drużyną. I teraz ma przed sobą jeszcze rewanż na własnym stadionie (12 lipca), gdzie skala trudności dla lechitów będzie zdecydowanie wyższa.

Ale dziś na pewno cieszy fakt, że mistrz Polski już na starcie sezonu pokazał, że potrafi grać z lepszymi od siebie. Ma na takich rywali pomysł i jest świadomy, że w Europie liczy się przede wszystkim wynik, a dopiero później styl. Na czele z trenerem, który, choć zapowiadał ofensywny styl, w pierwszym meczu z Karabachem pokazał, że potrafi się adaptować. Być trenerem reaktywnym, minimalistycznym, pragmatycznym. Czyli właśnie takim, jakiego w pucharach potrzebuje Lech.

Więcej o: