"Real wszedł w tryb nieśmiertelności". Hiszpańskie media reagują na mecz roku w LM

Hiszpańscy dziennikarze nie przejmują się porażką Realu Madryt w półfinale Ligi Mistrzów z Manchesterem City. Zamiast tego zachwycają się Karimem Benzemą i tym, że Real jest "nieśmiertelny". Zgodnie przyznają jednak, że fakt, że piłkarze Ancelottiego nie zostali zmiażdżeni, to cud.

Cóż to był za mecz! W pierwszym półfinałowym spotkaniu Ligi Mistrzów Manchester City pokonał Real Madryt 4:3. Gospodarze już po 11 minutach prowadzili 2:0 i dominowali na boisku. Mieli też kolejne sytuacje i wydawało się, że goście zostaną rozbici, ale to Real raz za razem łapał z nimi kontakt. Wielka w tym zasługa Karima Benzemy, który strzelił dwie bramki. Najpierw potrzebował do tego pół sytuacji, a potem wykorzystał rzut karny i strzelił "panenką".

Zobacz wideo Tak dziś wygląda Ze Roberto. WOW!

Karim Benzema i Robert LewandowskiLewandowski ogląda się za siebie. A tam Benzema. 86:85 w LM

"Cud" w Manchesterze. Real nie dał się rozbić. "Znalazł szczęście na każdym kroku"

Hiszpańskie media po meczu są zgodne co do jednego – mimo że City było lepsze, to zwycięstwo zaledwie jedną bramką powoduje, że sprawa awansu jest otwarta. Dziennikarze traktują ten wynik niemal jak remis, który, nawiasem mówiąc, Realowi się nie należał. "Marca" pisze o "cudzie".

"Jeszcze jeden cud. Real Madryt wyszedł żywy z pojedynku z City, które było lepsze zarówno z piłką, jak i bez niej, i pokonało ogólnie zły występ w defensywie. Jak to się stało? Ponieważ ma wyjątkowego napastnika, zdolnego do zdobycia dwóch bramek w momentach największego zapotrzebowania i geniuszu, który graniczy z szaleństwem" – napisał dziennikarz w tekście o wiele mówiącym tytule "Benzema utrzymuje Madryt przy życiu".

Więcej treści sportowych znajdziesz również na Gazeta.pl

"Bernabéu co tydzień jest proszone o cud. Real zabiera City na swoje terytorium, na którym każdy może zostać zmiażdżony. Staje się to po niesamowitym i nieoczekiwanym pojedynku, w którym defensywa była sierotą i który był godny finału. Nie ma pucharów w gablotach bez gorszych meczów. Zespół Ancelottiego ma już trzy, ale na świecie nie ma nikogo, kto byłby w stanie tyle razy wstawać" – przekonuje "AS". Dziennikarz dodaje, że "nie ma nikogo, kto zabiłby Madryt", który "w trybie nieśmiertelnym jedzie na swój stadion po niesamowitym meczu bez obrony". Zauważono również, że Manchester City był "kruchy z tyłu", ale doceniono jego siłę ognia.

Kevin De BruyneLewandowski? Benzema? Kevin De Bruyne pokazuje: jestem. Fenomen [WIDEO]

O cudzie pisze również "Mundo Deportivo". "Real Madryt po raz kolejny wystąpił w nowym cudzie w Lidze Mistrzów. Manchester City był w stanie zmiażdżyć gości, ale na koniec ma przewagę tylko jednego gola przed wyjazdem na Bernabeu. To będzie teren, na którym rozstrzygnie się, czy do finału w Paryżu trafi Real Madryt, czy City. Ktokolwiek to zrobi, będzie tym, który popełni najmniej błędów, ponieważ mecz Etihad był świętem defensywnych błędów obu drużyn, które spowodowały, że pojawiło się siedem bramek. Real Madryt zagrał kiepski mecz, ale wyjeżdża z Manchesteru żywy, a tego szukał Ancelotti w pierwszym meczu półfinałowym. Real Madryt trafił na Etihad ciałem, ale nie duszą. Ta została w hotelu, w autobusie lub gdzieś indziej. Jedenastu piłkarzy wystawionych przez Ancelottiego wskoczyło na boisko jak ktoś, kto ma rozegrać mecz "singli z małżeństwami". I może nawet nie to, bo w tych pojedynkach jest więcej napięcia, więcej zaangażowania niż u Realu, który już po dwóch minutach stracił pierwszą bramkę" – podsumował dziennikarz.

"Manchester City uderzył, ale nie zabił Realu" – to z kolei podsumowanie katalońskiego "Sportu". "Manchester City wychodzi zwycięsko z pierwszego ataku, ale Real wyjechał żywy. Podopieczni Guardioli wygenerowali mecz, w którym mogli zmiażdżyć podopiecznych Ancelottiego, ale Madryt znalazł cud na każdym rogu. Gra była tytaniczna, z zaciekłym startem w wykonaniu Manchesteru. De Bruyne był fantastyczny, Foden był diabłem, a Bernardo wytchnieniem. Mahrez nie miał swojego wieczoru, ku rozpaczy Pepa Guardioli. Miał go za to Benzema i Vinicius. Kłopoty City na boku kosztowały podopiecznych Pepa gola, który był w stanie opanować niesamowitą wymianę ciosów" – czytamy w tekście. Dodano, że oba zespoły będą musiały zagrać wielki mecz na Bernabeu, żeby znaleźć się w finale w Paryżu.

Wielki Benzema dał nadzieję Realowi. I dogonił Lewandowskiego [WIDEO]Wielki Benzema dał nadzieję Realowi. I dogonił Lewandowskiego [WIDEO]

Rewanż odbędzie się w środę 4 maja o godzinie 21. W drugim półfinałowym meczu Villarreal zmierzy się z Liverpoolem.

Więcej o: