Piłkarze szydzili i uważali Michniewicza za dziwaka. Podjął ryzyko, które się opłaciło

Dawid Szymczak
Dobrą taktyką zasypuje różnicę w umiejętnościach między swoim zespołem a rywalem. Pomagają mu drony, kamery taktyczne, tablety i obszerne archiwa w jakości 4K. Na początku piłkarze z tego żartowali, ale szybko polubili technologię tak, jak ich trener - Czesław Michniewicz. - To pracoholik - twierdzi Dawid Kownacki. - Głodny wiedzy, idący z duchem czasu, świetny taktyk, maniak - dodają inni jego byli piłkarze.

Na boisku w Zagrzebiu widać było tylko efekt końcowy. Legia Warszawa, mierząc się z Dinamem - etatowym pucharowiczem, ćwierćfinalistą Ligi Europy, mającym w wyjściowym składzie aż dziesięciu zawodników, którzy w poprzednim sezonie ograli 3:0 Tottenham i aż ośmiu uczestników Euro 2020 - kompaktowo broniła, równo przesuwała, trzymała odpowiednie odległości, a gdy odebrała piłkę, z pomysłem ruszała do przodu. Zremisowała 1:1 i zachowała szanse na awans. Po meczu wróciły opinie, że Czesław Michniewicz jest najlepszym taktykiem w Polsce i jak nikt potrafi przygotować swój zespół do meczu z silniejszym przeciwnikiem. Nas interesowały kulisy - jak Michniewicz to wypracowuje i co konkretnie decyduje o tym, że tak wielu piłkarzy uważa go za jednego z najlepszych taktyków, z jakimi pracowali.

Zobacz wideo "Niewielu polskich trenerów aż tak gruntownie analizuje swoich rywali, jak Michniewicz"

"Trener Michniewicz po hotelu zawsze poruszał się z laptopem. Wołał, coś pokazywał, czasami podczas obiadu"

Od paru lat Czesław Michniewicz na początku pracy w każdym klubie rozdaje piłkarzom tablety, które wibrują później o nieludzkich porach. Piłkarze już po kilku tygodniach współpracy wiedzą, że trener wcześnie wstaje, późno się kładzie, a w międzyczasie uwielbia analizować. Na tablety wysyła im filmy np. z analizą ich zachowania podczas treningu albo z rozebranym na czynniki pierwsze zagraniem z meczu, które akurat wpadło mu w oko. Często pokazuje im też najbliższego rywala, z którym spotkają się twarzą w twarz na boisku: którą nogą prowadzi piłkę, na którą stronę zazwyczaj kiwa, do kogo najczęściej podaje, czego nie lubi, kiedy się gubi, a kiedy bywa najbardziej niebezpieczny. Kiedyś piłkarze młodzieżowej reprezentacji Polski dostali nawet nagranie ze stadionu w Reggio Emilia. "Panowie, zobaczcie, tak wygląda tunel, którym za parę miesięcy wyjdziecie na pierwszy mecz Euro. Tutaj jest szatnia, a takie są trybuny. Patrzcie, murawka perfekt" - pokazywał Michniewicz.

- Trener bardzo dużą uwagę przywiązuje do taktyki. Na zgrupowaniach mieliśmy mnóstwo odpraw i jeszcze indywidualne spotkania z trenerem, na których zwracał uwagę tylko na to, co w danym meczu czeka konkretnie ciebie. Analizy były bardzo obszerne, więc bywało to trochę żmudne i niespecjalnie przyjemne, ale dzięki temu podczas meczu wiedzieliśmy o przeciwnikach dosłownie wszystko. Znaliśmy najmniejsze detale. Bardzo trudno było nas zaskoczyć - wspomina Dawid Kownacki, kapitan prowadzonej przez Michniewicza młodzieżowej reprezentacji Polski. - Trener po hotelu zawsze poruszał się z laptopem. Gdy ktoś przechodził, trenerowi coś się przypomniało, więc od razu go wołał i coś mu pokazywał. Czasami podchodził do jakiegoś zawodnika podczas obiadu i pokazywał mu na tym komputerku dwie-trzy akcje z treningu. Od razu, na gorąco, żeby nie uciekło. Dzięki temu, że byliśmy tak przygotowani taktycznie, mogliśmy mierzyć się i wygrać z zespołami lepszymi od nas: z Portugalią, Włochami czy Belgami. Oglądałem pierwsze spotkanie Legii z Dinamem i przypominały mi się właśnie te nasze mecze - opowiada Kownacki.

- Cecha wspólna: konsekwencja od początku do końca. Dinamo wyszło na prowadzenie, ale gra Legii w ogóle się nie zmieniła. Nie wkradła się panika, żaden piłkarz nie chciał odchodzić od planu i szukać innego rozwiązania na własną rękę. U nas było tak samo. Jak przegrywaliśmy, to nagle nie wywracaliśmy wszystkiego do góry nogami. Szliśmy w zaparte. Graliśmy swoje. Zresztą, często powtarzaliśmy sobie to hasło na boisku. I na koniec tą konsekwentną grą dużo zdziałaliśmy. Legia też: grała swoje, wyrównała, broniła pod koniec i ma przed rewanżem dobry wynik. W takich momentach wychodzi zaufanie zespołu do trenera. Trener Michniewicz je wzbudza, ma taki dar, że potrafi zjednoczyć drużynę i sprawić, że wszyscy patrzą w jednym kierunku. Czasami tak przecież bywa, że piłkarz słucha trenera, ale myśli sobie, że inna taktyka lub zachowanie w danej sytuacji byłoby lepsze. U nas w kadrze czegoś takiego nie widziałem i w Legii chyba też czegoś takiego nie ma. Trener każdy swój pomysł potrafi bardzo przekonująco obronić - uważa Kownacki.

Legia Warszawa - Dinamo. Znamy terminy meczówChorwaci bez litości dla Legii Warszawa. "Nic poza tym"

Taktyka zawsze na pierwszym miejscu. "W Niecieczy trener wypuścił drony nad boiskiem treningowym i na początku patrzyli na niego jak na dziwaka"

"Przywiązanie do taktyki i detali Rafaela Beniteza, olbrzymia charyzma i pewność siebie Jose Mourinho, entuzjazm Juergena Klinsmanna oraz siła osobowości Felixa Magatha. Chciałbym łączyć te cechy jako trener" - czytamy na dawno nieaktualizowanej stronie Czesława Michniewicza. Taktyka pojawia się na pierwszym miejscu. I tak jest do dzisiaj. Trener Legii Warszawa potrafił zamknąć się w domku na Kaszubach, żeby przed młodzieżowymi Europy w spokoju przestudiować gigabajty nagrań. Na co dzień w pracy pomagają mu drony i kamery taktyczne, którymi nagrywa mecze tak, by obraz obejmował całe boisko. Później wszystkie nagrania są zgrywane na dyski zewnętrzne - jak największe pojemnościowo i jak najmniejsze fizycznie, bo powoli zaczyna brakować miejsca w szafach. Archiwum jest potężne. Michniewicz w dowolnym momencie może wrócić do każdego treningu, który przeprowadził w Legii. To sposób na ograniczanie przypadku do minimum - obsesja Michniewicza.

- Dużo jest takich szczególików, które wyróżniają trenera Michniewicza. Chyba już w Niecieczy wypuszczał drony nad boiskiem treningowym i słyszałem, że na początku to się wydawało trochę śmieszne, wszyscy patrzyli na trenera trochę jak na dziwaka, ale tylko do czasu, jak nie zobaczyli efektów. Ta perspektywa z góry bardzo trenerowi Michniewiczowi pomaga tłumaczyć różne założenie: pokazuje odległości między piłkarzami, przesuwanie całych formacji, indywidualne ruchy każdego zawodnika. Z góry widać więcej. Kto nie przesunął, kto się zagapił, kto się dobrze pokazał, ale nie dostał piłki. Z kamer telewizyjnych tego wszystkiego nie widać. A trener podobnie jak mecze, analizuje też treningi, więc te drony naprawdę bardzo się przydają. Niemal na każdej odprawie pojawia się jakiś obraz z treningów i następuje analiza podobna do tej meczowej - mówi Kownacki. 

Ivica Vrdoljak żegna się z LegiąVrdoljak zdradza, co musi zmienić Legia Warszawa w meczu z Dinamem Zagrzeb

- W Polsce i w ogóle w Europie to była nowość, że na treningach nad głowami latają drony. I jak wszystko co nowe było to w szatni tematem do żartów czy delikatnej szydery. Szybko się jednak przyzwyczailiśmy i zobaczyliśmy, że to nie jest tylko gadżet, który ciekawie wygląda, ale naprawdę ma sens i pomaga w przygotowaniach do meczów. Myślę jednak, że mimo wszystko bardziej niż piłkarzom przydawało się to trenerowi, który mógł obejrzeć jeszcze raz cały trening i wychwycić wszystko, czego nie widział z perspektywy boiska. Do nas trafiał ułamek tego, co trener analizował. Pokazywał nam zazwyczaj odległości między piłkarzami, spójność wszystkich ruchów na boisku np. przy zakładaniu pressingu - wspomina Mateusz Kupczak, pomocnik Warty Poznań, który z trenerem Michniewiczem pracował w Podbeskidziu Bielsko-Biała i Bruk-Bet Termalice Nieciecza.

- Na nasze tablety trafiały różne rzeczy. Czasami wycięty rzut wolny z Ligi Mistrzów, żeby każdy obejrzał, bo przed kolejnym meczem będziemy go ćwiczyć i spróbujemy zaskoczyć rywali, a czasami jakaś akcja z drugiej ligi białoruskiej, bo trenerowi spodobał się schemat rozegrania. Czasami widział, że na najwyższym poziomie stosują podobne rozwiązania do naszych, więc też nam to wrzucał. Miałem wrażenie, że trener Michniewicz ogląda wszystkie ligi na świecie. Indywidualnie każdy dostawał od niego coś innego. Kiedyś chyba wrzucił mi analizę gry jakiegoś defensywnego pomocnika, bodaj Sergio Busquetsa, żebym zwrócił uwagę, jak rozgląda się po boisku i później szybko rozgrywa piłkę, bo właściwie nigdy nie dotyka jej więcej niż dwa razy - opowiada Kupczak.

- Na pewno od strony taktycznej to jeden z najlepszych trenerów, jakich spotkałem. Ma wiedzę na bardzo wysokim poziomie. Widać, że dużo jeździł do dobrych trenerów za granicę i inspirował się ich pracą. Jak grałem we Włoszech był kilka razy na takich stażach i chłonął, ile się dało. Jeździł do wielu chłopaków z reprezentacji, którzy pracowali z dobrymi trenerami. Trener Michniewicz ma bardzo duży głód poszerzania wiedzy i otwierania się na nowe rzeczy. Ale chyba najważniejsze w jego pracy jest to, że potrafi dobrać taktykę do drużyny. Nie przychodzi do zespołu z gotową taktyką, która jemu najbardziej odpowiada i którą lubi grać, tylko dobiera założenia meczowe i pomysł na grę do charakterystyki i umiejętności piłkarzy. Później to się wszystko łączy, bo pozostaje jeszcze przeciwnik i jego rozpracowanie. Ale to też silna strona trenera Michniewicza. Poświęca temu bardzo dużo czasu. Co by nie mówić, trener jest pracoholikiem - uśmiecha się Kownacki.

Z byłym kapitanem młodzieżówki zgadza się Igor Lewczuk, który w poprzednim sezonie zdobył z prowadzoną przez Michniewicza Legią mistrzostwo Polski. - Rzeczywiście poświęca taktyce bardzo dużo czasu. Każdy trener robi gierki czy ćwiczenia, które mają pomóc zrealizować przygotowaną na dany mecz taktykę, ale trenera Michniewicza wyróżnia to, że przy okazji bardzo dużo rzeczy pokazuje i objaśnia na wideo. Ma materiały z dronów i świetnie przygotowane analizy. Wszystko klarownie podane. Pod tym względem to zdecydowana czołówka. Jestem jednak tego zdania, że w przypadku oceny trenerów wszystko determinuje wynik - mówi.

Legia Warszawa - Dinamo. Znamy terminy meczówLegia - Dinamo o awans w el. Ligi Mistrzów! Gdzie i o której oglądać?

- Byłem w szatni z paroma trenerami, których pomysły brzmiały naprawdę bardzo dobrze, wszystko wyglądało na poukładane, treningi były ciekawe, ale później w meczu nie dawało to punktów, więc się mówiło, że trener jest słaby. Jednocześnie ja tak nie uważałem, bo widziałem, że trener merytorycznie jest przygotowany bardzo dobrze. Widziałem, jak pracujemy i że na treningach wychodzi to nieźle. Wystarczyło jednak, że forma zespołu była w danym momencie słabsza i dany pomysł taktyczny uchodził za nietrafiony. Nie do końca była to prawda. U trenera Michniewicza cenię to, że wszystkie pomysły dostosowuje do piłkarzy, których ma. Czasami trenerzy na siłę wprowadzają swój pomysł albo podążają za modą: wiele zespołów gra trójką stoperów, więc my też tak zaczniemy. W zeszłym sezonie w Legii zmieniliśmy ustawienie na trójkę stoperów, ale tylko dlatego, że mieliśmy do tego odpowiednich piłkarzy.

Zanim Michniewicz zaczął uczyć zawodników Legii Warszawa ustawienia 3-5-2, sam wybrał się na korepetycje do Włoch. Słyszał, że Giampiero Venturą, który prowadził Salernitanę, uczył tego systemu Antonio Conte, który z czasem wyrósł na mistrza tego ustawienia. - Myślałem sobie: kurczę, gdzie ja mogę to złapać najszybciej? Przez Patryka Dziczka najbliżej, od razu pojechałem i Ventura bardzo sympatycznie mnie przyjął. Pojechałem i uczyłem się ich 3-5-2. Wszystko mam nagrane i opisane - mówił Michniewicz w rozmowie z "newonce.sport"

- Mało tego, przeszliśmy na grę trójką obrońców w trudnym momencie - wspomina Lewczuk. - Przegraliśmy w Bielsku-Białej i mieliśmy mecz z Rakowem Częstochowa, który w tabeli był bardzo blisko nas. Gdyby to wtedy nie wypaliło, byłyby pretensje, że trener zmienił ustawienie w tak ważnym momencie. Powróciłyby głosy, że zbyt raptownie, że nieprzećwiczone, że trzeba czasu, że trzeba było grać po staremu. Ale trener się tego nie bał, a ryzyko, które podjął, się opłaciło. Jeszcze raz powtórzę: dopasowanie taktyki do zespołu jest kluczowe. Trenerowi Michniewiczowi świetnie to w Legii wyszło, bo Juranović i Mladenović znakomicie się czują jako wahadłowi, w środku Luquinhas, Kapustka i Martins czy Slisz pasowali do swoich ról, taka gra odpowiadała też Pekhartowi. Dopiero z perspektywy czasu to wszystko wydaje się łatwe, ale trzeba było to dostrzec i wytrenować. To była zmiana, która dała nam kopa w walce o mistrzostwo i procentuje teraz w pucharach - uważa Lewczuk.

Romeo Jozak krytycznie o fanach Legii Warszawa. Romeo Jozak krytycznie o fanach Legii Warszawa. "Nieprzyjemne doświadczenie"

Takie mecze jak z Dinamem Zagrzeb sprawiają Czesławowi Michniewiczowi największą satysfakcję

Michniewicz na początku tego sezonu wraca do starych nawyków, gdy decyzjami taktycznymi musiał zasypywać różnicę w umiejętnościach między swoim zespołem a rywalem. Pracując w Niecieczy czy w młodzieżówce wielokrotnie musiał znajdować sposób, by wygrać mecz, mimo niższych umiejętności. - W Termalice graliśmy niezbyt widowiskowo, ale byliśmy bardzo poukładani taktycznie, więc niemal każdy zespół się z nami męczył. Na każdy mecz mieliśmy jasny pomysł. Taktyka bardzo nam pomogła w zbieraniu punktów. Awansowaliśmy nawet do górnej ósemki ekstraklasy - wspomina Mateusz Kupczak. 

W Legii zazwyczaj jest odwrotnie. W większości ligowych meczów to zespół Michniewicza ma inicjatywę, więc pracuje głównie nad budowaniem ataków pozycyjnych, rozgrywaniem piłki i zabezpieczaniem się przed kontratakami. Ale od 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów to rywal znów jest silniejszy. W pierwszym meczu Dinamo Zagrzeb wymieniło więcej podań, było przyjemniejsze dla oka, a w pojedynczych akcjach wychodziła klasa Bruno Petkovicia czy świetna technika Lovro Majera. Mimo to, Legia przez większość meczu miała nad tym kontrolę. Wiedziała, jak bronić, by niwelować przewagę rywala i jak później zaatakować, by stworzyć zagrożenie. 

- Myślę, że trenerowi takie mecze dają bardzo dużo satysfakcji. Lubi analizować i szukać sposobu na rywala. Jeśli w pewnych fazach meczu trzeba było zagrać sześcioma zawodnikami w linii obrony, to graliśmy. Trener powtarzał skrzydłowym, że zejście do tyłu i zajęcie pozycji bocznego obrońcy to nie jest żadna ujma. Ludzie mogli mówić, że to antyfutbol, ale trener nie za bardzo przejmował się głosami z zewnątrz i to przechodziło też na nas. Uważam, że to bardzo fajna cecha trenera Michniewicza. Jeśli jest przekonany do swoich pomysłów i wie, że mogą one zapewnić mu dobry wynik, to się z nich nie wycofuje. Znów: konsekwencja. Trener wymagał jej od nas, ale sam też się nią cechował - mówi Dawid Kownacki.

Wspominana konsekwencja przyda się też Legii w rewanżu z Dinamem. Początek meczu we wtorek o godz. 21. Relacja na Sport.pl.

Więcej o: