Kompromitacja w Paryżu. 40 tys. fałszywych biletów. Oskarżani Anglicy ripostują

Kacper Sosnowski
Pół godziny opóźnienia, tysiące intruzów na Stade de France, a pod stadionem gaz łzawiący, aresztowani i ranni. A teraz chaos związany z szukaniem winnych bałaganu przy okazji finału Ligi Mistrzów w Paryżu. Francuzi oskarżają angielskich kibiców i chcą śledztwa, by wyjaśnić, skąd ci wzięli tyle fałszywych biletów. Anglicy uznają to, za "oportunistyczną wymówkę wykorzystywaną przez organizatorów, by zatuszować własne błędy". Chcą przeprosin.

Francuska minister sportu Amelie Oudea-Castera ma teorię, co doprowadziło do skandalu przed finałem Ligi Mistrzów, który w sobotę odbył się w Paryżu. Jej zdaniem chaos wywołali kibice z Liverpoolu.

Zobacz wideo Dlaczego Neymar musi płakać we Francji? [Naszym Okiem]

40 tysięcy fałszywych wejściówek

- Na stadion bez biletu lub ze sfałszowanymi biletami próbowało wejść od 30 do 40 tys. osób. To niemal połowa pojemności stadionu - mówiła minister. - Służby bezpieczeństwa, miały trudności z kontrolowaniem przepływu takiej grupy dodatkowych ludzi i były pod wyjątkową presją. Z powodu powiększającego się tłumu i bliskości autostrady, w pewnym momencie zrezygnowano z pierwszej strefy bezpieczeństwa i kibice dostali się do strefy drugiej pod bramki z czytnikami biletów. Bilety były jednak fałszywe, bramki się nie otwierały, robił się zator - obrazowała.

Chociaż francuskie ministerstwo sportu nie było organizatorem tego spotkania, to z ramienia państwa, do którego stadion należy, jest zaangażowane w wyjaśnienie sprawy. Sprawy, która nie schodzi z czołówek francuskich mediów. W poniedziałek przed południem w Paryżu odbyło się zresztą spotkanie sztabu kryzysowego: Oudey-Castery rozmawiała z ministrem spraw wewnętrznych Geraldem Darmaninem, Didierem Lallementem, z prefektury policji w Paryżu oraz przedstawicielami Francuskiej Federacji Piłkarskiej.

Girondins Bordeaux w tarapatach. Sześciokrotni mistrzowie Francji są na dni ligowej tabeli. W niedzielę skompromitowali się z grającą w podwójnym osłabieniu drużyną Montpellier. Kibice niewytrzymali.Cudu nie było. Haniebny spadek Bordeaux z Ligue 1. "Sousa zostawił wielki bałagan"

- Tłumy osób, które nielegalnie chciały wejść na stadion, to jedna z najważniejszych rzeczy w tej sprawie. Trzeba sprawdzić, skąd pochodziły podrabiane bilety, jak mogły zostać wyprodukowane w tak dużej liczbie - mówiła minister sportu w rozmowie z dziennikarzem RTL. Dodała, że problemy w kwestii wejściówek ściągnęła na siebie UEFA, która przystała na żądania Liverpoolu, by aplikacja mobilna nie była jedynym nośnikiem biletów, zaakceptowała i stworzyła obieg biletów papierowych. - UEFA nie chciała wyłącznego korzystania z aplikacji mobilnej, która generuje bilety zabezpieczone przed manipulacją i niezbywalne - podkreśliła minister. Francuska strona podkreśla, że już przed meczem, miejscowe służby bezpieczeństwa miały notatkę, a w niej kluczowe zdania: "Spodziewany bardzo duży napływ fanów, niektórzy brytyjscy kibice będą próbowali wchodzić na stadion bez biletów, co może prowadzić do incydentów". 

Winny też Liverpool

Według francuskiej minister sportu odpowiedzialność za chaos powinien wziąć na siebie też Liverpool, który w żaden sposób nie nadzorował swoich kibiców, co starał się robić Real Madryt.

- Real zapewnił kibicom autobusy z lotniska, zorganizował transport z jednego punktu do drugiego – co kontrastuje z Liverpoolem, który zostawił kibiców samym sobie - dodawała.

O tysiącach brytyjskich kibiców bez biletów lub z fałszywymi kartami wstępu, wymuszających wejście i napadających na stewardów poinformował też francuski minister spraw wewnętrznych. Dodał, że Anglicy dysponowali przede wszystkim biletami papierowymi, a w strefie pierwszej pobieżnej kontroli okazało się, że 70 proc. osób, które się tam pojawiły, nie ma prawa wejścia na mecz. Intruzi uniemożliwiali też wejście na stadion kibicom, którzy mieli bilety oryginalne.

Fałszywe bilety jako jedną z przyczyn problemów wymieniła też UEFA w swoim oświadczeniu. "Bramki zostały zablokowane przez tysiące fanów z podrobionymi biletami, które nie działały" - napisała w swym oświadczeniu organizacja piłkarska, która przyznała, że krewkich fanów musiała gazem łzawiącym odsuwać od bram stadionu policja.

Ta sytuacja przypomina trochę zeszłoroczny finał piłkarskich mistrzostw Europy 2020 rozgrywany w Londynie na Wembley, gdy Anglia grała z Włochami. Tam pod stadionem też stawiło się kilkanaście tysięcy kibiców bez biletów, dochodziło do dantejskich scen. Chuligani wyrywali bilety z rąk tym, którzy szli na obiekt, wpychali się w kołowrotki przed tych, którzy swój bilet już zeskanowali, forsowali wejścia dla niepełnosprawnych, przeskakiwali przez ogrodzenia.

Relacje dotyczące finału Ligi Mistrzów w Wielkiej Brytanii są jednak nieco inne.

Wymówki, by zatuszować własne błędy

- Byłem w Mediolanie, w Kijowie, byłem wszędzie i nigdy czegoś takiego nie widziałem – powiedział jeden z kibiców Liverpoolu reporterowi Associated Press, Robowi Harrisowi. Angielscy fani zauważają też, że to bramki stadionowe nie działały prawidłowo. Obrońca Liverpoolu, Andy Robertson, powiedział, że przyjaciele, którym dał bilety, nie przeszli przez bramki, bo kołowrotki nie rozpoznały ich kodów QR. "The Times", BBC czy "Daily Mail" też zwracały uwagę na słabą organizację meczu. Brytyjski kanał Sky pokazał niewielkie przejście - korytarz utworzony przez służby porządkowe, przez który musiało przejść 20 tys. kibiców Liverpoolu, zanim dotarło na dziedziniec Stade de France. Nie dało się w nim zawrócić, co pogłębiało ogólny chaos.

Brytyjskie media przypominają, że organizacyjny bałagan przed Stade de France był już podczas Euro 2016 czy podczas meczów Pucharu Francji. Angielscy dziennikarze podkreślają też, że kibice byli przed stadionem dwie, trzy godziny przed meczem, co zaprzecza pierwszym komunikatom mówiącym o tym, że przyszli na wydarzenie zbyt późno.

Tariq Panja, dziennikarz "New York Times", poruszył na portalach społecznościowych kwestię oszczędności, jakie UEFA i francuskie władze mogły chcieć poczynić poprzez redukcję personelu pracującego przy meczu. W sprawnym przemieszczaniu się kibiców na stadion nie pomogły też strajki przedstawicieli francuskich kolei i stojące czy też opóźnione podmiejskie pociągi - one były kluczowe w przewiezieniu tłumów kibiców, bo Stade de France mieści się na obrzeżach Paryża.

Payet trafiony w głowę butelką,Czarny sezon we Francji. Wszyscy mają dość. "Degeneraci byli z siebie dumni"

Pierre Barthelemy, prawnik francuskich kibiców Liverpoolu, powiedział "Le Parisien", że temat fałszywych biletów jest "oportunistyczną wymówką wykorzystywaną przez organizatorów, by zatuszować własne błędy". Z kolei prezes Liverpoolu Tom Werner wysłał do francuskiej minister sportu list, prosząc ją o oficjalne przeprosiny. Miał zastrzeżenia i żal do zrzucania całej winy na kibiców jego klubu. 

Paryż jak Hillsborough

Wszystko wskazuje na to, że najbliższe dni w sprawie finału Ligi Mistrzów będą zatem dalszą wymianą ciosów między Anglią i Francją, w której coraz więcej do powiedzenia mają politycy.

Sekretarz kultury Wielkiej Brytanii Nadine Dorries wezwała do wszczęcia formalnego śledztwa w sprawie finału. Ian Byrne, poseł Partii Pracy, który wybrał się na mecz, przyrównał atmosferę z Paryża do tragicznych wydarzeń z Hillsborough. W 1989 roku w wyniku zaniedbań organizacyjnych na stadionie podczas półfinału Pucharu Anglii zginęło niemal 100 kibiców Liverpoolu. - To było absolutnie przerażające - mówił o wydarzeniach z Francji. Jestem pewien, że wiele osób, które tam były, doświadczyło podobnej retrospekcji - dodał. Podczas paryskiego finału zostało aresztowanych 48 osób, a 174 osoby zostały ranne.

Jakie ustalenia przekazano na poniedziałkowym spotkaniu sztabu kryzysowego w Paryżu?

- Musimy wyciągnąć wnioski, aby taka sytuacja się nigdy więcej nie powtórzyła i abyśmy byli idealnie przygotowani do kolejnych międzynarodowych wydarzeń sportowych – oznajmiła francuska minister sportu. Na razie tyle konkretów.

Więcej o: