Francuski minister tłumaczy burdy... Benzemą. "Żadne zasady nie istnieją"

"Skoro Karim Benzema dostaje roczny wyrok w zawieszeniu za próbę szantażu, a zaraz dostanie Złotą Piłkę, to jakie przesłanie kierujemy do tych zwariowanych kibiców?" - w tak absurdalny sposób były minister edukacji Francji Luc Ferry próbował tłumaczyć skandaliczne wydarzenia przed finałem Ligi Mistrzów w Paryżu, które sprawiły, że mecz musiał zostać opóźniony o ponad pół godziny.

Nie milkną echa scen, jakie rozegrały się w sobotę pod Stade de France w Paryżu przed finałem Ligi Mistrzów. Mecz Liverpoolu z Realem Madryt musiał być opóźniony o 36 minut ze względu na wydarzenia pod stadionem, gdzie organizatorzy wraz z policją nie poradzili sobie z wpuszczeniem kibiców Liverpoolu na trybuny i atakami oraz wtargnięciami na stadion chuliganów. Paryskie władze stanęły w ogniu krytyki za klapę w organizacji meczu, a krytycy zastanawiają się, czy stolica Francji jest gotowa na igrzyska olimpijskie, które odbędą się za dwa lata.

Zobacz wideo Kulesza: Piłka uczy pokory. Jestem przygotowany na krytykę

"Coraz więcej kibiców opowiada o tym, co spotkało ich w drodze na finał Ligi Mistrzów w Paryżu. Z ich historii wynika, że organizatorzy zupełnie nie poradzili sobie z takim wydarzeniem. Kibice byli zwierzyną łowną dla miejscowych gangów, a policja, która miała fanów bronić, była zupełnie bezradna" - pisał dziennikarz Sport.pl Michał Kiedrowski. Tymczasem pomiędzy Anglikami i Francuzami zaczęło się wzajemne zrzucanie odpowiedzialności za te wydarzenia. Pojawiają się jednak przy tym absurdalne tłumaczenia, m.in. byłego ministra edukacji Francji Luca Ferry'ego i dziennikarza Pascala Prauda. Obaj winy doszukują się się... w osobie Karima Benzemy. 

Absurdalne tłumaczenia Francuzów. Za zamieszki na Stade de France winny... Benzema?!

- Policja mówi, że to nie jej wina, lecz organizatorów. UEFA z kolei twierdzi coś przeciwnego. Nie jestem specjalistą, ale co mnie szokuje, to rzeczywistość tego sportu. Piłki nożnej, która jest zepsuta pieniędzmi i piłkarzami wznoszonymi na piedestał. To obrzydzające - opowiadał Luc Ferry, cytowany przez madrycką "Marcę". Następnie były minister edukacji Francji nagle zaczął nawiązywać do osoby napastnika Realu Madryt Karima Benzemy.

- Skoro Karim Benzema dostaje roczny wyrok w zawieszeniu za próbę szantażu, a zaraz dostanie Złotą Piłkę, to jakie przesłanie kierujemy do tych zwariowanych kibiców? - pytał Ferry. - To pokazuje, że nie ma sprawiedliwości, nie ma policji, że żadne zasady nie istnieją i możesz być gwiazdą - uzasadniał.

Fan zaatakowany gazem przed finałem Ligi MistrzówAtakowani przez policję i gangi. Okradani i bici. Horror kibiców na finale Ligi Mistrzów

W jeszcze bardziej absurdalny sposób próbował te wydarzenia tłumaczyć francuski dziennikarz Pascal Praud. - Nikt w policji sobie nie powiedział, że trzeba uważać, bo Karim Benzema jest na boisku. To jest problem. Nikt o tym nie pomyślał. Ponieważ jeśli nie ma Benzemy, oni nie wkradliby się na stadion - twierdził Praud, za co został rozwalcowany przez internautów.

Zareagował także agent zawodnika Karim Djaziri. - Ta wypowiedź Pascala Prauda jest symbolem oczerniania wizerunku Karima Benzemy przez pewną prasę francuską. Ale uczynienie go odpowiedzialnym za incydenty z soboty jest przekroczeniem wszelkich granic i nie pozostanie bez reakcji - zapowiedział.

Więcej o: