Real dokonał niemożliwego. Odwrócił losy awansu do finału LM golami po 90. minucie meczu

To nie miało prawa się wydarzyć! Manchester City prowadził z Realem Madryt 1:0 i był o krok od finału Ligi Mistrzów. Zespół Carla Ancelottiego odpowiedział jednak w 90. i 91. minucie, doprowadzając do dogrywki! W niej znów królem był Karim Benzema, który zdobył kolejną bramkę, i to mistrzowie Hiszpanii zagrają w finale.

To będą dwie minuty, które przejdą do historii Ligi Mistrzów! Real Madryt do 90. minuty przegrywał z Manchesterem City 0:1, nie oddał celnego strzału i był o sekundy od odpadnięcia z Ligi Mistrzów. Mistrzowie Hiszpanii pokazali jednak, że nie ma sytuacji, w której by się poddali.

Zobacz wideo Kibice chcą pomnika dla Banasika. "Lepiej niech w Radomiu nie staje"

W 90. minucie piłkę z lewej strony zgrał Karim Benzema, z bramki niepewnie wyszedł Ederson, a gola z bliska strzelił Rodrygo. Real Madryt uwierzył w awans. Zespół Carla Ancelottiego wreszcie ruszył na Manchester City i sekundy po pierwszym golu strzelił drugiego. Tym razem z prawej strony dośrodkował Daniel Carvajal, a Rodrygo znów pokonał Edersona.

Zespół Pepa Guardioli był w szoku. Jeszcze w doliczonym czasie gry mistrzowie Anglii mogli stracić trzeciego gola. Mogli, ale tym razem fenomenalnie interweniował Ederson. Takiego huraganu w historii Ligi Mistrzów jeszcze nie było. 

Huraganu, który nie skończył się w podstawowym czasie gry. Już na początku dogrywki uderzenie Benzemy obronił Ederson. Chwilę później Francuza w polu karnym powalił Ruben Dias i Real miał rzut karny. Rzut karny, który pewnie wykorzystał Benzema.

Nieprawdopodobny powrót i awans Realu Madryt!

- Czy będziemy ryzykować i ruszymy na Manchester City? Musimy zagrać idealny mecz. Musimy być lepsi zarówno w niskiej obronie jak i wysokim pressingu. Oczywiście nie będziemy się bronić, bo mamy stratę do odrobienia, ale będą momenty, w których będziemy cierpieć - mówił na wtorkowej konferencji prasowej Ancelotti.

Słowa trenera Realu Madryt były zapowiedzią tego, co zobaczyliśmy przez niemal cały mecz na Santiago Bernabeu. Powtórkę szaleństwa sprzed tygodnia z Etihad Stadium dostaliśmy dopiero w ostatnich minutach. Niemal do końca wydawało się, że Guardiola przechytrzył Ancelottiego spokojem i opanowaniem.

Polska przejęła kolejny turniej od Rosji. Mistrzostwa Europy w rugby w KrakowiePolska przejęła kolejny turniej od Rosji. Mistrzostwa Europy w rugby w Krakowie

Do przerwy oba zespoły oddały po sześć strzałów, ale tylko goście uderzali celnie. Najgroźniej było w 20. minucie, kiedy w polu karnym Realu Madryt z piłką przy nodze znalazł się Bernardo Silva, ale jego uderzenie na rzut rożny odbił Thibaut Courtois. Niedługo później Belg obronił też zaskakujący strzał Phila Fodena sprzed pola karnego.

Real, zgodnie z chłodną zapowiedzią Ancelottiego, nie rzucił się na rywali. Nie znaczy to jednak, że gospodarze nie mieli okazji do pokonania Edersona. Już w 4. minucie dośrodkował Carvajal, a głową niecelnie strzelał Benzema. Kilkanaście minut później w pole karne gości wpadł Vinicius Junior, ale i on uderzył ponad poprzeczką.

To właśnie Brazylijczyk mógł zdobyć pierwszą bramkę w tym meczu już w pierwszej akcji drugiej połowy. Mógł, ale nie trafił do bramki z bliska po zagraniu Carvajala z prawej strony. Chociaż Hiszpan był na spalonym, to wydawało się, że to było poważne ostrzeżenie dla Manchesteru City na resztę połowy.

Tak się jednak nie stało. Mimo że w kolejnych minutach Real chciał grać wysoko, atakować przeciwników, to nie potrafił jednak zagrozić bramce Edersona. Manchester City spokojnie utrzymywał się przy piłce, trzymał Real na dystans, ale też sam nie atakował bramki Courtoisa.

Joshua - Usyk. Anthony Joshua po walce z Ołeksandrem UsykiemJoshua chce sprowadzić mistrza Fury'ego na ring. "Dotrzyma dżentelmeńskiej umowy"

Mistrzowie Anglii wyczekiwali momentu na zadanie decydującego ciosu. I się go doczekali. W 73. minucie Bernardo Silva zaczekał na odpowiedni moment na podanie, Gabriel Jesus ściągnął na siebie uwagę obrońców, a piłka trafiła do Riyada Mahreza. Algierczyk uderzył potężnie w bliższy róg bramki, pokonując Courtoisa. Manchester City zdobył upragnioną bramkę i wydawało się, że jest już w finale Ligi Mistrzów.

W końcówce zespół Guardioli mógł nawet zdobyć kolejne bramki. Mógł, ale szczęścia zabrakło Jackowi Grealishowi. W pierwszej sytuacji piłkę z bramki wybił Ferland Mendy, w drugiej znakomicie interweniował Courtois. Nikt wtedy nie spodziewał się, że te dwie sytuacje będą miały tak niesamowicie poważne konsekwencje.

W dogrywce Courtois raz jeszcze uratował Real Madryt. Belg popisał się kapitalną interwencją, ściągając piłkę sprzed nosa Fernandinho. Gdyby nie bramkarz, Brazylijczyk wbiłby piłkę do bramki z kilku centymetrów. Courtois w tym meczu zagrał jednak jak natchniony i mocno przyczynił się do awansu do finału.

Finału, w którym Real Madryt zagra z Liverpoolem. Ten 28 maja w Paryżu.

Więcej o: