Półtora miliarda euro wyrzucone w błoto. Ta klęska boli najmocniej

Konrad Ferszter
1,5 miliarda euro od katarskich właścicieli, największe gwiazdy światowego futbolu, ambicje sięgające dominacji w Lidze Mistrzów, a efekt od lat ten sam - odpadając z Realem Madryt PSG przypomniał, że jest symbolem marnotrawienia ogromnych pieniędzy, budowania chwiejnych gwiazdozbiorów i spektakularnych klęsk. W tym roku ta klęska boli wyjątkowo mocno, bo twarzą promuje ją Lionel Messi, a w tle pozostają katarskie mistrzostwa świata.

"To niewytłumaczalne". "PSG nagle się rozsypało się i straciło wszystko w kwadrans". "Sparaliżowane strachem kompletnie zgasło". "Real Madryt awansował, bo wykorzystał fakt, że PSG zwycięstwo podało mu na talerzu". I to wszystko o drużynie, w której grają Lionel Messi, Kylian Mbappe i Neymar. To komentarze o klubie, w który przez 11 lat wpompowano 1,5 miliarda euro od katarskich właścicieli. To cytaty, które doskonale oddają paryską niemoc nie tylko w przegranym 1:3 środowym meczu z Realem, a w szerszej perspektywie podsumowują fiasko planów PSG o podboju Ligi Mistrzów.

Zobacz wideo Polacy rozwiązali kontrakty z rosyjską organizacją. "Decyzję podjęliśmy w minutę"

Fakty są takie, że wielkie PSG maleje za każdym razem, gdy na jego drodze pojawiają się problemy.

700 milionów za cztery ćwierćfinały

PSG i Liga Mistrzów to para wybitnie od lat do siebie niepasująca. Paryżanie od dekady wymieniani są w gronie największych faworytów do wygrania rozgrywek, ale w każdym kolejnym sezonie spektakularnie się w nich rozbijają. O ile w kraju niemal co roku PSG ośmiesza rywali gigantyczną przewagą (choć ostatnio w walce o mistrzostwo Francji wyprzedziło go Lille), o tyle w Europie samo regularnie robi za pośmiewisko. Paryżanie są najlepszym przykładem na to, że same pieniądze w futbolu sukcesu nie dają i obalają tezy o istnieniu piłkarskich "samograjów".

Mecz z Realem w Madrycie nie był pierwszym, w którym PSG oddało wyraźną przewagę i awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Za rządów Katarczyków pierwsza taka sytuacja miała miejsce już w 2014 roku. Mimo że PSG wygrało u siebie z Chelsea 3:1, to na wyjeździe przegrało 0:2, decydującą bramkę tracąc na cztery minuty przed końcem podstawowego czasu gry.

Karim Benzema i piłka, którą zabrał po mecz z PSGBenzema wziął piłkę, koledzy napisali mu wiadomość. Lewandowski mógłby się kłócić

I choć tę samą Chelsea w kolejnych dwóch sezonach PSG eliminowało, to w kolejnych rundach nie dawało rady odpowiednio FC Barcelonie (1:5 w dwumeczu) i Manchesterowi City (2:3 w dwumeczu). Chociaż w ciągu pierwszych sześciu lat panowania w klubie Katarczycy wydali blisko 700 milionów euro na transfery, to PSG ani razu nie zagrało w półfinale Ligi Mistrzów, co roku odpadając w ćwierćfinale.

Miał być przełom, była klęska

Przełomowym momentem w historii katarskich rządów w Paryżu miały być konsekwencje tego, co wydarzyło się wiosną 2017 roku. To wtedy mistrzowie Francji odpadli już w 1/8 finału Ligi Mistrzów, mimo że w pierwszym meczu pokonali FC Barcelonę aż 4:0. Na Camp Nou zespół Unaia Emery'ego przegrał jednak aż 1:6 i zaliczył pierwszy z "hiszpańskich koszmarów", o jakich po środowej porażce z Realem rozpisywały się francuskie media.

Kilka miesięcy później właściciele PSG rozbili bank, płacąc rekordowe 222 miliony euro za Neymara. Tego samego roku do klubu z AS Monaco trafili też Kylian Mbappe czy doświadczony obrońca Dani Alves. Ale znów - wszystko na nic. PSG wciąż królowało jedynie w kraju, a w Europie się kompromitowało.

Legia w rok spadła na samo dno. 'Ależ zjazd'Media: Były piłkarz Liverpoolu zagra w ekstraklasie. Finalizują transfer

W pierwszym sezonie super atak paryżan w 1/8 finału bez problemu zatrzymał Real, który wygrał dwumecz 5:2. Wtedy za winnego uznano Emery'ego, którego na stanowisku trenera zastąpił Thomas Tuchel, a dyrektorem sportowym klubu został jego były zawodnik - Leonardo.

Wymarzony finał i błędne wnioski

To za kadencji Niemca PSG było najbliżej wygrania Ligi Mistrzów, ale równocześnie przy ocenie Tuchela władze klubu popełniły jeden z największych błędów ostatnich lat. O ile prezes Nasser Al-Khelaifi zniósł upokarzającą porażkę z Manchesterem United (PSG wygrało na wyjeździe 2:0, by u siebie przegrać 1:3) w 1/8 finału w sezonie 2018/19, o tyle cierpliwość do niemieckiego trenera stracił po przegranym ponad rok później finale z Bayernem Monachium (0:1).

Chociaż Niemiec nie stracił pracy od razu, tylko w grudniu, to w wywiadach po zwolnieniu opowiadał, że to właśnie po porażce z Bayernem przestał czuć wsparcie najważniejszych osób w klubie. Tuchel nie miał też wsparcia w zawodnikach, którzy mieli skarżyć się u prezesa na jego metody treningowe i decyzje personalne.

Niemiec opuszczał Paryż w niesławie, ale zaledwie kilka miesięcy później uznano go za trenerskiego geniusza. Raptem 33 dni po zwolnieniu z PSG Tuchel podpisał kontrakt z Chelsea. Niemiec podniósł rozbity zespół i wygrał z nim upragnioną Ligę Mistrzów. Co więcej, z londyńczykami triumf święcił też Thiago Silva, którego PSG oddało za darmo rok wcześniej, nie przedłużając z nim kontraktu.

Po sukcesie z Chelsea Tuchel nie zmarnował szansy na wbicie szpilki byłemu pracodawcy mówiąc, że w Londynie wreszcie czuje wsparcie jak w prawdziwym klubie z ambicjami, a nie organizacji politycznej.

Gwiazdozbiór też nie dał rady

Bo właśnie m.in. za polityczną propagandę i ekspozycję siły uznano zeszłoroczne transfery PSG. Mistrzowie Francji nie szczędzili milionów na wzmocnienia i pensje nowych zawodników, sprowadzając nie tylko Messiego, ale też Sergio Ramosa, Gianluigiego Donnarummę, Achrafa Hakimiego, Georginio Wijnalduma czy zapowiadającego się na najlepszego lewego obrońcę na świecie Nuno Mendesa.

Pieniądze nie grały roli, latem najważniejszy był rozgłos, który w kolejnych miesiącach miała spotęgować jeszcze wygrana w Lidze Mistrzów. Dla katarskich właścicieli PSG miało to być idealne poprowadzenie jesiennego mundialu właśnie w Katarze. Wydawało się, że PSG ma wszystko, by wreszcie ten sukces osiągnąć: wielkie gwiazdy i Mauricio Pochettino, czyli doskonałego trenera, który sezon wcześniej, mimo kilku miesięcy pracy, doprowadził drużynę do półfinału.

Wielu porównywało paryżan do "Galacticos" zbudowanych przez Florentino Pereza w Realu Madryt na początku XXI wieku. Wielu uważało też, że dzisiejsze PSG bije tamten Real na głowę. Rzeczywistość okazała się jednak dla nich brutalna, a kluczowe słowo "wydawało się" znów znalazło zastosowanie.

Realowi do pobicia PSG niepotrzebni byli "Galacticos". Wystarczyli doświadczeni Karim Benzema i Luka Modrić czy młodzi Vinicius Junior i Eduardo Camavinga. Ten ostatni, choć pierwszy raz zagrał na tym etapie Ligi Mistrzów, to swoim wejściem na boisko odmienił losy dwumeczu. Real w 30 minut pokazał paryżanom, że do zwycięstw trzeba czegoś więcej niż pieniędzy i wielkich gwiazd.

Choć może nie tyle pokazał, co po prostu przypomniał, bo przecież PSG powinno to wiedzieć od lat. Ale, jak widać, wciąż nie wie.

Więcej o: