Atakowani przez policję i gangi. Okradani i bici. Horror kibiców na finale Ligi Mistrzów

Coraz więcej kibiców opowiada o tym, co spotkało ich w drodze na finał Ligi Mistrzów w Paryżu. Z ich historii wynika, że organizatorzy zupełnie nie poradzili sobie z takim wydarzeniem. Kibice byli zwierzyną łowną dla miejscowych gangów, a policja, która miała fanów bronić, była zupełnie bezradna.

Przed i po finale Ligi Mistrzów, w którym Real Madryt ograł Liverpool 1:0, najgłośniej było o tłoku pod bramą, przez którą na stadion mieli wejść kibice z Anglii. Za ponad półgodzinne opóźnienie meczu UEFA i francuskie służby odpowiedzialnością natychmiast obarczyły fanów. Tyle tylko, że w mediach społecznościowych można zobaczyć filmiki, jak francuscy policjanci atakują gazem stojących przed bramami kibiców. Widać na nich bezczynność tzw. stewardów, którzy nie właściwie nie reagują, gdy najsprawniejsi kibice przeskakują przez ogrodzenie i wchodzą na stadion bez biletów. 

Zobacz wideo

To było jak sceny w "Walking Dead" - przerażeni kibice atakowani przez gangi

Okazuje się, że to tylko cześć horroru, jaki kibice przeżyli w Paryżu. Dopiero teraz, po powrocie do domu, wielu z nich opisuje swoje przejścia w mediach społecznościowych . 

Serwis The Athletic opisuje historię Neila Salinasa, który pojechał do Paryża z żoną i 18-letnim synem. Kibic Liverpoolu po powrocie do domu przyznał, że w stolicy Francji wcale już nie myślał, jakim wynikiem zakończy się finał, ale przede wszystkim martwił się, jak bezpiecznie wrócić do domu.  

Akurat on miał to szczęście, że dostał się na trybuny, ale gdy je opuścił z grupą innych kibiców, w drodze do metra został zaatakowany gazem łzawiącym przez francuską policję. Gdy odciągnął żonę i syna w ustronne miejsce, czyhała na nich szajka, która chciała okraść ich z wszelkich cennych przedmiotów. Kibic został powalony przez kilku napastników, inni targali jego żonę za włosy. Udało im się jednak wyrwać i uciec. - To było jak sceny w "Walking Dead". Mam 186 cm wzrostu, ważę 110 kilo. Niełatwo mnie zastraszyć, ale wtedy byłem w szoku - opowiedział potem. Według jego relacji policjanci stali 50 metrów od zajścia, ale nie reagowali. Gdy pobici i okrwawieni Salinas z żoną poprosili funkcjonariuszy o pomoc, ci im odmówili.  

Francuska policja rozpylała gaz dla zabawy?

Carl Clemente, autor dwóch książek o historii drużyny Liverpoolu, oskarżył francuską policję o to, że rozpylała gaz łzawiący na kibiców dla zabawy. W mediach społecznościowych pokazał swojego płaczącego dziewięcioletniego syna. "Zostałem trafiony bezpośrednio! Tak toksyczne miejsce zdecydowanie nie jest dla dzieci! Piłka nożna jest skończona" - napisał.

Inny kibic Liverpoolu pisze, że dostał się na stadion dopiero po pierwszej połowie. W międzyczasie cztery razy przeżył atak gazowy ze strony policji, a jego 14-letni kuzyn został pobity przez bandytów, którzy chcieli mu ukraść bilet. 

Policja zwęziła przejście, skanery nie czytały kodów na biletach

Podobnych historii są dziesiątki. Wynika z nich, że głównymi winnymi opóźnienia meczu byli francuscy funkcjonariusze, którzy skanalizowali ruch kibiców w wąskich przejściach do stadionu i reagowali agresją na wszelkie próby protestu. W jednym miejscu tak ustawili swoją furgonetkę, by fani mieli nie więcej niż dwa metry przestrzeni na przejście. 

Według relacji The Athletic bilety sprawdzało niewielu stewardów. O kontroli osobistej właściwie nie było żadnej mowy. W dodatku automaty skanujące bilety nie działały prawidłowo. Oryginalne bilety były skanowane po kilka razy, zanim bramka się otworzyła. W pewnym momencie wejścia w ogóle zamknięto. To, że nie doszło do tragedii, organizatorzy zawdzięczają zdyscyplinowaniu fanów Liverpoolu, którzy sami dbali o porządek. Ale ściśnięci w kolejce świadkowie twierdzą, że do wybuchu paniki było bardzo blisko. 

Bzdurą był zatem komunikat UEFA, że winnymi opóźnienia są kibice Liverpoolu, którzy spóźnili się na stadion. Nie ma mowy o spóźnieniu, skoro znakomita większość kibiców musiała stać w kolejce ponad dwie i pół godziny.  

Kibice, którzy zrezygnowali z wejścia na stadion nie mieli gdzie uciec

Do dantejskich scen dochodziło też po wejściu na stadion. Jeden z fanów udokumentował zajście, gdy jeden z kibiców już po wejściu na stadion osunął się na ziemię, bo nie mógł oddychać, a drugi w tym samym momencie dostał gazem pieprzowym w twarz, choć spokojnie próbował zeskanować swój bilet. 

Wielu kibiców z biletami w ogóle zrezygnowało z próby wejścia na stadion. Student Will Seeney i jego brat sześciokrotnie zostali spryskani gazem. Postanowili poszukać drogi odwrotu. - Mieliśmy dość zastraszania i znęcania się nad nami. Próbowaliśmy wyjść z kolejki. Gdy pytaliśmy policję, jak się stąd wydostać, oni podnieśli swoje tarcze do góry i zaczęli grozić nam pałkami - mówi Seeney, cytowany przez The Athletic. 

Według relacji świadków w tłumie kibiców pełno było członków lokalnych gangów, którzy wykorzystywali okazję, by próbować dostać się na stadion bez biletów i atakowali policjantów butelkami.  

Po końcowym gwizdku kibice stali się zwierzyną łowną

Po końcowym gwizdku rozegrała się kolejna odsłona dramatu. Kibice znów zostali stłoczeni w wąskich przejściach. Każdego, kto się odłączył od tłumu, atakowali miejscowi przestępcy. Kradli telefony, portfele, zegarki, a nawet okulary przeciwsłoneczne. Policja pozostawała bierna.  

Paul Simpson, kibic Liverpoolu z Sheffield: - Lokalne gangi próbowały obrabować kibiców Liverpoolu, a policja absolutnie nie była zainteresowana, by temu przeciwdziałać. Dzieci były świadkami, jak bandyci kopią ludzi po głowach, a policja nic nie robi. 

"Noc po meczu była najbardziej przerażająca, jaką w życiu przeżyłem. Zorganizowane gangi napadały na fanów. W drodze do metra zostaliśmy rzuceni w ręce bandytów. Policji nie było w zasięgu wzroku. Byłem świadkiem wielu zasadzek na niczego niepodejrzewających kibiców" - napisał na Twitterze Jim Beglin, były piłkarz m.in. Liverpoolu a obecnie komentator meczów piłkarskich. 

Z relacji kolejnych fanów i obserwatorów wynika, że kibice byli dosłownie zwierzyną łowną. Gdy któryś pognał za złodziejem, który wyrwał mu telefon, i odłączył się od większej grupy, napotykał całą zgraję, nierzadko uzbrojonych w noże bandytów, którzy pozbawiali fana reszty dobytku. Tak samo działo się zarówno wobec fanów Liverpolu jak i Realu

W kierunku fanów miały też zostać wystrzelone fajerwerki, a pociągi z kibicami zostały obrzucone kamieniami.  

Nawet kibice Liverpoolu, którzy nie chcieli dostać się na stadion, a pozostali w specjalnie dla nich zorganizowanej strefie kibica na Cours de Vincennes, zostali zaatakowani gazem przez policję po ostatnim gwizdku. 

Dla Francji wydarzenia z Paryża to sygnał ostrzegawczy przed innymi ważnymi imprezami. W przyszłym roku odbędzie się tam Puchar Świata w rugby, na który przyjadą setki tysięcy fanów z całego świata. Za dwa lata Paryż będzie gospodarzem igrzysk olimpijskich.