Piękny sen kopciuszka trwał godzinę. Liverpool odarł go z marzeń i zagra w finale [WIDEO]

Do przerwy wydawało się, że niemożliwe rzeczywiście nie istnieje, ale ostatecznie sensacji jednak nie było. Villarreal prowadził z Liverpoolem 2:0, poważnie nastraszył faworyta do awansu do finału Ligi Mistrzów, ale po przerwie opadł z sił i przegrał mecz 2:3.

W 62. minucie marzenia Villarrealu umarły, a atmosfera na rozśpiewanych i energicznie reagujących trybunach wyraźnie się pogorszyła. Zespół Unaia Emery'ego popełnił pierwszy poważny błąd w ustawieniu w obronie, co Liverpool bezlitośnie wykorzystał.

Zobacz wideo Kibice chcą pomnika dla Banasika. "Lepiej niech w Radomiu nie staje"

Mohamed Salah podał do Fabinho, a Brazylijczyk mocnym strzałem między nogami pokonał Geronimo Rullego i zdobył bramkę na 1:2. Energia w zespole Emery'ego spadła, tak samo jak wiara fanatycznych kibiców na trybunach. Pięć minut później był już remis, który rozstrzygnął losy dwumeczu.

Trent Alexander-Arnold popisał się cudownym dośrodkowaniem z prawej strony lewą nogą, a bramkę głową zdobył Luis Diaz. Liverpool po pierwszej katastrofalne połowie przebudził się i dopadł Villarreal. Z 0:2 zrobiło się 2:2 i stało się niemal pewne, że to zespół Juergena Kloppa pojedzie do Paryża.

W 74. minucie nie było już żadnych wątpliwości. Zrezygnowani gospodarze popełnili kolejny błąd w obronie, Sadio Mane wybiegł z własnej połowy, wyszedł sam na sam z bramkarzem, minął go i wbił piłkę do pustej bramki na 3:2.

Villarreal nastraszył Liverpool

- Nie gramy o żaden honor. Gramy o zwycięstwo i awans - na poniedziałkowej konferencji prasowej przekonywał Emery. On, tak samo jak jego piłkarze i kibice w maleńkim miasteczku, wierzył w cud. Przed wtorkowym meczem fani Villarreal przygotowali efektowną kartoniadę, którą chcieli natchnąć swoich piłkarzy.

Villarreal - LiverpoolVillarreal powinien mieć rzut karny? Kontrowersja w Lidze Mistrzów [WIDEO]

A fakty były dla Villarrealu brutalne. Pierwszy mecz z faworytem rozgrywek przegrali 0:2. Chociaż do wtorku Villarreal nie przegrał u siebie żadnego meczu w fazie pucharowej Ligi Mistrzów, to w żadnych z tych siedmiu spotkań nie zdobył więcej niż jednej bramki. Tylko najwięksi optymiści wierzyli, że zespół Emery'ego sprawi sensację.

Najważniejsze było jednak to, że on sam w to wierzył. Już w 3. minucie było 1:0 dla gospodarzy. Z prawej strony piłkę zagrał Etienne Capoue, a źle ustawioną obronę Liverpoolu skarcił Boulaye Dia, który z bliska wbił piłkę do bramki.

W porównaniu do meczu sprzed tygodnia na Anfield Road Villarreal był nie do poznania. W Anglii Hiszpanie zagrali bojaźliwie, schowali się za podwójną gardą i w żaden sposób nie zagrozili rywalom. W meczu u siebie byli odważni, chcieli szybko i wysoko odbierać piłkę oraz nadawać tempo grze.

W 41. minucie ich starania zostały nagrodzone. Z prawej strony dośrodkował Capoue, a w polu karnym kapitalnie wyskoczył Francis Coquelin, który uderzeniem głową nie dał najmniejszych szans Alissonowi.

Villarreal był w ekstazie, Villarreal pokazał, że niemożliwe nie istnieje. Po przerwie gospodarze dostali jednak bolesną lekcję futbolu. Drużyna Emery'ego cofnęła się, nie była już agresywna i przypominała swoją wersję sprzed tygodnia. Zamiast efektownych akcji i pressingu było wieczne spóźnienie i frustracja. Jej najlepszym podsumowaniem była czerwona kartka dla Capoue, który wyleciał z boiska za dwie żółte kartki. Obie wynikające ze spóźnienia.

Pep GuardiolaDziennikarz zapytał i zaskoczył Guardiolę. "Przepraszam?"

Villarreal przekonał się, że tak intensywna gra jak przed przerwą zostawia poważne ślady. Hiszpanie byli zmęczeni i nie byli w stanie podjąć rękawicy ze zmotywowanym i złym Liverpoolem. Gole Fabinho, Diaza i Mane sprawiły, że to Anglicy zagrają w finale w Paryżu. Z kim? Przekonamy się już w środę po rewanżu Realu Madryt z Manchesterem City.

Więcej o: