Aż trudno uwierzyć w to, jak zagrał Lewandowski. "To on w ogóle grał?"

Antoni Partum
Robert Lewandowski przypomniał nam, że jest tylko człowiekiem. Że nawet on może mieć gorszy mecz, czy pisząc wprost: kompletnie rozczarowujący. W środowy wieczór Raul Albiol i Pau Torres, stoperzy Villarrealu, schowali go do kieszeni, a Bayern Monachium przegrał 0:1. Po ostatnim gwizdku można było sobie zadać pytanie: "Lewandowski? To on w ogóle grał?".

Choć Villarreal to zdobywca Ligi Europy, który w poprzedniej rundzie fazy pucharowej LM ograł w dwumeczu Juventus 4:1, to w Monachium poczuli ulgę po losowaniu par ćwierćfinałowych. No i trudno się dziwić, bo nie dość, że można było trafić na mocniejszego rywala, to jeszcze Bayern jest w świetnej formie. Fazę grupową zakończył z kompletem punktów (18/18), a w 1/8 finału rozgromił RB Salzburg aż 8:2. Przed środowym starciem, Bayern w tej edycji LM strzelał średnio 3,75 bramki na mecz. Kosmos. 

Zobacz wideo To piłkarze stoją za buntem PZPN. Wiemy, kto był inicjatorem

Karim Benzema rozegrał znakomity meczBenzema goni Lewandowskiego w klasyfikacji wszech czasów Ligi Mistrzów. Ależ pościg

Dobrej myśli mógł być też Robert Lewandowski, autor 12 goli w tej edycji. Licząc wszystkie rozgrywki Polak zanotował w tym sezonie 45 trafień w 38 meczach, więc nawet dobrze zorganizowana defensywa Villarrealu nie musiała na nim robić wrażenia. A przecież mówimy o zespole, który w 30 meczach ligi hiszpańskiej stracił zaledwie 29 bramek, raptem trzy mniej niż Real Madryt, lider La Ligi.

Problem w tym, że obrońcy gospodarzy też nie pękali i byli gotowi na bitwę. - Mierzyłem się z nim na Euro, więc wiem, że to kompletny napastnik. Czasami wydaje ci się, że nie jest zaangażowany w grę, ale to nieprawda. On bierze udział w każdej akcji meczu. Ostatnio kryłem Dusana Vlahovicia z Juventusu, którego ruchy też trudno przewidzieć. Oddawał groźne strzały z niemal każdej pozycji. W starciu z Lewandowskim będziemy potrzebowali wsparcia całego zespołu, ale to stoperzy będą odpowiedzialni za jego krycie. Ale ja akurat lubię takie wyzwania - mówił przed meczem 25-letni Pau Torres, kreowany na następcę Sergio Ramosa. W obronie partnerował mu 36-letni Raul Albiol, dwukrotny mistrz Europy i złoty medalista mundialu, który rozegrał 236 meczów dla Napoli i ponad sto dla Realu. Od 2019 roku gra w Villarrealu.

- Nie znaleźliśmy się tutaj przypadkowo. Jesteśmy gotowi na takie wyzwania. Nie patrzymy na Lewandowskiego, Muellera czy Sane z zachwytem. Powalczymy o półfinał, bo jesteśmy dobrzy - motywował swoich piłkarzy Unai Emery.

I nie były to puste słowa. Już w 2. minucie Pau Torres wygrał pojedynek biegowy z Polakiem, a w 19. minucie Lewandowski przegrał główkę z Albiolem. I tak już było do końca meczu. Gdy Polaka krył Torres, to asekurował go Albiol. I na odwrót. Choć trzeba zaznaczyć, że i tak byli wspierani niemal przez cały zespół, a w szczególności lewą flankę: Juana Foytha i Giovaniego Lo Celso, który swoimi heroicznymi powrotami usłyszał chyba najwięcej braw.

Po pierwszej połowie Villarreal prowadził 1:0 po bramce Arnauta Danjumy. Lewandowski był kompletnie niewidoczny. Zanotował zaledwie trzynaście kontaktów z piłką. Do tego: zero dryblingów i zero strzałów. Zresztą, żaden piłkarz Bayernu nie uderzał na bramkę Gerónimo Rulliego.

A co się działo po przerwie? Lewandowski dalej był niewidoczny

Mecz się otworzył. Na boisku było coraz więcej wolnych przestrzeni, co przełożyło się na sytuacje strzeleckie. Bayern starał się atakiem pozycyjnym przebić przez szczelną defensywę rywali, a gospodarze groźnie kontrowali. I to Hiszpanie byli bliżej podwyższenia na 2:0, niż Bayern gola wyrównującego.

Trudno w to uwierzyć, ale Lewandowski nie doszedł do żadnej klarownej sytuacji strzeleckiej. Żadnej! Polak nie zanotował też żadnego udanego dryblingu, ani akcji, z której byśmy go zapamiętali. Zapamiętamy raczej realizatora, który najeżdżał kamerą na wyraźnie rozjuszonego napastnika, po kolejnych przegranych pojedynkach. Bayern stworzył sobie 21 sytuacji, ale Polak nie był bohaterem ani jednej z nich.

Wyścig o Złotą Piłkę

Sprawa awansu wciąż jest otwarta, a rewanż odbędzie się za tydzień w Monachium. Polak jednak musi uważać na rozpędzonego Karima Benzemę, który popisał się hat-trickiem w meczu z Chelsea (3:1) i tym samym traci do Polaka już tylko jedno trafienie w klasyfikacji strzelców, albo trzy trafienia, licząc wszystkie sezony (82 do 85).

Ale przecież nie o same gole chodzi. Kolejny koncert Francuza sprawił, że wielu kibiców zapewne wróci do rozważań o tym, kto jest najlepszym piłkarzem świata. I mają na to dobry moment, bo właśnie Polak przypomniał nam, że jest tylko człowiekiem i nawet on miewa gorsze mecze. 

Więcej o: