Ta oni zdecydowali o zwycięstwie Realu. Bez nich Benzema nie zostałby bohaterem

Patryk Stec
Nazwisko Karima Benzemy, strzelca trzech goli dla Realu Madryt w mecz PSG, po niesamowitym odwróceniu rywalizacji z paryżanami odmieniane jest przez wszystkie przypadki. W drodze do ćwierćfinału Ligi Mistrzów Francuz nie byłby jednak aż taką gwiazdą, gdyby nie świetnie grający pomocnicy i trener Carlo Ancelotti.

W pierwszym meczu w Paryżu Real przegrał 0:1 i był w trudnej, choć nie na straconej pozycji. Przed rewanżem eksperci byli zgodni - zespół Carlo Ancelottiego musi zagrać ustawiony wysoko, z intensywnym pressingiem, który pozwoli odzyskać kontrolę nad dwumeczem. Taktyczny plan trzeba było jednak modyfikować i to nie tylko dlatego, że w środę w Madrycie to PSG objęło prowadzenie 1:0.

Zobacz wideo Michniewicz dotrzymał słowa. Wielki nieobecny reprezentacji Polski [SPORT.PL LIVE #16]

Real zagrał wyżej niż zwykle

W pierwszej połowie kluczowy dla Realu był środkowy pomocnik Toni Kroos. Ancelotti mówił, że niemiecki pomocnik zagra tylko, jeśli będzie gotowy na 100 proc. Rzeczywistość okazała się trochę inna, bo u Kroosa widać było pewne braki fizyczne, ale swoją pracę wykonał jak należy.

Niemiec wyszedł na boisko z innymi zadaniami niż zwykle. Nie rozprowadzał piłki, ale ją odzyskiwał. Zdecydowanie częściej harował w obronie niż myślał o ataku. Intensywny pressing szybko wyeksploatował jego siły, jednak Kroos wykonał bardzo pożyteczną pracę, która pozwoliła zatrzymać kontrataki PSG.

Ale nie wszystkie i nie za każdym razem - przynajmniej w przypadku Kyliana Mbappe. Wysokie ustawienie Realu stwarzało równocześnie ryzyko, że PSG znajdzie więcej miejsca na atak. Gdy ofensywni gracze gospodarzy doskakiwali do obrońców i rozgrywających paryżan, Kroos był osamotniony w środku pola z Lionelem Messim i Neymarem u swoich boków. Obaj wiedzieli jak w takiej sytuacji się ustawić, ale nie potrafili odpowiednio wykorzystać przestrzeni, która automatycznie się wytworzyła. Dlatego PSG znajdowało w praktyce jeden prosty pomysł na grę - odzyskanie piłki i podanie właśnie do Mbappe. Było to widać przy bramce dla PSG.

Skandal i kompromitacja. Prezes PSG nie wytrzymał po meczu LM. Skandal i kompromitacja. Prezes PSG nie wytrzymał po meczu LM. "Zabiję cię"

Swoją drogą Francuz w pierwszej połowie miał zbyt dużo miejsca, szczególnie na lewym skrzydle, gdzie nie najlepiej spisywał się Dani Carvajal. Równocześnie Realowi brakowało mimo wszystko intensywności w ataku. Co prawda Ancelotti postawił od początku w środku pola na Fede Valverde, który nadał dynamiki atakom Realu, ale wciąż było to za mało, aby zdobyć bramkę.

Wtedy Włoch odwrócił przebieg meczu dwiema zmianami - w 57. minucie na boisko weszli Rodrygo oraz Eduardo Camavinga. Pierwszy zastąpił na skrzydle Marco Asensio, zaś drugi w środku pola Kroosa. Obaj okazali się zawodnikami, którzy niemal od razu dali sygnał do ataku. Efektem tego nacisku był nieustępliwy pressing Karima Benzemy, błąd Gianluigiego Donnarummy i wyrównujący gol w 61. minucie, który dał nadzieję kibicom na Santiago Bernabeu. A gdy fani i piłkarze Realu odzyskają nadzieję, to  przeciwnicy zwykle mają problem.

Wejście Camavingi pomogło nie tylko w zdobyciu pierwszej bramki. Na jego występie mocno skorzystał Luka Modrić, który od razu miał więcej miejsca na boisku. Wtedy zobaczyliśmy luz, finezję i geniusz Chorwata, który tego dnia był znowu bohaterem "Madridistas". Zaliczył świetną asystę przy golu Benzemy na 2:1, a oprócz gry w ofensywie, walczył w obronie, gdzie dał o sobie znać choćby pięknym wślizgiem, gdy wybił piłkę Messiemu. To wszystko spowodowało, że stał się jednym z bohaterów tego spotkania wraz z Benzemą i bramkarze Thibautem Courtois, który w pierwszej połowie nie raz uratował skórę swojemu zespołowi. 

"Był jednym z przywódców remontady, oferując piękną grę, rozegranie i zaangażowanie. Kluczowy dla Realu w drugiej połowie. Historyczny piłkarz" - tak grę Modricia ocenili dziennikarze "Marki". Zresztą tytuł tekstu, w którym znalazły się oceny zawodników Realu, był bardzo wymowny: "Luka Modrić jest wieczny".

Przełomowy mecz Fede Valverde

Do tej pory hierarchia w środku pola Realu Madryt była jasna - grali Casemiro, Kroos i Modrić. 23-letni Fede Valverde pełnił rolę tego czwartego. Wielu kibiców domagało się większej rotacji i częstszej gry Urugwajczyka - argumentowano, że sezon jest długi, Real walczy na dwóch frontach, a środek pomocy potrzebuje oddechu i nawet najlepszy fachowiec od przygotowania fizycznego, jakim jest w Realu Antonio Pintus, nic nie poradzi na zmęczenie starszych zawodników będących nieustannie w grze. Ancelotti nie ma jednak zaufania do Valverde. Choć po środowym zwycięstwie z PSG lepiej napisać, że go nie miał.

Neymar i Donnarumma starli się po porażce z Realem MadrytMedia: Awantura w szatni PSG. Wściekli piłkarze skoczyli sobie do gardeł

Bo Urugwajczyk na to zaufanie zapracował. "Marca" podkreśliła jak ważny był to mecz dla Valverde, który spotkanie z PSG potraktował jak mecz życia. W środę jako pierwszy pojawił się w klubowym ośrodku Valdebebas i całkowicie odciął się od świata, wyłączając telefon. Skupił się tylko na PSG, a efekty było widać na boisku. Miał prawie 90-procentową skuteczność podań i był pomocnikiem od wszystkiego.

Urugwajczyk wprowadził intensywność w rozgrywaniu, której nie może dać w tej chwili żaden inny środkowy pomocnik w kadrze Realu. Nic dziwnego, że po meczu padł z sił i zalał się łzami. Dowiedział się co znaczy gra dla Realu przeciwko wielkiemu rywalowi na Santiago Bernabeu w Lidze Mistrzów.

Nieoszlifowany diament

Innym bohaterem środka pola w meczu przeciwko PSG był wspomniany już Camavinga. Od dawna wiadomo, że jest wielkim talentem, choć do Madrytu 19-latek trafił niejako w zastępstwie Mbappe. W lecie Real był skupiony na sprowadzeniu gwiazdy PSG, ale gdy stało się jasne, że paryżanie nie podejmą negocjacji, prezes Florentino Perez przekierował swoją uwagę właśnie na grającego w Rennes pomocnika Camavingę. Wielu doszukiwało się w tym złośliwej zagrywki, która miała utrzeć nosa PSG na ich podwórku, ale prawda była taka, że Francuz już od dawna był obserwowany przez hiszpańskich skautów.

Dla niego zwycięstwo z PSG też może być przełomem. W weekendowym spotkaniu przeciwko Realowi Sociedad, wygranym 4:1, Camavinga strzelił gola. W środowy wieczór na Santiago Bernabeu nie tylko pojawił się na murawie, ale też dał sygnał do bardziej odważnego podejścia na połowę PSG, pośrednio przyczyniając się do odrobienia strat z pierwszego spotkania.

Oczywiście, największą gwiazdą zwycięskiego meczu z PSG był Benzema. Trzy gole w niespełna 20 minut i to w tak trudnym momencie dla zespołu - to nie zdarza się często. Paryski gwiazdozbiór został jednak rozbity także dlatego, że wielką pracę w linii pomocy wykonali Kroos, Modrić, Valverde i Camavinga. Ancelotti wiedział jak ich ustawić i jak nimi rotować - klucz, który otworzył Realowi drzwi do ćwierćfinału Ligi Mistrzów leżał w pomocy.

Nikita MazepinBiałorusko-rosyjski miliarder chce pozwać Amerykanów. Mści się za syna

Więcej o: